…"Wyobraź sobie słoneczne popołudnie na werandzie, dojrzałe brzoskwinie, kobietę, która przebiera owoce na tureckim straganie w poszukiwaniu tych gotowych do zjedzenia. Sok na jej brodzie i palcach oraz uśmiech zadowolenia, satysfakcji. Wyobraź to sobie a poczujesz ten sam relaks i spokój, jaki ja odczuwam słuchając tej muzyki"…(copyright by Monoli).
Takie słowa przeczytałam w liście od Monoli dołączonym do tej płyty…….i od razu wiedziałam, że będzie mi się podobać. I podoba się. I odczuwam dokładnie to, czego mi życzyła, kiedy słucham Sam Philips, któr wyśpiewuje to wszystko swoim głosem…
I chciałabym umieć tak opisać coś, co mnie zachwyca, jak zrobiła to Monoli, właśnie dlatego, że same jej słowa podniosły wartość tej płyty o wiele, wiele……
Dziękuję…..
„Straszne historie o otyłości i pożądaniu”, Anna Fryczkowska.
Pozostaję w kręgu ostatnich nowości polskich. Nie ukrywam, że po książkę sięgnęłam z ciekawości , ponieważ jest ona autorstwa jednej z odwiedzających mnie osób;)) Ostatnio bowiem takich babskich czytadeł nie czytam. Był czas, kiedy chętnie sięgałam, teraz mi jakoś przeszło. Ale tej nie mogłabym nie przeczytać:)
I z wielką przyjemnością stwierdzam, że książka mi się podobała.
Nie jest może jakaś opasła (co wyjaśnia, że szybko ją bardzo przeczytałam), ale ciekawa i pełna "podskórnych" celnych spostrzeżeń na temat współczesnych kobiet, ich zawirowania w dzisiejszym zwariowanym na punkcie urody i linii świecie. Książka bowiem przedstawia nam dwie kobiety, skrajnie różniące się od siebie , począwszy od charakteru a na figurze skończywszy, które spotykają się jako współlokatorki na jednym z turnusów odchudzających. I tu wygląda na to, że motywy zgłoszenia się na ów trusnus są zupełnie różne w przypadku obu kobiet.
Wydaje się, że nic nie jest w stanie ich zbliżyć do siebie i połączyć, nic bardziej jednak mylnego. Okaże się bowiem, że Baśka i Janina mają więcej punktów wspólnych i podobieństw, niż obie mogłby by sądzić. Początkowa wrogość w przypadku Baśki i niechęć w przypadku Janiny zaowocuje w przyszłości czymś w rodzaju początku przyjaźni.
Co mnie trochę irytowało, przepraszam, ale szczera ze mnie bestia, więc to napiszę, mam nadzieję, że konstruktywna krytyka nie urazi, i do mnie nie zrazi;) , to fakt , że ja przynajmniej , nieco zbyt wyjaskrawione owe dwie postaci widziałam, jakby charakter, przynajmniej Baśki, ale i Janiny, zbyt przerysowany był…Jakby troszeczkę było zbyt czarno-biało, a wiadomo, że nie ma tak dobrze i że są szarości. Ale być może miał to być celowy zabieg stylistyczny, więc nie czepiam się więcej.
Najważniejsze, że dobrze mi się książkę czytało, że wbrew temu, że ma okładkę bardzo "czytadłową" i na pewno sama z siebie po nią bym w Empiuku nie sięgnęła również przez grafikę, niestety, okazało się, że nie jest to takie sobie proste czytadło, że można się wiele z niej o współczesnych kobietach dowiedzieć, że można zastanowić się, czy nie jest tak, co ja często powtarzam, że największym wrogiem kobiet często okazują się one same, czy to w stosunku do innych kobiet, czy też, co chyba jeszcze gorsze, w stosunku do siebie samych.
Aniu, gratulacje. Czekam na więcej! I naprawdę cieszę się, że ją mogłam przeczytać.
