Druga część z cyklu o piratach, a raczej o jednym baaardzo szalonym i malowniczym piracie , Jacku Sparrow. Jak dobrze, że nasi tłumacze nie pokusili się nawiasem mówiąc o żadne tłumaczenie jego nazwiska;)
"Skrzynia umarlaka" to dalsze przygody zarówno Sparrow’a, jak i Elizabeth i jej niedoszłego wciąż męża, Willa Turnera.
W tej części Jack Sparrow musi oddać zaciągniety przed laty dług. Dawno temu bowiem oddał swoją duszę legendarnemu Davy Jonesowi, "Latającemu Holendrowi" i teraz ten upomina się o zwrot długu.
Jak się można domyślić, stanowi to początek kolejnej porcji zwariowanych przygód, dziwnych wydarzeń, czyli wszystkiego tego, do czego przyzwyczailiśmy się po pierwszej części cyklu o Piratach.
Chociaż nie podobał mi się aż tak, jak część pierwsza, to nie powiem, że było to jakieś dno. Oglądało się dobrze, uśmiechnęliśmy się kilka razy (sceny z kijem do przypiekania na plecach i na młyńskim kole -miodzio;), akurat film rozyrywkowy na weekendowe popołudnie.
Aczkolwiek mam jedno zastrzeżenie. Nie wiem, do kogo ma być ów film adresowany. Według mnie to taki film ani dla dzieci ani dla dorosłych.
trochę egzotyki takiej i owakiej…
…na pocztówkach, które dostaliśmy. P. otrzymał pocztówkę z RPA, z żyrafami…Bardzo lubię żyrafy, to takie fajne zwierzaki. Lubię w ogóle afrykańskie zwierzaki, bo i słonie (fantastyczny był "Dziennik Słoni", BBC, który leciał ostatnie soboty w TVP1…jeśli ktoś oglądał, to wie), i zebry. Tak więc moja kolekcja powiększyła się o pierwszą pocztówkę z RPA…
Za to dziś ja otrzymałam pocztówkę z Lizbony….Hmmmm, od razu przemiłe wspomnienia stanęły mi przed oczami. Tamten wyjazd był jednym z najwspanialszych naszych wyjazdów i zawsze chętnie do niego wracamy wspomnieniami. Nadawca też baaardzo zadowolona ze swojej podróży, zresztą, byłam o tym przekonana, że tak będzie i bardzo się cieszę, że im się tak udaje i tak spodobało w Lizbonie, która mnie tak zachyciła. Przyjemnie popatrzeć na pocztówkę, na ktorej są miejsca, w których się było i które się tak dobrze, mimo upływau czasu, pamięta.
Poza tym, dzisiaj czuję się starsza o jakieś 4 lata po pewnych jałowych rozmowach. Cóż, niektórzy nie znają zbytnio pojęcia empatia czy dobra rada a nie dobijanie…nieważne. Popatrzę sobie na Lizbonę…
włochata krowa…
…na pocztówce nie łypie na mnie okiem (bo grzywka zasłania jej oczy;), oblizuje się ze smakiem a tekst na odwrocie brzmi "Send up more tourists, please-the last lot were delicious";)) Tak mówi Highland Cow, którą otrzymałam dzisiaj na pocztówce ze Szkocji 🙂 Nadawcy dziękuję…
Uwielbiam otrzymywać pocztówki;) To moja słabość;)))
druga część Brygidy Dżonsowej;)
do nabycia wraz z Galą. Filmik znaczy się. Informuję, bo a nuż któraś z Was ma chęć dodać do filmoteki? Ja miałam. Mimo, że druga część mniej mi się podoba, niż pierwsza, ale chciałam ją mieć. Nawet miałam zamawiać a tu proszę, niespodzianka, dodali do pisma. To wzięłam, a co?!:)
sierpniowy numer „Poznaj świat”…
…został przeze mnie nabyty z racji kilku artykułów, jakie mnie zainteresowały. A są to artykuł o Buenos Aires (ostatnio zainteresowała mnie bardzo Argentyna), a także o Sikhah. Jednak na wstępie przeczytałam artykuł o Kapsztadzie, przypomniało mi się, że Ciekawa_swiata ostatnio w tym mieście była. Artykuł też był interesujący.
