„Rok w podróży. Dziennik pasjonatki”, Frances Mayes.

Panie i panowie, z prawdziwą przyjemnością polecam przeczytaną przeze mnie (oprócz "Śmierci w klasztorze", Finetko miałaś rację, że dobry kryminał!) na wyjeździe książkę. To czwarta książką Mayes, jaką czytam i osobiście uważam, że ta jest najlepsza.
Nie wiem, czemu na Merlinie ma takie niskie notowanie gwiazdkowe, spotkałam się też z krytyka przed wyjazdem. Mnie osobiście ta książka podpasowała całkowicie. Nie wiem, być może dlatego, że w spojrzeniu na podróż , na wyjazd, na spędzenie czasu poza domem autorki odnajdywałam tyle podobieństw? Może dlatego, że czytałam czasem jak gdyby własne spostrzeżenia? Może dlatego, że dzięki tej lekturze nauczyłam się jeszcze bardziej, jeszcze głębiej spoglądać na wszystko, co podczas podróży spotkam, zobaczę, nauczyłam się "notować" takie małe refleksje, krótkie fleshe, ułamki chwil, spostrzeżeń na temat otaczającego mnie miejsca jak i ludzi, których podczas tych podroży spotykam?
Tak, czy siak, biorąc książkę byłam przekonana, że jej tam nie skończę, a pochłonęłam ją szybko, mam zamiar na spokojnie do niej jeszcze wrócić, bo pewnie co nieco mi umknęło podczas tego mojego zachłannego czytania…i rozkoszowania się podróżami, jakie wraz z mężem Edem odbyła Frances. Przy okazji. Ja również mam przy sobie kogoś, kto jak i mąż Frances, lubi jeździć, dzieli z nią tę pasję, i w podobny sposób postrzega podróże jak i spędzanie na nich czasu. Jesteśmy więc obie szczęściarami!

W swojej książce Mayes opisuje różne podróże, od Hiszpanii przez Portugalię(!) i oczywiście Grecję (!!!) ale i Turcję! Są też i Wielka Brytania i jej Włochy…wiele też wspomnień i spostrzeżeń z dzieciństwa i tu ponownie odkrywam łączące nas podobieństwo…wygląda na to, że gdybyśmy jakimś cudownym zrządzeniem losu chociaż na chwilkę mogły spotkać się jako dzieci, pewnie okazałoby się, że umiałybyśmy się dogadać i wiele nas łączy.

Frances Mayes jest o wiele bardziej "odważna" , niż ja podczas swoich podróży. Ale mimo to, odczuwam wiele łączących nas podobieństw i pokrewność dusz w spoglądaniu na wyjazd, na refleksje, jakie towarzyszą podróżom…

Mnie jej styl, opis podróży, jej refleksje, które wyraża na kartach powieści pasują w 100%. Odczuwałam to już w zeszłym roku, kiedy czytałam jej "Bella Toskania" podczas wyjazdu na Maltę…już wtedy pomyślałam, że chciałabym poczytać coś więcej jej o podróżach, bo pasuje mi taki subiketywny przewodnik po miejscach, o ktorych widać, że sa dla autorki drogie.

Książkę czyta się więc dobrze, jedyne moje zastrzeżenie jest do tłumaczki, która pewne slangowe wyrażenia zna aż za świetnie 🙂 , za to nie wiem czemu, ale nazwę Tagu, czyli rzeki Portugalii pozostawia bez tłumaczenia. Uważam to za mały zgrzyt, bowiem nie jest to chyba słuszne. Ale to jedyne, do czego mogę się "przypiąć".

Ja osobiście bardzo tę książkę polecam!