nastroje…

…z tego, co widzę po blogach znajomych i rozmowach z niektórymi, ostatnio nastroje jakieś nieciekawe panują…
Mnie dopadły jakieś czarnowidztwa pewnych spraw, przy czym "przepięknie" zareagowałam na pełnię zeszłotygodniową. Nie zaglądając wcześniej w kalendarz, dopiero po i to parę dni zajrzałam i okazało się, dlaczego miałam dół gigant mega , dlaczego pewne wieści otrzymane aż tak mnie zabolały itd itd…
Nastrój dalej taki sobie, ale przynajmniej nie mam łez tuż pod powiekami , jak w czwartek i piątek miniony…
Staram się myśleć pozytywnie, ale różnie z tym bywa…
Hmmm, może jakiś kawał macie na poprawę nastroju?

„Siedem Domów”, Alev Lytle Croutier.

Pozostaję w klimatach egzotyki, zapachów i smaków Wschodu zdecydowanie od kilku książek. Tak też jest z "Siedmioma Domami", czyli książką -opowieścią-sagą rodzinną. Opowieścią nietypową, bowiem opowieścią, głosem siedmiu kolejnych domów.

W książce poznajemy historię czterech pokoleń kobiet, a wszystko to na tle zachodzących w Turcji zmian społeczno-historycznych, które, nie ukrywam, interesowały mnie.
Wszystko to z egzotycznym zapachem i smakiem potraw w tle, szelestem jedwabiu w tle.
Są tam więc i tajemniczy nieznajomi i duchy, historia i tajemnice rodzinne w tle…
Ponieważ lubię takie opowieści rodzinne, więc książka bardzo mi podpasowała.
Polecam!