I tak oto, nie ruszając się z domu, nie wydając ani dolara czy Euro, udało mi się popodróżować;)
„Wykolejony”. James Siegel.
Książkę można było nabyć z Rzeczpospolitą, co też uczyniłam. I muszę powiedzieć, że nie zawiodłam się na niej, a wręcz spodobała mi się bardzo i teraz ją polecam. Już przejęła ją moja Mama;)
Książka, podobnie, jak "Eksperyment", opowiada o tym, jak właściwie kompletnie siebie samych nie znamy. Jak bardzo nasze wyobrażenia o onas samych różnią się od tego, co z nas wyleźć może w tak zwanych ekstremalnych sytuacjach.
Tu, główny bohater, którego codzienna rutyna dojazdu do pracy konkretną podmiejską kolejką zostaje zaburzona pewnego listopadowego dnia i który przez spóźnienie się na pociąg, w jakiś sposób żegna się z dotychczasowym spokojnym życiem.
Pracujący w reklamie Charles, mający żonę i córkę (chorą, co może jakoś wpływać na ostatnio nie najlepsze jego samopoczucie i poczucie pewnej przegranej) spotyka bowiem tego dnia jadąc w innym, niż zwykle pociągu, niezwykle seksowną kobietę. Pewne zdarzenie powoduje, iż zaczynają ze sobą rozmawiać. Kobieta, jak się przedstawia Charlesowi, Lucinda, zaczyna go coraz bardziej inetresować i nie mija wiele czasu, kiedy odkrywa on, że ma ochotę się z nią przespać. Co też aranżuje…
Cóż, kiedy jest zbrodnia, następuje też kara.
Zdarza się coś, co na zawsze zmieni życie Charlesa, wypadki będą toczyć się jak lawina, jeden kamyk uruchomi następny a stąd już niedaleka droga do wykolejenia się z dotychczasowych torów.
Czy Charlesowi uda się wyjść z opresji? Czy jego życie powróci kiedyś do normalności? I jakąś cenę przyjdzie mu zapłacić za romans, jaki nawiązał? Tego wszystkiego dowiecie się po przeczytaniu książki.
To kryminał, thriller, który polecam, mimo, że na początku jest brutalny i nawet przez chwilę zastanawiałam się, czy go nie porzucić. Jednak dałam mu szansę i naprawdę potem nie żałowałam tego. Czyta się dobrze i szybko, bowiem interesuje nas, co się zdarzy i jak sytuacja się wyklaruje.
Raz jeszcze polecam.
„Eksperyment”, reż. Oliver Hirschbiegel.
Bardzo dobry (oczywiście w mojej opinii) film, oparty o chyba przerastającym na niekorzyść, oczekiwania organizujących, eksperymencie, o którym możecie przeczytać tu:
http://en.wikipedia.org/wiki/Stanford_prison_experiment
Film pokazuje eksperyment, jaki organizuje pewien profesor, który bada zachowanie się międzyludzkie. Do eksperymentu przystępuje dwudziestu mężczyzn, którzy mają przez dwanaście dni odgrywać konkretne role. Dwunastu z nich będzie więźniami a ośmiu z nich odgrywać będzie role strażników. Właśnie. Zamierzeniem było, aby mężczyźni odgrywali te role, ale czy na pewno tak się uda? Czy w pewnym momencie nie staną się oni owymi strażnikami, czy następnie, również część więźniów nie przyjmie narzuconej im tożsamości i nie stanie się poddanymi humorom i nastrojom strażników?
Film niemiecki, ze znanym mi z "Biegnij, Lola, biegnij" i "Księżniczka i wojownik" , a tu grającym jedną z głównych ról Moritzem Bleibtreu, który nawiasem mówiąc gra bardzo dobrze rolę chłopaka, który przystąpił do eksperymentu mając nadzieję, że za pomocą wniesionego sprzętu do nagrywania uda mu się zarejstrować co nieco i sprzedać to potem dla prasy. Chłopak początkowo uważa sytuację za niezłą zabawę , w której chce grać główną rolę, zaczyna prowokować strażników i podburzać więźniów. Szybko jednak okazuje się, że jeśli chodzi o traktowanie sytuacji zabawowo, to chyba tylko on tak do tego podchodzi, o czym zaczyna się przekonywać coraz boleśniej na własnej skórze i ciele.
