chyba wszystko wzięte…


a jak nie, to trudno. Spakowaliśmy się w dwie mniejsze walizki. Jedna nowa wczoraj nabyta;) pomarańczowa. Śliczna. Ciekawe, jak szybko taka schludna pozostanie hehe. Trudno. Nie mogliśmy się oprzeć kolorowi.

Ciekawe, jak pogoda dopisze, bo prognozy różnie mówiły. Nic to. Upałów bym nie chciała, łazi się wtedy beznadziejnie. Byle by nie lało tylko, o!
Do usłyszenia po moim powrocie!

pożary w Grecji;(

te wiadomości przygnębiły mnie bardzo…Wiecie, jak kocham Grecję…a tu takie wiadomości. Co roku o podonje porze słyszy się o pożarach, sami będąc rok temu na Peloponezie widzieliśmy dwa razy pożary na wyspie naprzeciw miejsca, gdzie byliśmy, jednak takich chyba dawno nie było;( smutno mi, bo czuję wielki żal, że to dzieje się w miejscu, w którym została część mojego serca. I chyba ta część właśnie płonie wraz z krajem, drzewami oliwnymi, domostwami…….
Deszczu trzeba, deszczu…ale skąd deszcz tam o tej porze????
Smutno mi bardzo;(

pranie…

się wytłukło w pralce, następne wstawimy zaraz, przed nami dzisiaj pakowanie. Wczoraj sprzątaliśmy chałupę, żeby nie wracać do nieporządku. Zaraz wyjme listę do pakowania i będziemy odhaczać kolejne rzeczy. Lista powstała jeszcze na starym mieszkaniu i jest super. Bardzo cenna, bo pozwala pamiętać o wielu rzeczach, o których w ferworze pakowania łatwo zapomnieć.
Adresy The Body Shopów spisane. Jeden jest na lotnisku, ale tam nie chcę kupować. Chcę iść do tego blisko Starówki. Tak, jestem uzależniona od Brasilian Nuts i dobrze mi z tym:)
Oprócz tego skserowane fragmenty przewodników. Po co wlec całą książkę o Niemczech, skoro można tylko fragment o mieście?
Niestety, kiedy szukaliśmy, już samego Monachium nie było. Pan powiedział, że w wakacje nawet mieli, ale zniknęły już z półek. Pewnie się kupi na miejscu, a może coś na Okęciu jeszcze wyhaczę? kto wie.
Nie lubię się pakować, więc odwlekam, ale trzeba się zebrać, co zaraz uczynię.
Na razie macham łapą i oddalam się do spraw;) Miłego weekendu.

ps. a książka naszykowana też, oczywiście;) z polecenia Finetki "Nie zabijać pająków" Ireny Matuszkiewicz. Zobaczymy, cóż to za kryminał:)

rąbek tajemnicy uchylam…

nie no, żadnego top secretu nie ma, a sytuacja znienacka dla nas samych ułożyła się tak, a nie inaczej. W niedzielę wylatujemy do Monachium, gdzie zostajemy do soboty. Bo tak. Z różnych względów plany urlopowe, jakie mieliśmy na wrzesień poszły się…(tu niecenzuralne słowo). Stwierdziliśmy, że w takim razie wyszarpniemy tydzień, a tydzień niezły jest na miasto. I tak nas ciągnęło w tamte strony od alpejskiej wyprawy, że postanowiliśmy zobaczyć, czym to się je. Ja jestem nawet zaciekawiona, bowiem w Niemczech nigdy nie byłam. No, to zobaczymy, jak tam jest. Wyjazd załatwiany w ostatniej chwili ale jak na razie wygląda, że chyba wszystko wyjdzie. A jak będzie, zobaczymy. Może w niedzielę na Okęciu okaże się, że załatwianie e-ticketu ma jakieś gorsze strony, niż zwykły papierowy??:)
No nic. W każdym razie, z racji tego, że nie na długo i bo chcemy jednak też zwyczajnie trochę odpocząć, a nie umordować się, pewnie nie zwiedzimy sporej części tego, co powinniśmy, ale po prostu zwyczajnie nic mnie to nie obchodzi. Jak nam się spodoba, to jeszcze wrócimy. A jak przeglądam przewodniki, wygląda, że całkiem sporo miejsc, które by mnie zainteresowały, tam jest do obejrzenia.
I niemiecki poćwiczę znowu;))
Mam nadzieję, że będzie ok.

wyjęłam dzisiaj ze skrzynki…

coś bardzo sympatycznego. Czyli list-niespodziankę, niezapowiedziany, zjawił się i zdecydowanie "zrobił" mój wieczór;) że użyję takiego łamańca językowego. Wspaniała zakładka z Wrocławia i absolutnie super karteczka z rysunkiem dziewczynki ściskającej słońce;) Wyląduje na półce, żeby poprawiać humor. Dziękuję;))
Co do zakładek, to takich "geograficznych" mam już parę, z Gdańska, od Patekku, ze Stanów od znajomej, jedną z Japonii od przyjaciela , jedną z Rio de Janeiro, wykonaną przez inną znajomą, z widokami Rio…teraz doszedł Wrocław…

muzyka świata…

nie wiem, czy to jakaś nowość, czy teraz zaczął się cykl, ale wczoraj w "Empiku" nabyłam drogą kupna wrześniowy już numer "Podróży" wraz z dołączoną do niego płytą "Meksyk. Muzyka świata" z dwunastowa kawałkami wykonywanymi przez zespół Pasionlatina.
Zaciekawiło mnie to, bo lubię posłuchać muzyki z różnych stron świata i tak się zastanawiam, czy coś się więcej ukazywało, a ja oczywiście przegapiłam, czy to początek i czy warto przyglądać się, co jeszcze się ukaże.
A przy okazji tym razem popodróżuję sobie po Meksyku, Kopenhadze, Irlandii, Bali, Włochach, Tarnowie (byłam w nim kiedyś, bardzo ładne miasto).
Uwielbiam pisma o podróżach…..

usłyszałam w radio kampanię taką…

http://www.dyzurnet.pl/

i wrzucam adres do wiadomości. Rzecz bardzo ciekawa i nawet nie wiedziałam, że jest takie miejsce. Warto zapisać i zapamiętać.

