ROTFL:)))

właśnie widzę, z czym trafiłk do mnie ktoś na bloga. Otóż szukał na googlu hasła, uwaga uwaga "znaczenie koloru majtek".;) Nie przypominam sobie, żebym cokolwiek na ten frapujący zapewne temat pisała…Tiaaa…na pociechę maturzystom. Na swoją studniówkę zapomniałam wdziać czerwone gachy. Leżały sobie w szafce. I maturę zdałam;) Precz z przesądami!

bo w każdym z nas drzemie dziecko…


…i tego ukrytego wciąż dziecka Wam wszystkim życzę w tym dniu;)


Z okazji dnia dziecka temat literatury dziecięcej mnie naszedł. A mianowicie, wczoraj przypomniałam sobie Mikołajka. U nas w domu gada się Mikołajkiem. Stały tekst "nazywam się X, a wy? -A my nie":) itd itd. No co jest , kurczę blade itd…;)
Pamiętam, jak uwielbiałam słuchać Radiowej Jedynki, w której w wieczornej audycji dla dzieci Irena Kwiatkowska czytała Mikołajka tak, że pokładał się człowiek ze śmiechu…(podobno teraz Jedynka przypomina "Wakacje Mikołajka" w jej interpretacji.)
I wczoraj rozmawialiśmy z P. o tym właśnie, że tak Mikołajka lubimy. A mnie zastanowiło, jak to z tym Mikołajkiem jest. Taka fajna literatura dla dzieci. Taka z życia wzięta. Chociażby wyjazd na kolonie. Kto jeździł, ten wie;) w każdym razie, taki kawał porządnej literatury dla dzieci a kiedy została wydana, nie było promocji , nie było takiej komercji, jak teraz. To nie HP, który został wypromowany w modelowy wprost sposób (nawiasem mówiąc, HP też mi się podoba, uważam to też za dobrą literaturę nie tylko dla dzieci, więc nie to, że umniejszam). Ale Mikołajek trafił jeszcze na takie czasy, kiedy książki , pewnie dla dzieci szczególnie, aż tak się nie promowało. Teraz pewnie kolejne wydania czy części poprzedzały by bilbordy, kampanie reklamowe w TV czy radio, może jakieś strony internetowe, na których można by było grać w grę itd itd.

Lubię Mikołajka za to, że czytając go nawet teraz;) odnajduję w nim dawne czasy beztroskiego dzieciństwa…