Film niezwykle ciekawy dla mnie, bowiem pokazuje, jak łatwo, wbrew pozorom, cokolwiek byśmy o sobie dobrego nie myśleli, ulegamy strereotypom, ulegamy też swoim wewnętrznym najrozmaitszym instynktom, nie zawsze, chwalebnym, o tym, jak łatwo z kata przeobrazić się w ofiarę, i o tym, jak często nie wiemy o sobie dokładnie nic, póki nie przyjdzie nam stanąć oko w oko z sytuacją ekstremalną.
Mnie się podobał. Polecam.
w pewnych sprawach…
…jest gorzej, niż myślałam. Nie wiedziałam, że działania pewnej mendy będą aż tak daleko sięgać.
I tak, jak ostatnio komuś pisałam w emailu, jak rozdawali fart, to stałam po …okulary chyba;/
Nie jest dobrze, aczkolwiek staram się nie domartwiać na zapas (co nie do końca mi wychodzi)…
Zobaczymy, jak się sprawy potoczą, ale…no, nie jest fajnie…
mówią, że jak kobieta…
chce sobie poprawić nastrój, to robi coś z włosami.
U mnie od wczoraj mahoń (tradycyjnie zmywalny, więc nie na długo, ale zawsze coś:). Do tego krem Vichy, co to ma zmarchy przegnać precz. Zmarchy mimiczne, of course;)
Jeśli nawet wszystkie te zabiegi nie przegnają podłego nastroju, to zawsze będę nieco bardziej urodziwie wyglądać…tak sobie to tłumaczę…
„Wszystko w czekoladzie”. Tatiana Polakowa.
Jeśli ta pani faktycznie przed pisaniem 14 lat spędziła pracując w przedszkolu, to widać w Rosji są zdecydowanie bardziej hartujące do życia przedszkola, niż u nas;)
A na serio, bywający u mnie wiedzą, że to, co rosyjskie, a szczególnie "noworosyjskie" mnie interesuje i dlatego zastrzygłam uszami, kiedy P. powiedział mi o tej książce.
Zamówiłam, pochłonęła mnie i podobała mi się bardzo.
Dobry, według mnie, oczywiście, kryminał, rozgrywający się w jakimś mieście w Rosji (nie Moskwie, ale sądzę, że którymś z większych, więc może w Sankt Petersburgu?).
Mam nadzieję, że wydawnictwo zdecyduje się wydawać tę serię po kolei. We "Wszystko w czekoladzie" poznajemy bohaterkę , Olgę Riazencewę, i losy, które doprowadziły ją do tego a nie innego punktu i miejsca w jej zyciu.
Olga jest byłą kochanką prominenta i kandydującego właśnie polityka, zwanego "Dziadkiem". Na jego prośbę? a raczej rozkaz, rozpoczyna prywatne śledztwo. Śledztwo ma rozwiązać tajemnicę morderstwa popełnionego na jednej z prostytutek pracujących w klubie, który do "Dziadka" należy. Ktoś bardzo starał się , aby pokierować ślady w stronę "Dziadka" właśnie, Olga jednak nie może w to uwierzyć i podejmuje się rozwiązać zagadkę. Po pewnym czasie, do miasta przybywa ściągnięty przez "Dziadka" spec z Moskwy, który ma za zadanie rozwiązać ową sprawę wraz z Olgą. Olga orientuje się, że spec ma do niej jakąś osobistą urazę, ale rozwiązanie jej poznamy dopiero pod koniec kryminału.
Współczesna Rosja ze wszystkimi jej grzeszkami, ciekawy pomysł na fabułę, interesująca bohaterka (nie mdła lala z blond lokami a raczej lekko alkoholizująca się dwudziestosiedmiolatka), wszystko to spowodowało, że książkę tę czytało mi się dobrze i szybko.
Miłośnikom kryminałów mogę polecić.
