czyli zakupy w e-markecie.
Zrobiliśmy to. Kilka razy , parę miesięcy temu zauważyłam , że do bloku naprzeciwko podjeżdża samochód dostawczy z napisem "frisco. internetowe zakupy"…zainteresowało nas to. Znajomy kupuje w e-leclercu i nie narzeka. Mówi, że woli spędzić czas z żoną i dzieckiem. Co racja, to racja. Postanowiliśmy więc, że po powrocie i my zobaczymy, jak to jest kupować w e-markecie…
Towar dowieźli w czasie, w którym mieli dowieźć, ładnie zapakowany w ekologiczne torby, wszystko schludnie.
Nie dość, że wyszły nas te zakupy (a poszliśmy na całość i zrobiliśmy mega zakupy) taniej, to jeszcze i czas oszczędzony i nie nadźwigaliśmy się.
Podoba mi się;)
Będziemy ponawiać.
jak to jest…
…zostawić swój własny dom, w którym się człowiek urodził, przeżył często jedne z najszczęśliwszych dni w życiu, a potem to miejsce z dnia na dzień zostawić, bo trzeba? Tak mnie naszło po wczorajszych rozmowach w Radiowej Jedynce. Miało być o miastach ze wspomnień, w których się żyło, a zeszło na kresowe wspomnienia z praktycznie wspominaniem Lwowa głównie…
Znałam kogoś, kogo losy wojenne wygnały z Wilna, gdzie się urodził. Ta kobieta zawsze potem mówiła z tym charakterystycznym "zaśpiewem", którego nie da się podrobić.
Jej dom jest gdzieś, zajęty po wojnie przez kogoś innego. Po wojnie udało jej się w latach osiemdziesiątych chyba pojechać zobaczyć i to Wilno i ten dom.
Nie spytałam wtedy, za mała byłam, jaka okazała się konfrontacja wspomnień i rzeczywistości. Czy bardzo bolesna? I czy serce bardzo płacze, kiedy stoi się na swoim a już nie swoim? Nie spytałam, a teraz już nie mam okazji. Szkoda. Żałuję, że wtedy nie spytałam…
Ciężko musi być..ciężko, bo wczoraj dzwoniący do radia ludzie, mimo upływu lat, zaczynali płakać, kiedy wspominali swoje miasto, w którym często tylko się urodzili, a potem zostali wygnani i tę miłość do miasta wpoili im rodzice…
