„R-Point”, reż.Su-chang Kong.

Horror ze wschodu! W dodatku zupełnie dla mnie dotąd nieznany, bowiem horror wojenny, można by rzec. I bardzo mi się podobał! Nie ukrywam, że ciekawy opis na http://www.filmweb.pl , w którym wyczytałam, że podobno rzecz mogła mieć miejsca naprawdę , dodał mu według mnie , "smaczku"…

Choi Tea-in  zostaje wysłany z małym oddziałem na teren wyspy, noszącej miano R-Point. Jakiś czas temu został tam wysłany inny oddział, jednak żołnierze pół roku temu zostali uznani za martwych.Tymczasem drogą radiową zaczynają dochodzić od nich komunikaty oznajmiające jakoby mieli oni żyć.
Choi Tea-in zostaje więc wysłany przez Wojskowe Biuro Śledcze, w celu zbadania sytuacji na miejscu, odnalezienia żołnierzy żywych lub martwych i sprowadzeniu ich, a raczej ich ciał, do bazy.

Zaraz po przybyciu na wyspę oddział Choi Tea-ina natyka się na tajemniczy nagrobek, na którym odczytać można wykuty napis:
"Stąd nie ma powrotu: ten, kto przelewa krew innych, nigdy nie wróci".

Czy i kto wróci z tajemniczej wyprawy na niemniej tajemniczą wyspę, dowiedzą się ci, którzy po film sięgną.
Mnie się podobał, jednak wiem, że różnie to bywa, jednak miłośnikom horrorów powinien się spodobać.