Tak się czasem zastanawiam, jak my się w ogóle z tym moim P. te ponad siedem lat temu pobraliśmy i że cholercia wie, może my w ogóle jakiś nielegalny Ślub mamy?:) Taka refleksja po audycji w mojej Jedynce na temat małżeństwa, ale okazało się,że bardziej na ślubie dzisiaj skupionej…No i po czasem, z rzadka, lekturze zajmującego forum Ślub i Wesele, które przyprawia mnie głównie o spazmatyczne ataki niekontrolowanego śmiechu.
Ale , ale, ja tu sobie dworuję, a przecież to ja mam problem;)
Bo tak, zaczęło się już źle, muszę P. powiedzieć, że oświadczył się bez fasonu;) Bo co to za oświadczyny bez firmy to organizującej (tak, tak, pan w radio powiedział, że i przy tym pomagają , ciekawe, stoją za facetem w knajpie, czy gdzie tam i podrzucając tekst? niedosłuchałam chyba, bo rozmawiałam z przyjaciółką , która właśnie wróciła z zielonej i pięknej Irlandii). No więc , oświadczył się sam wszystko orga
nizując, bez cyrku dla rodziny, po prostu we dwoje. Już minus;) po drugie, to straszne, ale dostałam skromny pierścionek ! (Powinnam go za to koniecznie opieprzyć:). Cóż z tego, że diamenty dostaję teraz, skoro przecież powinien wtedy się szarpnąć, wykosztować i w ogóle;)
Po trzecie, Ślub a raczej przygotowania, organizowaliśmy sami i to dosłownie, bo dziwnym trafem nawet jakichś tłumów chętnych do pomocy nie było, więc większość spraw sami załatwiliśmy i okazało się, że się dało.
Mąż widział mnie w sukni przed Ślubem (straszne;), wiem!), obrączek w Kościele nie podawały nam dwa gołąbki;) wesela (moje osobiste brrrrr) nie było, a fajna kolacja po. No, dramat. W dodatku , cóż za nietakt, nie uważam Ślubu za "najpiękniejszy dzień w moim życiu"…zabiegany, o tak, to lepsze słowo, bo i wyjazd do fryzjera, i stylistka (jedyny chyba rozpustny akcent, na jaki sobie pozwoliłam;), potem fotografie i jazda na Ślub…Jak już kiedyś tu pisałam, wciąż uważam, że ów "najpiękniejszy dzień mego życia" przede mną…i mam nadzieję, że niejeden.
Tak naprawdę, wyszło wszystko fajnie, oprócz obrączek, przy których jubiler oszust nas wykiwał,ale to długa historia i nie chce mi się nawet pisać. Jedno radzę tym, którzy szykują się właśnie do ceremonii, zostawiajcie wszelkie rachunki i nie zgubcie ich nieopatrznie, jak to my zrobiliśmy, bo nawet nie mogliśmy reklamacji złożyć po latach.
Hmm, ciekawe, czy przy tych wszystkich brakach jednak ten nasz Ślub jest ważny?:)
wieś spokojna, wieś wesoła;)
zapewne, ale tylko wtedy, kiedy leje…Śmiejemy się czasem, że mieszkamy na wsi, z racji i bliskości lasu i dzikich zwierzaków, które ciągle tak blisko.
Niestety, las coraz bardziej przez człowieka zajęty, niszczony, co mnie martwi…
Trochę to wszystko bez głowy ze strony gminy organizowane. W Powsinie przy lesie jest polana, gdzie tłumy koszmarne imprezują. Palą ogniska. Nie da się tego raczej zlikwidować, więc może gmina powinna trochę pomyśleć i na przykład jakieś toalety poustawiać? A tak, to sikają po krzakach, bo gdzieś te hektolitry piwa przecież trzeba wydalić z organizmu.
Wczoraj poszliśmy do lasu na spacer i niestety, obok musieliśmy przejść. Piszę "niestety", bo nie lubię tego miejsca. Wiecie, że nie cierpię tłumów wszelakich, więc to na pewno między innymi dlatego. Nie byłabym w stanie odpocząć, gdyby mi na głowie siedziały, leżały, biegały takie tłumy, jak tam. Dwie pijane nastolatki właśnie pełzły po parkanie oddzielającym ścieżkę od lasu, aby pójść do lasu siknąć.
Chwilę potem minęliśmy na szczęście hałaśliwe miejsce i powoli oddalaliśmy się od tłumu dyskutując właśnie o tym, że te toalety, to mogliby poustawiać…Nagle usłyszeliśmy tętent i oto okazało się, że owe pijane nastolatki prawdopodobnie wypłoszyły dwie sarny z kniei. Sarny galopowały przez lasy szukając schronienia. Swoją drogą, człowiek, to już, ale, że zwierzaki już idiocieją i w ogóle zbliżają się do miejsc tak głośnych i z ogniem? No nic, może te dwie sarny tak pierwszy raz i więcej tego błędu nie powtórzą.