W ogóle, to przy okazji, wczoraj rozbito kolejną w Polsce siatkę pedofilów. Kurde, ja nawet słuchać nie powinnam wiadomości, bo szczególnie właśnie przy tych o pedofilach , wściekła piana z pyska mi się toczy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to są jednak najczęściej osoby mające styk , pracujące z dziećmi. Często , to tak przy okazji innej sprawy, z dziećmi upośledzonymi…
 Trudno jest na wszystkich nauczycieli patrzec z góry zakładając, że są zboczeńcami, prawda? A z drugiej strony, trzeba dziecko uczulać i oczywiście, nie jedynie pod kątem obcych, ale również przyjaciół rodziny, rodziny itd…tylko jak w tym wszystkim nie sparanoizować i nie nauczyć przesadnej ostrożności??
Ot, pytanie. Dziecka nie mam, to się nie znam, ale powiem tak, ciężko i trudno być rodzicem.

Kornwalia, Alaska i Oregon…

o te krainy i stany powiększyła się moja kolekcja pocztówkowa wczoraj. Kornwalia na pocztówce wygląda sympatycznie i zachęcająco. Alaska obłędnie widokowo, Oregon również. Podobno, nie wiem, na ile to prawda, jest to najpiękniejszy stan Ameryki. Jak jest, nie wiem, bo tam nie byłam. W ogóle, ci co mnie znają, wiedzą, że Stany mnie nie pociągają. Jednak kiedyś, jakbym miała okazję, bardzo chciałabym zobaczyć amerykańską prowincję, zapyziałe miasteczka z dwiema ulicami na krzyż, przy których jest tradycyjnie jakiś sklep żywnościowy , bar i fryzjer…Taką prowincę, trochę jak z książek Kinga.
Poza tym, dopadł mnie stupor, niechciej , jak zwał, tak zwał. Jak dopadł, tak trzyma i nie puszcza.

kryminały Joe Alexa.

Moja Mama nabyła ostatnio za "zawrotną" cenę, 3 zeta za książkę. Widać, nie wszystkim te kryminały wznowione się podobały. Ja natomiast pochłonęłam je szybko. Nie są obszerne, co ułatwia.
Podoba mi się klimat Agatchy Christie, nieco może podobny schemat, ale jak piszę, mnie to akurat nie przeszkadza. Dobrze się czytają, mają ciekawą intrygę, interesujące pomysły. Myślę , że miłośnikom kryminałów będą się dobrze czytać, mimo upływu lat. Na mnie wrażenie zrobiła największe (nie ukrywam, że za wątek grecki na pewno) "Zmącony spokój pani labiryntu" i "Cicha jak ostatnie tchnienie". Mam zamiar poczytać to, co jest teraz dostępne na rynku, bo bardzo mi się podobały te kryminały Polaka, stylizującego na anglosaskie kryminały o najlepszych tradycjach.

„Solaris”. Reż. Steven Soderbergh.

Czytałam książkę, ale szczerze mówiąc, teraz kompletnie nie pamiętam jak bardzo film odchodzi od oryginału. Coś mi tylko mówi, że odchodzi w jakiś sposób, i coś mi mówi, że trzeba by wrócić do książki Lema, jako, że zostawiła w mojej pamięci bardzo dobre wrażenia.
Film, kiedy wszedł na ekrany, miał raczej kiepskie opinie, tym bardziej miło się rozczarowałam. Nie nastawiałam się na wierną ekranizację prozy Lema, więc może dlatego? Tak, czy siak, film całkiem mi się podobał.
Opowiada o psychologu, Chrisie Kelvinie, od kilku lat wdowcu (to ważna informacja),  który rusza na pokład stacji kosmicznej, aby zbadać dziwne zachowanie załogi, której zadaniem miała być obserwacja tajemniczej planety Solaris.  Na miejscu dowiaduje się, iż jego przyjaciel, który prosił go o przybycie, popełnił samobójstwo. Zastaje jednak dwoje członków załogi stacji, którzy jednak dziwnie się zachowują.
Pierwszej nocy do Chrisa przybywa jego żona. Chris nie może uwierzyć w jej obecność, w to, co widzi, ale i czuje. Nie mogąc w to uwierzyć a także bojąc się o utratę zmyslów, wysyła ją w Kosmos.
Następnego dnia jego żona a może jej klon, lub raczej, kolejny klon? przybywa znowu…
I tak zaczyna się ten film. Film, który wbrew pozorom , nie jest tylko filmem o perypetiach załogi pewnej stacji kosmicznej, ale pytaniem o to, jak zachowalibysmy się w pewnych sytuacjach. Troszeczkę przypomniał mi się Kongowy "Smentarz dla zwierzaków", w którym podobne pytania stawiano, a mianowicie, gdyby po utracie kogoś , ale tak na zawsze, dano nam możliwość odzyskania tej osoby, na ile bylibyśmy w stanie się zgodzić? Czy bylibyśmy w ogóle? Czy podjęlibyśmy ryzyko idące w parze z taką decyzją?
Mnie się ten film podobał.