burze dwie…

dzisiaj nas odwiedziły…udało nam się w międzyczasie odbyć spacer do Ogrodu Botanicznego, a następnie udaliśmy się na rekonesans do nowo otwartej włoskiej restauracji koło nas. Do niedawna była w niej francuska knajpka, która początkowo nawet nam się podobała, jednak zraziła nas niemiła obsługa, i jakaś taka nadęta właścicielka. I z różnych względów, przestaliśmy ją odwiedzać. Dlatego zupełnie przypadkiem zobaczyliśmy ostatnio, że coś się tam dzieje nowego, a utwierdził nas w tym wpis na forum Kabaty. I tak się zachęciliśmy, że w piątek podeszliśmy zobaczyć kartę i menu, porozmawialiśmy z przesympatyczną panią, która znalazła czas, żeby z nami pogawędzić i wyjaśnić, co i jak zamierzają jeszcze zmienić.
Tak nas zachęciła, że dziś się wybraliśmy.
Dania , które jedliśmy bardzo smaczne, a mam porównanie, więc wiem, że faktycznie dobre. Ceny końcowo okazały się całkiem w porządku, rachunek nie straszył. W dodatku, mimo, że nie mają koncesji na alkohol, obecni w lokalu goście zostali poczęstowani od właścicieli lampką białego wina. Miły gest, nawet jeśli ma mnie bardziej przywiązać do lokalu, to akurat przeciwko miłym gestom nie mam nic przeciwko.
Z restauracji wytoczyliśmy się dosłownie, tak się objedliśmy;)
Mam nadzieję, że się utrzyma, bowiem włoska restauracja blisko domu,to byłoby coś, co by nam baaardzo pasowało;)
Niestety, nie ma tak różowo jednak i muszę jeszcze przed wyjazdem nawiedzić dentystę, co mnie już tak bardzo nie cieszy…heh.

„Wiolonczela”, reż.Woo-cheol Lee.

Mi-ju dawno temu uczyła się gry na wiolonczeli. Z kariery jednak nic nie wyszło, teraz zajmuje się nauczaniem w wyższej szkole, a także wiedzie spokojne życie z rodziną. Jej życie wydaje się być uporządkowane i stateczne, mieszka wraz z mężem i dwójką dzieci, w tym niepełnosprawną córką, oraz siostrą męża we wspaniałym domu. Wydaje się, że prawie nic nie brakuje do pełni szczęścia.
Niemniej jednak pewnego dnia Mi-ju zaczyna odczuwać wokół siebie coraz więcej złej energii, zła. Czy tylko za sprawą namolnej i niezadowolonej z wystawionych jej przez nauczycielkę, uczennicy, która straszy Mi-ju, że będzie się na niej mścić? Czy też może w przeszłości bohaterki zdarzyło się coś, co teraz wraca się ze zdwojoną siłą, aby zniszczyć jej spokój i porządek świata wokół niej?
Powoli dowiadujemy się o wypadku samochodowym, w którym zginęła najlepsza przyjaciółka Mi-ju…powoli zaczynamy dowiadywać się o przeszłości głównej bohaterki.
Podobał mi się ten horror za ciekawy pomysł, umiejętność postraszenia głównie nastrojem i tym, czego zaczęliśmy się domyślać…
Miłośnicy horroru ze wschodu nie powinni czuć się zawiedzeni.

Szkoda, że to ostatni horror w cyklu "Horrory Świata" i że w sumie nie ma cyklu "Horrory Wschodu", którego widzem na pewno bym była…