Tak, czy siak, podumaliśmy, ile to razy właśnie dziką zwierzynę jednak w tym lesie widywaliśmy. W końcu są tam też paśniki, w zimie wypełnione sianem, co świadczy o tym, że dzikie zwierzaki ciągle nie tak daleko od nas żyją.
Że nie wspomnę o obserwowanej przez nas rodzinie bażantów, które mieszkają już tak blisko osiedli, że bliżej chyba nie można…I tak oto mieszkamy jedną nogą w mieście, a jedną już na wsi…
„Słowo Oficera”, Donna Leon.
Hmmm, mam wrażenie, że Leon nie pisze równo i mnie ta jej książka podobała się mniej, niż parę wcześniej przeczytanych. Intryga od początku była przewidywalna, niestety, bo lubię jednak jakiś element zaskoczenia. Zakończenie praktycznie takie, jak sądziłam. Pod koniec nawet stwierdziłam, że szkoda, że sugerowane nieco oryginalne zakończenie , które jednak się nie sprawdziło, nie okazało się tym właściwym, bowiem ono stanowiłoby element zaskoczenia, a tak, no, czegoś mi w tej książce zabrakło…Jakieś świeżości…
W prywatnej szkole wojskowej , takim naszym odpowiedniku liceum wojskowego u nas, dochodzi do samobójstwa. Jeden z kadetów, syn dawniej słynnego polityka, wiesza się w szkolnej toalecie. Szereg okoliczności, jakie towarzyszą zajściu sprawia, że Brunetti nie wierzy jednak w samobójstwo i podejmuje śledztwo, które od początku napotyka szereg przeszkód.
Jak wcześniej napisałam , niestety, książka wydała mi się zbytnio przewidywalna i czegoś mi w niej jednak zabrakło. Mam nadzieję,że to nie wypalenie się autorki na dłużej…Na biblionetce dałam jej ocenę dobra, szkoda jednak, że książka nie wybroniła się i że nie mogłam dać jej wyższej oceny…
Owce, klif, zieleń i…
…błękitne morze;) To wszystko na pocztówce, którą dzisiaj otrzymałam…Irlandia…hmmm, miejsce, które kiedyś chciałabym odwiedzić…owce mają miny owiec od sprawy szpadla w "Sprawiedliwości Owiec"…czyżby kolejna sprawa do wyjaśnienia??
„Dobry Rok”, reż. Ridley Scott.
Czyli obejrzałam sobie jeden z imieninowych prezentów (sama o niego poprosiłam). Hmmm, szkoda, że tak mało widoków Prowansji. Po "Ukrytych Pragnieniach", w których nie wiadomo, kto do końca gra główną rolę, czy aktorzy czy widoki Toskanii właśnie, liczyłam, że ten film będzie właśnie nieco podobny, może nie w treści (bo o czym będzie wiedziałam, gdyż dopiero co czytałam książkę na podstawie której został film nakręcony), ale w widokach. Tych mi jednak dość zabrakło. Sama treść ot, takie patrzadło;) , w dodatku z przewidywalnym zakończeniem.
Max Skinner zostaje nagle obdarowany nietypowym spadkiem. Ten spec od inwestycji robiący zawrotną karierę w Londynie, zostaje bowiem spadkobiercą posiadłości i winnicy w Prowansji. Oczywiście, jadąc do owej posiadłości , Max ma nadzieję na szybką sprzedaż kłopotliwego "bagażu", jednak życie pokaże, że ma wobec niego inne plany. Wracają wspomnienia z letnich miesięcy co roku w dzieciństwie spędzanych właśnie u wuja w Prowansji, wracają dawne znajomości i pojawiają się nowe zauroczenia. A wszystko to z Prowansją w tle. Szkoda, że tylko w tle.
kaczęta…
A oto obiecane kaczęta;) tu aż trzy na raz wędrujące po liściach…

Miło spędziłam dzień…
Po obiedzie zwizytowaliśmy wreszcie kawałek kulinarny "Starej Papierni", a mianowicie włoską knajpkę "Pomidoro", gdzie zjadłam naprawdę smaczne gnocchi z prawdziwkami i sosem truflowym. Mniam;) z racji Imienin pozwoliłam sobie na tiramisu, cóż za rozpusta dla podniebienia! Dlatego też po powrocie do nas, od razu jeszcze wybraliśmy się na lokalny spacer.
Dostałam piękne prezenty, z których najbardziej zaskakujący okazał się kryształ-zawieszka…
A teraz zamierzamy wznieść mój toast dobrym hiszpańskim czerwonym winem;)
Poland? I love it!
