śnił mi się dzisiaj…

…zabawny sen, a mianowicie, że nawiedziłam Margę. Jak to w śnie, trochę bez sensu, bo Marga, mimo, że przecież zakocona, to tam pokazywała mi jakieś swoje egzotyczne ptaki. Nawiasem mówiąc, życzę Ci Marga takiego metrażu, jak w tym śnie, chociaż jeden pokój był typu tramwaj, ale myślę, że byś nie narzekała na taki metraż;)

Tak, czy siak, sen mnie zastanowił i naszła mnie inna refleksja,ot, drogą skojarzeń, że w śnie odbyło się spotkanie z kimś z bloga. Czytając ostatnio o zamierzonym spotkaniu pewnych blogowiczek, które, o ile się orientuję, w sumie nie doszło do skutku, przyszło mi do głowy to, co kiedyś pamiętam, jak ktoś napisał, że dziwi się, że ja mieszkając tak blisko innej blogowiczki jeszcze się z nią nie spotkałam. Wtedy jakoś nic konkretnego na to nie odpisałam, ale w sumie nie wiem, czemu. Bo przecież mogłam napisać, że to, że się z kimś na blogu "zna", pisze u siebie nawzajem, nie oznacza równocześnie , że się z nim ma ochotę spotkać. Mało tego, może nawet nie oznacza, że się ma z nim ochotę kiedykolwiek spotkać. Albo z drugiej strony. Wtedy osobie się dziwiącej nie przyszło do głowy, że moja szara osoba, zwyczajnie na tyle nie ciekawi tej drugiej, że też nie ma z tych, czy innych przyczyn, ochoty mnie poznać.
Wychodzicie z założenia, że internetowe znajomości , blogowe na przykład, czy forumowe, muszą zawsze w przyszłości zaowocować spotkaniem twarzą w twarz? Bo ja nie. Tym bardziej, żem po kilku spotkaniach z netowymi znajomymi. I powiem, że było różnie. Pół na pół. Z pewnymi osobami po spotkaniu kontakt się urwał…
Ot, takie tam przedweekendowe zastanawianki…

o zmianach i takich tam…

Wpisy o zmianie szablonu i pewne wyrażenie Soyneny sprowokowało mnie do napisania tego wpisu.
Zacznę od tego , że mam nadzieję, że orientujecie się, że to nie ja jestem autorem tegoż wspaniałego szablonu? Szablon, co można wyczytać jak się popatrzy na prawą stronę bloga i nieco zjedzie na dół, pobrałam od kogoś, kto takie cuda robi. Czyli osoby o nicku epeeya. Nie znam osoby, wiem, że kiedy weszłam na blog lost_insajd i spodobał mi się jej szablon zainteresowałam się, kto jest jego autorem, klinkęłam, poszłam popatrzyć i coś wybrałam. Nowego.

Od pewnego bowiem czasu trochę już miałam dość kota. Ci, którzy czytają mój blog od dawna, wiedzą, że już kiedyś zmiana była, jednak wróciłam wtedy do kota, bo tamten szablon z kominkiem, mimo, że ładny, jakoś się u mnie na dłużej nie zagnieździł. Ten mi się spodobał na tyle, że myślę, że na dłużej zostanie, chociaż kto wie, może teraz najdzie mnie na zmiany, haha. To taki śmiech z samej siebie i oto w ten sposób gładko przechodzę do tego, co sprowokowała chcąc niechcąc Nenuś, a mianowicie. Chiara i zmiany. Ci, co mnie znają wiedzą, że ja zmian za bardzo nie lubię. Wiem, muszę się przez to wydawać nudna. Pewnie jestem. Ale zmian nie lubię. Jakoś może to wynik kiepskich doświadczeń, bo te zmiany ostatnio, to jak są, to cholera, jakoś dziwnie często na gorsze. Niestety. Ale na pewno mam też po prostu taką cechę charakteru. Jak kot może? Bardzo, ale to bardzo , przywiązuję się do ludzi. Do miejsc. Do przedmiotów. Pewnie nie pasuję mentalnie do wschodnich filozofii, które nakazują zerwanie więzi z przedmiotami, jako nietrwałym dobrem (i dobrze, sądząc, jak ostatnio potraktowała mnie osoba, rzekomo buddystka;)…Tak, czy siak. Zmian nie lubię.
I pewnie dlatego taki szablon z japońskim kotem tyle u mnie był. Podczas, kiedy wchodząc na znajome i zaprzyjaźnione blogi co i rusz przeżywałam zaskoczenie, jako, że wystrój zmieniał się tam, jak w kalejdoskopie.
No, ale każdy ma swoje bziki i upodobania i póki tą stałością krzywdy nikomu nie robię, wyrzutów sumienia sobie z tego mojego przywiązania nie robię. Jak komuś nie pasuje? trudno;)