Michał Komar. „Władysław Bartoszewski. Wywiad rzeka”.

No i jestem po lekturze. Tak, jak pisałam, książka jest tak wciągająca, zajmująca, że…pochłonęłam ją dosłownie.
Fantastyczna lektura. Jako, że postać Profesora interesuje mnie od pewnego czasu, więc z chęcią sięgnęłam po wywiad z Nim i …nie zawiodłam się. Bowiem z tego wywiadu, długiej rozmowy, ukazuje nam się postać wielkiego człowieka. Dobrego człowieka. Człowieka, który nie ocenia ludzi według ich wyznania, według ich pochodzenia, narodowości a tylko według tego, czy są człowiekiem przyzwoitym.
Niezwykła postać Bartoszewskiego, który szlachetnym był od młodości, kiedy to już jako młody człowiek działał na rzecz Ojczyzny i swoich rodaków. Który bardzo wyraźnie sprzeciwiał się Holocaustowi i rzezi Żydów. Który umiał sprzeciwić się temu wyraźnie, działając i również po wojnie umiejąc opowiadać zarówno o tym, co spotkało Polaków, jak i Żydów właśnie.
Wielka odwaga, wielka szlachetność i dobro człowieka, a jednocześnie cecha, która podoba mi się bardzo, a mianowicie ogromna pogoda ducha. Mimo tego wszystkiego, co spotkało Bartoszewskiego, niesłuszne oskarżenia ze strony bezpieki, szykany, osadzanie w więzieniu, nie stracił On właśnie pogody ducha, nie stał się zgorzkniały, złośliwy…jak to się zdarza niektórym.
Bardzo podobała mi się ta lektura i naprawdę polecam!

o przyjaźni damsko-męskiej…

…jest dzisiaj w "Lecie z Radiem"…Tak sobie słucham niektórych wypowiedzi i się turlam ze śmiechu. Właśnie zadzwonił pan i powiedział, że w przypadku przyjaźni między ludźmi, których nie dzieli duża różnica wieku , prędzej, czy później dojdzie, do,jak wię wyraził "zaburzeń erotycznych"…tia….fajnie sformułowanie;))

Moje zdanie już tu kiedyś wyrażałam, ja akurat w przyjaźń między kobietą a mężczyzną wierzę, aczkolwiek wcale nie twierdzę, że może ona się przydarzyć każdemu i w każdym momencie jego życia.

Ale wiem, że są zdania raczej przemawiające za tym, że takowa przyjaźń nie jest możliwa…

bonus…

Na takie letnie dni bonus, jeden z moich ulubionych wierszy…
Bolesław Leśmian, "W malinowym chruśniaku".


W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem

Zapodziani po głowy, przez długie godziny


Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.


Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.






Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,


Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,


Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory


I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.






Duszno było od malin, któreś, szapcząc, rwała,


A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,


Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni


Owoce, przepojone wonią twego ciała.






I stały się maliny narzędziem pieszczoty


Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie


Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,


I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.






I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,


Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,


Porwałem twoje dłonie – oddałaś w skupieniu,


A chrusniak malinowy trwał wciąż dookoła.

„Szczęście nadejdzie jutro”, Oksana Robski.

To nie będzie wpis o superambitnej książce, która niesie ze sobą jakieś niezwykłe przesłanie i zmusza nasz umysł do gimnastyki.
Czasem lubię przeczytać coś zupełnie innego, lekkiego. Dodać trzeba, że z kiczowatym celowo, przerysowanym obrazkiem Nowej Rosji w głównej roli.
To druga książka Robski, która ukazała się na naszym rynku i którą chciałam przeczytać. Po jej "Casual. Zwyczajna historia" z chęcią sięgnęłam po "Szczęście nadejdzie jutro" licząc na kolejną dawkę specyficznego poczucia humoru, ironii, czy też może, kto wie, autoironii? celnych spostrzeżeń na temat nowych Rosjan , ich bogactwa, ich nowych nawyków, przyzwyczajeń, hobby itd.

W "Szczęście…" poznajemy Nikitę, młodą żonę bogatego przedsiębiorcy, która zmęczona dogadywaniem na temat niepracowania, postanawia wraz z przyjaciółką , otworzyć babską agencję ochroniarską. Dodajmy, że zmotywowana faktem uprowadzenia we własnym Mercedesie i zmuszona do oddania auta.

Ku zdumieniu samej zakładającej agencję, odnosi ona spektakularny sukces i zlecenia zaczynają pojawiać się jedno za drugim…Po drodze jednak Nikita traci przyjaciół, zaczyna chwiać się jej małżeństwo, a na sam koniec zostaje porwany kochanek jej bogatego teścia. I od tej chwili coś w życiu Nikity się zmieni.

Podejrzewam, że większości z Was ta książka by się nie spodobała. Ponieważ ja od pewnego czasu chłonę to, co opowiada o współczesnej Rosji, a mam chrapkę na coś celowo przejaskrwawionego, więc mnie ta książka się spodobała. Ot, takie właśnie wakacyjne, lżejsze czytadło;)

co z tym krasnalem??

Z cyklu (może założę taki rozdział dla wpisów?:) "pomyłkowe smsy bramkowe".
Oto, co właśnie do mnie doszło, cytuję DOSŁOWNIE:

"dir,nie kumam.nie masz dla ja plemnika,cy masz??i why golisz plecy??!!:Dzartuje,nie tlumacz:Dkrasnal jest duzy i ma dzwoneczek o   "


No i właśnie się nie dowiemy, co z krasnalem i dzwoneczkiem, bo niestety, tylko tyle doszło;)
Jeśli ktoś z Was właśnie czyta swojego esa, to informuję, że wylądował on najwyraźniej nie tam, gdzie powinien.
Ale co z tym krasnalem??

kryminalnie…

…jakoś ostatnio w filmach przez nas oglądanych się zrobiło.
Bo i nabyta wraz z najnowszą na rynku naszym książką Mankella ekranizacja jego książki, "Wallander, Mastermind" i ekranizacje książek Agathy Christie, które lecą w wakacje w serii Ale Mocne! na kanale Ale Kino!

