dobra, niech wyjdzie, że…

się czepiam dzisiaj na wszystko i wszystkich, ale policzyłam sobie i spisałam, na jakie przesyłki ostatnio czekam i co jakoś dotrzeć do mnie nie może…wyszło mi, że czekam obecnie na trzy pocztówki i jedną ksiażkę, która to jednak być może przez adresata wysłana nie została, a dopytywać się nie chcę. I co? I nic. Tydzień za tygodniem mija a kartek jak nie ma, tak nie ma. Zaczynam znowu być zła na PP (jakbym nie była na codzień). Zaczynam mieć dosyć, że u nas w tygodniu roznoszą pocztę tylko 4 dni, a nie pięć roboczych, zaczynam mieć dość, że listy trafiają chyba raz na tydzień. Do licha, no!
Na fali narzekań, mam dość osób, która najpierw są dla mnie miłe, a potem z dnia na dzień urywają kontakt bez słowa. OK, rozumiem, że coś nie zagrało, ale po cholerę wcześniej odstawianie szopek z byciem super miłym ? Po co pisanie sympatycznych słów? Ja do nieznanych osób nie piszę, bo jeśli kogoś nie znam. Nie mówię, że z każdym mam ochotę utrzymywać kontakt, ale do licha, jeśli zadzierżgnęła się całkiem fajna znajomość i ktoś z dnia na dzień cię olewa, a na twój email z zapytaniem, co się dzieje nie raczy nawet odpisać "wypchaj się" to chyba coś jest nie tak moim skromnym zdaniem……dobra, to sobie ponarzekałam i postaram się więcej nie nabrać na ludzi…ciekawe, na jak długo starczy mi tej silnej woli?