podczytuję teraz na zmianę…


"Lapidaria" Kapuścińskiego z czymś drugim. "Lapidaria" podczytuję od paru dni, nie chcę ich czytać non stop, bo , ci, co czytali, wiedzą, że to taki zbiór myśli, spostrzeżeń…ja przynajmniej odczuwam potrzebę takiego właśnie nie ciurkiem czytania "Lapidariów"…Ileż spostrzeżeń ciągle trafnych, prawdziwych, ale nie tak znielubionych przeze mnie truizmów…Jakiś to geniusz myśli, obserwator świata ten Kapuściński. Późno go dla siebie odkryłam, jak napisałam przed chwilą u kogoś na blogu ale odkryłam, z czego się cieszę…ileż trafnych myśli do obecnej sytuacji politycznej, mimo, że niektóre spostrzeżenia zapisane 20 lat wstecz!


Taki cytacik na zachętę dla tych, którzy być może nie znają…

"Skoro nie da się pokonać przeciwnika, trzeba go kompromitować. Oto co robią dziś coraz częściej. Ich taktyka: ośmieszać, poniżać, poniewierać. Dawniej ubierali cię w strój więzienny, dziś- próbują odziać cię w szaty błazna".

Adopcja-trudny temat…

w mojej Jedynce dzisiaj temat "adopcja"…Trudny temat. Z rozmaitych powodów. Od tego, jak ludzie reagują na tych, którzy adoptują, a wierzcie mi, różnie, poprzez to, jak sam proces adopcyjny w Polsce trwa.
Jednak zastanawia mnie coś innego. Właśnie komentują fakt, jak mało z tych dzieci ma uregulowane prawne kwestie. To znaczy, że większość mamuś pijaczek i menelek, które lały, przypalały dzieciaka i dręczyły, a na pewno maminej miłości nad nimi nie roztaczały, staje Rejtanem w kwestii zrezygnowania z praw opiekuńczych. Nie i nie. Bo ona jest matką…Wot miłość matczyna z rodzaju tych , co posiada pies ogrodnika. Co się będzie dziecku powodzić w życiu. Jej się nie udało, to niech dzieciak też odczuje. Przecież go nie chciała. A tak?? To państwo jej dzieciaka wychowa. I po skończeniu osiemnastki dzieciak wróci do patologii, z której wyszedł, pewnie nie w 100% ale w sporej części, bo zwyczajnie, gdzie zamieszka?
Wiecie co? Wyjdę na okrutnika, jeśli stwierdzę, że powinna ta sprawa zostać jakoś prawnie uregulowana? To znaczy, że jednak można by było im odbierać te prawa opiekuńcze, żeby dać tym dzieciakom szansę nowej, normalnej rodziny? Bo mnie jest żal, że przez te ich "mamuśki" są te dzieciaki skazane na te koszmarne domy dziecka, podczas, kiedy naprawdę sporo osób chciałoby adoptować dzieci i stworzyć im normalny dom…

„Drugie Ciało”, Milorad Pavic.

A więc, po lekturze. Lekturze książki nietypowej. Takiej, o której trudno napisać, o czym jest. Takiej, która zmusza nas do myśli, do refleksji…Jest to bowiem rozmyślanie, rozważanie głównych bohaterów nad faktem istnienia tytułowego "drugiego ciała"…czyli energii pośmiertnej, która w owe ciało przemienić się ma lub nie…cała książka, to nic innego, jak próba dowiedzienia, iż ono istnieje.
Bardzo pragnie dowieść tego żona narratora, pisarza, Liza, która umawia się z mężem, że w razie śmierci któregoś z małżonków, to umarłe da mu znać z zaświatów pocałunkiem w kark.
Książka "Drugie Ciało" jest niezwykła, tajemnicza, pełna dwuznaczności i ukrytych znaczeń, odgrywa w niej rolę woda z pewnego źródła, tajemniczny kamienny pierścień i trzy słowa zdrowie, miłość i szczęście…
Ważne też jest przesłanie adresowane nie tylko do Lizy, a mianowicie:
"Bądź szczęśliwa, jak tylko potrafisz"…
Spragnionym literatury innej, niż zwykła beletrystyka-polecam.

