Czytałam książkę, ale szczerze mówiąc, teraz kompletnie nie pamiętam jak bardzo film odchodzi od oryginału. Coś mi tylko mówi, że odchodzi w jakiś sposób, i coś mi mówi, że trzeba by wrócić do książki Lema, jako, że zostawiła w mojej pamięci bardzo dobre wrażenia.
Film, kiedy wszedł na ekrany, miał raczej kiepskie opinie, tym bardziej miło się rozczarowałam. Nie nastawiałam się na wierną ekranizację prozy Lema, więc może dlatego? Tak, czy siak, film całkiem mi się podobał.
Opowiada o psychologu, Chrisie Kelvinie, od kilku lat wdowcu (to ważna informacja), który rusza na pokład stacji kosmicznej, aby zbadać dziwne zachowanie załogi, której zadaniem miała być obserwacja tajemniczej planety Solaris. Na miejscu dowiaduje się, iż jego przyjaciel, który prosił go o przybycie, popełnił samobójstwo. Zastaje jednak dwoje członków załogi stacji, którzy jednak dziwnie się zachowują.
Pierwszej nocy do Chrisa przybywa jego żona. Chris nie może uwierzyć w jej obecność, w to, co widzi, ale i czuje. Nie mogąc w to uwierzyć a także bojąc się o utratę zmyslów, wysyła ją w Kosmos.
Następnego dnia jego żona a może jej klon, lub raczej, kolejny klon? przybywa znowu…
I tak zaczyna się ten film. Film, który wbrew pozorom , nie jest tylko filmem o perypetiach załogi pewnej stacji kosmicznej, ale pytaniem o to, jak zachowalibysmy się w pewnych sytuacjach. Troszeczkę przypomniał mi się Kongowy "Smentarz dla zwierzaków", w którym podobne pytania stawiano, a mianowicie, gdyby po utracie kogoś , ale tak na zawsze, dano nam możliwość odzyskania tej osoby, na ile bylibyśmy w stanie się zgodzić? Czy bylibyśmy w ogóle? Czy podjęlibyśmy ryzyko idące w parze z taką decyzją?
Mnie się ten film podobał.