Takie dzisiaj zdanie usłyszałam na temat mojego kraju;)
Poszliśmy dzisiaj na Starówkę…Tak, na spacer, nie w przelocie. Dawno nie byliśmy. Oj, dawno. W międzyczasie odwiedziliśmy starówki w paru innych krajach, więc chcieliśmy przypomnieć sobie naszą…Spacerowaliśmy więc po uliczkach, trafiliśmy na imprezę przed Zamkiem Królewskim z okazji Dnia Flagi (minęliśmy się nawet z ministrem obrony narodowej), zjedliśmy obiad w ulubionej tajskiej restauracyjce i ruszliśmy na pyszną kawę waniliowo-orzechową do "Pożegnania z Afryką"…I tam właśnie przy stoliku obok siedzieli jacyś obcokrajowcy. Do dziewczyny zadzwonił telefon i wynikało z rozmowy, że ktoś spytał się jej, gdzie obecnie jest. Odpowiedziała z ogromnym entuzjazmem " In Poland! I love it!"…Nie ukrywam, zrobiło mi się bardzo, bardzo sympatycznie…
„Ukryte Pragnienia”, reż. Bernardo Bertolucci.
http://ukryte.pragnienia.filmweb.pl/
Wspaniały film! Jeśli ktoś z Was nie widział, to polecam! Bardzo malowniczy, operujący obrazami, obrazami, które wyrażają owe właśnie tytułowe ukryte pragnienia.
Plus-wspaniałe widoki malowniczej Toskanii, czyli mini Raju na ziemi…
Dziewiętnastoletnia Lucy przyjeżdża do Toskanii, do willi, w której przed 19-stu laty przebywała jej matka, zmarła jakiś czas temu poetka. Lucy przybywa do willi odkryć tajemnicę rodzinną, bowiem dowiedziała się, iż jej bilogiczny ojciec, to nie mężczyzna, który ją wychowywał całe życie, a ktoś, kogo przed laty właśnie podczas tamtego pobytu w Toskanii poznała jej matka…
Lucy ma także nadzieję na rozwój kontaktów z chłopakiem, którego poznała tam na wakacjach 4 lata temu.
O Lucy w tym filmie współmieszkańcy willi, owej specyficznej artstycznej "komuny" mawiają często nie imieniem, lecz nazywają ją "dziewica"…Lucy bowiem faktycznie, nie zaznała dotąd miłości fizycznej…Czeka bowiem na to, aby oprócz seksu, w jej życiu zdarzyła się miłość…
Owo "dziewictwo" Lucy to w tym filmie symbol…Symbol dziewictwa, które traci się przez całe życie, kiedy staje się coś nowego, kiedy pewne rzeczy kończą się na zawsze, kiedy przekracza się granice…To trochę film opowiadający o tych chwilach "pomiędzy ustami a brzegiem pucharu"…to film , jak to u Bertolucciego, operujący takimi właśnie niedopowiedzeniami, obrazami, w tym rozświetlonym, grzesznym wręcz rozedrganym pejzażem Toskanii… W te oto letnie, gorące, grzeszne, przepojone erotyką dni i noce , Lucy odnajdzie to, na co czeka, i to w podwójnym tegoż wymiarze, jako, że i tajemnica jej ojca zostanie rozwiązana.
Niezwykły film, który i w nas wyzwala wspomnienie owych "ukrytych pragnień", które przecież istnieją w naszym życiu, film dotykający naszej duszy i marzeń…
Polecam!
„Dotyk Przeznaczenia”, reż. Sam Raimi.
Leciało jakiś czas temu, a obejrzeliśmy dzisiaj.
Link o filmie:
http://www.filmweb.pl/Dotyk+przeznaczenia+2000+o+filmie,Film,id=10387
Mnie zainteresował, bo thiller, to raz, dwa, rola Cate Blanchett, która to aktorka od jakiegoś czasu mnie zainteresowała, chyba od "Kronik Portowych", ale nie jestem pewna. Sam film, OK, chociaż trochę dłużyzn, ale ogólnie wciągał. Mieszkająca w małej mieścinie wdowa Annie zarabia na życie stawiając mieszkańcom karty. Ma również dar jasnowidzenia. To właśnie ów dar pomoże rozwiązać tajemnicę zaginięcia jednej z mieszkanek. Film odpowiednio mroczny i chociaż rozwiązania zagadki domyśliłam się chyba dość wcześnie, to zakończenie zaskoczyło mnie pod pewnym względem.
A teraz, jeśli ktoś ma chęć na odrobinę "włoszczyzny" zaczął się na dwójce film "Ukryte Pragnienia" w reżyserii Bertolucciego…
