i tak…

…od pewnego czasu mam wrażenie, że osoby obok mnie żyją moim życiem, a raczej tym wyobrażeniem, jakie kiedyś na temat własnego życia i tego, jak się potoczy miałam. I tak, mam właśnie coraz bardziej męczące wrażenie, że ktoś bardzo obok realizuje to, co mnie, z przyczyn rozmaitych , nie udało się zrealizować. I to uczucie zdaje się mnie uwierać coraz bardziej. Zastanawia mnie, czy znikłoby wraz ze zniknięciem tej osoby z moich oczu…czy zaraz zauważyłabym następne.
I tak, mam dość tego, że widzę, że pewne sprawy z przeszłości wracają się , jak bumerang. I tego, że nic nie poradzę na to, że osoba obok ma ojca , który ją kocha, a mój własny niedawno doprowadził mnie znowu do złości i irytacji, chociaż już dawno postanowiłam sobie odpuścić, bo przecież spraw się nie zmieni, czasu się nie cofnie i nie warto psuć sobie nerwów. A mimo to dobrze wie, jak uderzyć słowem, żeby zranić, w końcu jest moim ojcem. Nie odpuściłby sobie raz na kiedy zranić.
I nie wiem, jaką nauczkę mam wynieść z lekcji życia, która pokazuje mi kontrast mojego ojca i ojca tej osoby, który jest mojego zaprzeczeniem. Bo ta lekcja żadna pouczająca nie jest, a jedynie boli.
Ot, takie niedzielne refleksje.
Upał nieznośny. Mózg się lasuje. Wybywam na balkon czytać Mankella. Ostatnio nawet książki wolniej mi się czyta, myśli zajęte, wirują wokół czego innego………

Zamek Ambras.

W gabinecie osobliwości znalazłam też prototyp naszych japonek. To nic innego, jak dowód na to, że projektanci nie wymyślają nic nowego, a korzystają ze starych, sprawdzonych wzorów. Moda, to wieczne powroty!


pijana matka…

…urodziła pijane dziecko…

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4311692.html

Nie powinnam czytać wiadomości…Nie działa na mnie dobrze, kiedy czytam coś takiego.
Nie ma słów, którymi nazwałabym tę kobietę, która rodzi kolejne dziecko, najwyraźniej zachodząc sobie w ciążę niemal wiatropylnie i tak idiotycznie traktuje całą sytuację…
Nie mam słów ale mam nadzieję, że coś jednak można w tym przypadku zrobić. Ukarać ją za to, że naraziła małego człowieka na utratę życia. I oczywiście, co wszyscy wiemy, jeśli dziecko przeżyje, to na konsekwencje, które odbiją się na jego zdrowiu na 100%.

W jakim ja kraju żyję??

W Innsbrucku;)

Tu mam
minę zadowoloną, bo przed chwilką udało mi się odwiedzić The Body Shop
i nabyć ulubione smarowidło do ciała. Ja wiem, że mamy TBS w Złotych
Tarasach , ale mi jakoś bardzo nie po drodze do tego centrum
handlowego.

narażę się:)

Wiem, że tym wpisem mogę się narazić paru stałym czytaczom. Ale trudno;)
Tak sobie myślę, co mi najbardziej nie pasowało podczas tego wyjazdu. I wyszło mi, że oprócz o dziwo, fantazyjnego aż za bardzo czasem stylu jazdy, palenie. Austriacy kopcą. Palą tak, że zapewne niebawem uda im się doszczętnie zniszczyć całe to krystalicznie świeże powietrze, jakie ich otacza.
Nie palę. Żeby była jasność, że nie gadam o czymś, o czym pojęcia nie mam, kiedyś usiłowałam. Próbowałam. Jednak wciągnąć się nie umiałam, potem nałożyła się śmiertelna choroba ciotki, która stała się impulsem, żeby z papierosów zrezygnować raz na zawsze.
Oprócz tego, jestem alergikiem i dym papierosowy zwyczajnie mnie drażni i to tak dosłownie. Momentalnie włącza mi się kaszel, oczy przypominają oczy królika…itd.
Znajomi i bliższa rodzina, tak się na szczęście złożyło, że nie palą. I dobrze, bo mieliby u nas trudno. U nas w domu bowiem się nie pali.
To nie jest tak, że dyskryminuję palaczy. Ale chciałabym, żeby raczej mnie, jako niepalącej, nie dyskryminowano. Na przykład nie wytyczając jako sali dla niepalących niefajnej norki przy tym, jak palący mają super miejsce w knajpkach…
I dlatego jestem całym sercem za zakazem palenia w miejscach publicznych.
O dziwo, nawet Włosi, Włosi???:) na to poszli, więc…kto wie, może kiedyś się uda i u nas i w innych krajach.
A Austrii o miejscach dla niepalących mogliśmy zapomnieć. Przynajmniej tam, gdzie byliśmy. W Grecji tak tego się nie czuje, bo mają zwyczajnie dobrą klimę. Tam zaś w hotelu klimy nie było i kilkakrotnie dziennie przedzierać się musieliśmy przez dymną zasłonę kaszląc (ja) lub mamrocząc coś pod nosem (P.).
To się naraziłam moim ukochanym palaczowym gościom;)) teraz mogę dostać po głowie hehe. Tak…ten temat jest jednym z kilku, podczas których nie znam pojęcia politycznej poprawności;))

Legenda w Krakowie…

Hmm, jakoś na gazecie nie znalazłam, a na onecie tak, więc stąd link podam:
http://wiadomosci.onet.pl/1570581,69,item.html

Orient Express, ten sam, który opisała w książce Agatha Christie! przybył do Krakowa.

Od razu przeniosłam się wyobraźnią w zupełnie inny świat. Świat ludzi, którzy mieli więcej wolnego czasu, którzy do eleganckich kolacji zasiadali nie w wyświechtanych dżinsach, ale w wytwornych kreacjach, by przy niezobowiązującej rozmowie sączyć szampana. Czasem też, jak wiemy z książki Christie, działo się coś więcej…

Cacko, nie ma co.