Machu Picchu na pocztówce…

, którą wczoraj otrzymałam pyszni się i pokazuje swoją wielkość. Dziękuję Patekku! Raczej nie sądzę, żebym w zbiorze miała więcej pocztówek stamtąd!
Postawiłam koło owiec z Irlandii i Peloponezu i tak się zamyśliłam……Świat jest taki piękny…Ma tyle do zaoferowania. Każde z tych miejsc jest na swój sposób niezwykłe czy to ze względu na historię, archeologię, czy położenie i krajobraz…Spojrzałam na wszystkie ustawione w sypialni pocztówki, które żegnają mnie, kiedy zasypiam…Ta z Panem Fuji z kwitnącymi wiśniami na pierwszym planie, ta z japońską wsią, która zawsze kojarzyć mi się będzie z książką Murakamiego "Przygoda z Owcą", ta z Rio, i ta z Grecji, ta z Indii i ta z Opactwem w Szkocji…Każde to miejsce kusi, nęci, każde ma coś do zaoferowania. I to jest właśnie piękne w świecie, że czeka, że pokazuje także swoje dobre strony………i piękne jest to, że nie wiemy, co z tego zobaczymy, może większość, a może nie, ale możemy planować, zastanawiać się, a przynajmniej oglądać to na pocztówkach przez kogoś przysłanych i cieszyć się……

„Mała Ikar”, Helen Oyeyemi.

Hmmm….przedziwna książka…Bardzo dobra, ale z tych, o których nie bardzo umiem napisać, o czym są. Bo niby o dziewięcioletniej dziewczynce, której matka jest Nigeryjką, ojciec zaś Anglikiem , która to dziewczynka cechuje się wysoką wrażliwością, żeby nie powiedzieć przesadną nadwrażliwością…To książka o odbieraniu świata nie tylko tego tu,ale odbierania jakichś innych światów szóstym , wewnętrznym zmysłem.
Jessamy podczas letnich wakacji w Nigerii poznaje Tilly Tilly, dziewczynkę, która szybko staje się jej przyjaciółką. To pierwsza przyjaciółka, jaką Jess w ogóle ma, gdyż jej dziwne zachowania w szkole raczej nie ułatwiają jej kontaktu z rówieśnikami. Jess martwi się, że wraz z końcem wakacji zakończy się ich przyjaźć, ze zdziwieniem jednak odkrywa, że przyjaciółka pojawia się również w Londynie. Jakis czas potem orientuje się, że tylko ona widzi i rozmawia z Tilly Tilly. A to dopiero początek.
Książka opowiada o samotności, łaknieniu akceptacji, przyjaźni, buncie, agresji, także o nadwrażliwości i kłopotach, jakie mogą z tego wynikać.
Chcącym przeczytać coś nieco różniącego się od typowej książki beletrystycznej mogę ją śmiało polecić.

Fiziu! Prywatna i pilna wiadomość dla Ciebie!

Bo ten, niestety na Twoim blogu nie znalazłam adresu email. Nie mogę zostawić Ci komentarzy;((( nie jest to chyba związane z naszym nowym PC, jako, że tak twierdzi mój osobisty informatyk …jeden udało się nam wspólnie zostawić,ale wygląda na to, że więcej nie mogę…szkoda wielka;(( Będę Cię więc chyba tylko czytać…;(

Mam , mam! „Drugie Ciało”!


Wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi;) czyli o książkę, co do ktorej już zaczynałam podejrzewać, że istnieje w jakimś równoległym do mojego, świecie…Ale mam. Nasza osiedlowa księgarnia (którą nawiasem mówiąc , bardzo lubię), zamówiła mi ją i jak nadejdzie jej czas, ujrzycie moją opinię na blogu na pewno.

Ale się cieszę, że ją wreszcie "dopadłam":)