"Mastermind" bardzo nam się podobał i chyba jestem odosobniona, bo dookoła raczej trochę krytyczne głosy słyszę, czy czytam, a nas wciągnęło, i nawet mój P. obejrzał chętnie, nabraliśmy jednym słowem ochoty na więcej. No, nic na to nie poradzę, że nam się podobało;)

Ekranizacje Agathy, które oglądaliśmy, to jak na razie "Zło, które żyje pod słońcem" i "Morderstwo w Mezopotamii". Oba też nam się podobały. Lubię Davida Suchet w roli belgijskiego detektywa. Jakoś tak właśnie go sobie wyobrażałam czytając książki Christie.

No i kolejna seria "07 zgłoś się", która ukazała się jakoś szybko po niedawnej szóstej. Poza tym, regularnie oglądany Detektyw Monk!

Czyli, jak w tytule, jakoś kryminalnie się tego lata zrobiło…

roztapiam się…

czuję, jak się roztapiam, dosłownie…
I tak czując, jak się roztapiam, zastanawiam się, jak to jest, że w Grecji widziałam przy podobnych upałach dziewczyny wciśnięte w dżinsy, kiedy ja najchętniej owinęłabym się w mokre prześcieradło…

I jak to jest, że w tych Śródziemnomorskich krajach te dziewczyny przy takich temperaturach wyglądają naprawdę świetnie, bez poczucia spocenia, spływającego makijażu i roztapiania się? ot, zagadka Śródziemnomorza…

może ją znacie?

Marga, Tobie się pewnie kobieta obiła o uszy, bo o ile znam Twój gust muzyczny, to chyba jej nie słuchasz, ale myślę, że gdzieś Ci się obiła?
Podczas naszego pobytu w Meyrhofen, udało nam się "załapać" na kawałek koncertu Gail Anderson. Szkoda, że wcześniej nie wywiedzieliśmy się, że będzie śpiewać, bo spodobało mi się. Śpiewa jazz , soul…
Strona o Gail, niestety, po niemiecku:
http://www.forthesoul.de/

tak mnie kartki od…

…Ciekawej_swiata zainspirowały, że nabyliśmy drogą kupna przewodnik Gazety po Mauritiusie, Reunionie i Seszelach.
Kartki dostałam z Bangladeszu, Seszeli i Dubaju i zachciało mi się pooglądać takie właśnie egzotyczne widoki…niebiańskie niemal plaże ze złotym piaskiem i pochylającymi się palmami (uwaga na orzechy kokosowe;), z szafirową wodą, której temperatura z pewnością by mnie ucieszyła.
I tak sobie już któryś wieczór oglądam, jako, że Wiecie, że ja lubię popodróżować sobie nawet przez to, że popatrzę na czyjeś zdjęcia…
Nie ciągnie mnie chyba na takie totalne leniuchowanie, ale gdybym kiedyś mogła zobaczyć taki mini raj na ziemi, to…czemu nie?:)

„Mężczyzna, który się uśmiechał”. Henning Mankell.

Kolejny kryminał Mankella, który bardzo mi się podobał. Jakże spragniona byłam jego stylu, tego, w jaki sposób oddaje atmosferę, zarówno miasta, jak i miejsca pracy komisarza Wallandera, a również zmiany w Szwecji i jej społeczeństwie, na przestrzeni ostatnich kiludziesięciu lat.
Szkoda tylko wielka, że W.A.B wydaje te książki, podobnie, jak Marininy, od Sasa do lasa, co zapewnia wątpliwą przyjemność nagłych skoków i zmian w życiu bohaterów i niestety, nieco uprzykrzającą czytanie i poznawanie książek, niekonsekwencję chronologiczną. Szkoda. Jednak cykl czytany w miarę jego pisania wiele dodaje uroku.
No, ale wydawnictwa nie zmienię, apele najwyraźniej pozostają bez echa.

Cóż, więc opowiem coś niecoś więcej o samym kryminale.

Tym razem wszystko zaczyna się w pewną mglistą jesienną noc, kiedy to ginie w wypadku samochodowym pewien prawnik. Jakiś czas potem jego syn, również prawnik, pracujący w kancelarii ojca, stara się spotkać z Kurtem, gdyż podejrzewa, iż ojciec nie zginął w wypadku a w wyniku zaplanowanego wcześniej morderstwa.

Nie jest jednak łatwo dostać się do Wallandera, bowiem ten od roku, od dnia, kiedy na służbie zabił człowieka, pogrążony jest w bardzo poważnej depresji, niemal nie dającej szans na powrót do służby. Praktycznie zdecydowany jest zamknąć rozdział w swoim życiu zatytułowany "praca w policji". W dniu, w którym postanawia odejść dowiaduje się jednak o tym, iż syn zmarłego adwokata , który rozmawiał z Kurtem o swoich wątpliwościach dotyczących śmierci ojca, został zastrzelony w kancelarii. To powoduje, iż zmienia od diametralnie spojrzenie na swoją przyszłość i wraca do policji.

Wraca, aby po raz kolejny przedrzeć się przez lepką mgłę otaczającą zbrodnię. Wraca, aby po raz kolejny zwalczyć zło, które wydaje się nie mieć końca.
Przede wszystkim jednak wraca, aby zetrzeć uporczywy uśmiech z twarzy pewnego człowieka…

Jak zawsze w przypadku Mankella-polecam!