Moja Mama nabyła ostatnio za "zawrotną" cenę, 3 zeta za książkę. Widać, nie wszystkim te kryminały wznowione się podobały. Ja natomiast pochłonęłam je szybko. Nie są obszerne, co ułatwia.
Podoba mi się klimat Agatchy Christie, nieco może podobny schemat, ale jak piszę, mnie to akurat nie przeszkadza. Dobrze się czytają, mają ciekawą intrygę, interesujące pomysły. Myślę , że miłośnikom kryminałów będą się dobrze czytać, mimo upływu lat. Na mnie wrażenie zrobiła największe (nie ukrywam, że za wątek grecki na pewno) "Zmącony spokój pani labiryntu" i "Cicha jak ostatnie tchnienie". Mam zamiar poczytać to, co jest teraz dostępne na rynku, bo bardzo mi się podobały te kryminały Polaka, stylizującego na anglosaskie kryminały o najlepszych tradycjach.
„Solaris”. Reż. Steven Soderbergh.
Czytałam książkę, ale szczerze mówiąc, teraz kompletnie nie pamiętam jak bardzo film odchodzi od oryginału. Coś mi tylko mówi, że odchodzi w jakiś sposób, i coś mi mówi, że trzeba by wrócić do książki Lema, jako, że zostawiła w mojej pamięci bardzo dobre wrażenia.
Film, kiedy wszedł na ekrany, miał raczej kiepskie opinie, tym bardziej miło się rozczarowałam. Nie nastawiałam się na wierną ekranizację prozy Lema, więc może dlatego? Tak, czy siak, film całkiem mi się podobał.
Opowiada o psychologu, Chrisie Kelvinie, od kilku lat wdowcu (to ważna informacja), który rusza na pokład stacji kosmicznej, aby zbadać dziwne zachowanie załogi, której zadaniem miała być obserwacja tajemniczej planety Solaris. Na miejscu dowiaduje się, iż jego przyjaciel, który prosił go o przybycie, popełnił samobójstwo. Zastaje jednak dwoje członków załogi stacji, którzy jednak dziwnie się zachowują.
Pierwszej nocy do Chrisa przybywa jego żona. Chris nie może uwierzyć w jej obecność, w to, co widzi, ale i czuje. Nie mogąc w to uwierzyć a także bojąc się o utratę zmyslów, wysyła ją w Kosmos.
Następnego dnia jego żona a może jej klon, lub raczej, kolejny klon? przybywa znowu…
I tak zaczyna się ten film. Film, który wbrew pozorom , nie jest tylko filmem o perypetiach załogi pewnej stacji kosmicznej, ale pytaniem o to, jak zachowalibysmy się w pewnych sytuacjach. Troszeczkę przypomniał mi się Kongowy "Smentarz dla zwierzaków", w którym podobne pytania stawiano, a mianowicie, gdyby po utracie kogoś , ale tak na zawsze, dano nam możliwość odzyskania tej osoby, na ile bylibyśmy w stanie się zgodzić? Czy bylibyśmy w ogóle? Czy podjęlibyśmy ryzyko idące w parze z taką decyzją?
Mnie się ten film podobał.
„Piraci z Karaibów. Skrzynia umarlaka”. Reż.Gore Verbinski.
Druga część z cyklu o piratach, a raczej o jednym baaardzo szalonym i malowniczym piracie , Jacku Sparrow. Jak dobrze, że nasi tłumacze nie pokusili się nawiasem mówiąc o żadne tłumaczenie jego nazwiska;)
"Skrzynia umarlaka" to dalsze przygody zarówno Sparrow’a, jak i Elizabeth i jej niedoszłego wciąż męża, Willa Turnera.
W tej części Jack Sparrow musi oddać zaciągniety przed laty dług. Dawno temu bowiem oddał swoją duszę legendarnemu Davy Jonesowi, "Latającemu Holendrowi" i teraz ten upomina się o zwrot długu.
Jak się można domyślić, stanowi to początek kolejnej porcji zwariowanych przygód, dziwnych wydarzeń, czyli wszystkiego tego, do czego przyzwyczailiśmy się po pierwszej części cyklu o Piratach.
Chociaż nie podobał mi się aż tak, jak część pierwsza, to nie powiem, że było to jakieś dno. Oglądało się dobrze, uśmiechnęliśmy się kilka razy (sceny z kijem do przypiekania na plecach i na młyńskim kole -miodzio;), akurat film rozyrywkowy na weekendowe popołudnie.
Aczkolwiek mam jedno zastrzeżenie. Nie wiem, do kogo ma być ów film adresowany. Według mnie to taki film ani dla dzieci ani dla dorosłych.
