"Nikt nie zauważył, kiedy James Yoshino przestał przychodzić do pracy."…
Tak zaczyna się najnowsza książka Bruczkowskiego z Japonią w tle i dalej jest już tylko bardziej tajemniczo…
Podobało mi się. Ufff, jaka ulga po "Singapur. Czwarta rano", który mnie nie zachwycił.
A tu, niekoniecznie przez Japonię w tle, chociaż nie przeczę , że na pewno miało to duży wpływ na moje odczucia, książka mi się spodobała, pod koniec nie mogłam się już od niej oderwać, żeby zobaczyć, jak się zakończy.
"Zagubieni w Tokio" opowiada o młodym, pracującym w Japonii w małej firmie , wytwórni płytowej, Polaku Michale Jachimczyku. Michał ma w firmie jednego przyjaciela, Jamesa, który pewnego dnia nie przychodzi do pracy. A kiedy przerwa w bytności w firmie staje się zbyt długa, nikogo z osób w firmie zniknięcie Jamesa nie obchodzi a na jego miejsce zatrudniona zostaje nowa osoba, młoda dziewczyna, Michał postanawia poszukać swego przyjaciela. I tak zaczyna się jego przygoda jako prawie prywatnego detektywa, obfitujaca w zwroty akcji, tajemnicze miejsca, które przyjdzie mu odwiedzać przy tej okazji, nowe znajomości , jakie zostaną zadzierżgnięte. Spotkamy ponownie Gajdzina, znanego z "Bezsenności w Tokio" i dowiemy się wiele nie tylko o samej Japonii, co o tym, jak ważna w życiu człowieka jest przyjaźń i relacje z innymi. I że być może, nawet jeśli wydaje nam się, że jesteśmy samotni, to kto wie, może jest na świecie chociaż jedna osoba, która zainteresowałaby się, gdybyśmy z dnia na dzień przestali gdzieś bywać…
Książkę polecam:)
