pobudka w nocy ma…

…tę dobrą stronę, że przekonałam się, że jednak Pan Słowik, o którego tak niepokoiłam się ze znajomą forumowiczką z forum Kabaty , nie zniknął…nawet jakby przeniósł się bardziej w moje okolice. I tak zasypiałam słuchając jego koncertu w oddali…niezapomniane przeżycie……..

zapachowo…

…pod prysznic, czyli najnowsze Nivea i krem? pod prysznic z pestek moreli i protein mleka…po raz pierwszy zgadzam się z reklamą w TV…nawet najpodlejszy dzień kończy się w przemiły sposób po umyciu się nim…Polecam;)

Program o Grecji…

…w mojej Jedynce Radiowej. I oczywiście, co zrobiłam? Ano poryczałam się…tak to jest, jak w planach nie ma z pewnych przyczyn w tym roku wyjazdu tamże…wśród łez postanowiłam sobie jedno. W przyszłym roku nie ma nic, co mnie wstrzyma przed wyjazdem tam. O!
Howgh!
A program całkiem sympatyczny i powiedzieli o jednym miejscu, jakie mnie zaintrygowało na Krecie. Przy okazji, widzę, że łączy mnie z Dorotą Wellman miłość do Krety, z tym,że ona pobiła moje rekordy kilkakrotnie będąc tam …19 razy jak dotąd. Ja tylko trzy…
Zaraz wybywamy do Mam…
Miłego, relaksowego weekendu Wam życzę.

pod wpływem…

ostatnio na kilku blogach dyskusje na temat właśnie blogów owych, i ogólnie sytuacji z tym związanych się toczyły. Sporo zastanawiania się nad faktem, czy osoba, która chce nagle bloga zamknąć , ma do tego prawo? (kiepskie wyrażenie, nie do końca o to chodzi), czy może bez słowa zniknąć… Ja akurat z frakcji, która ceni sobie chociażby jedno zdawkowe słowo uprzedzenia i pożegniania się z czytelnikami.
Natomiast przy tej okazji zastanowiłam się, czy dla kogokolwiek mój blog jest ważny. Jedna z osób  biorąca udział w dyskusji u kogoś napisała, że ma świetnych czytaczy i że jest szczęśliwa mogąc ich u siebie gościć…a ja sobie dumam, czy faktycznie jest ktoś, komu byłoby smutno, czy czegoś brak, gdybym zniknęła? I nie chodzi mi teraz o słowa zapewnienia, że "no chiara, pewnie, że tak"…tylko takie naprawdę. Na ile ta nasza rzeczywistość "netu" ma oddźwięk w realu. To znaczy, czy faktycznie dla kogoś te moje pisaniny są z tych, czy innych powodów ważne. I mimo tego, że czasem może kogoś opinią czy wpisem wkurzę, czy zirytuję, to chce czytać te moje opinie…
Ostatnio usłyszałam od kogoś, a raczej przeczytałam, że "w ostatecznym rozrachunku i tak zostajemy sami"……hmmm…dotyczy to życia , ale oczywiście nie tylko tego w realu a i w necie pewnie też…i czy byłaby chociaż jedna osoba, która by pomyślała, gdybym zniknęła "szkoda, że tego bloga już nie ma" a nie zapomniała, po miesiącu, dwóch, roku…….
Do przemyślenia………

kwestia zaufania…

…ale takiego w wymiarze ogólnoludzkim…może to taki ciężki, niekoniecznie weekendowy temat, ale nic na to nie poradzę. Z pewnych względów o tej sprawie wczoraj w domu rozmawialiśmy.
A mówię o tym:
http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,4172758.html

Grupa ludzi pojechała na wyjazd z firmy i jedna z dziewczyn, młodsza ode mnie o 5 lat , już z tego wyjazdu nie wróciła. Bo ktoś nie wywiązał się ze swoich obowiązków…….

Zaufanie…praktycznie codziennie podejmujemy taką niepisaną umowę z wieloma osobami, ufając im…Wsiadając do metra czy autobusu liczymy na to, że kierujący posiada stosowne umiejętności, że nie napił się przed jazdą…

Wysyłając dzieci na kolonie, mamy nadzieje, że opiekunowie spełniają również konkretne warunki.

Jadąc na taki wyjazd firmowy, na którym organizowane są różne sportowe rywalizacje często, liczymy na to, że firma to organizująca , zadba o nasze bezpieczeństwo. Że będziemy mogli odreagować stres, czy po prostu dobrze się bawić, a nie zastanawiać, czy ktoś z lenistwa lub dlatego, że szef tnie koszty i nie zatrudnia fachowca, nie zabezpieczył sprzętu w należyty sposób.
Źle się stało, zginęła w bardzo nieprzyjemny sposób młoda osoba…ciekawe, czy dla kogokolwiek będzie to jakaś nauczka…? Hmm…

„Pod słońcem Toskanii”, France Mayes.

Kakuniu, Wiesz, że to przez Ciebie;))

Bo jak napisałaś, że ciekawa Jesteś opinii, to sięgnęłam po tę książkę, żeby przekartkować, zaczęłam czytać pierwszą stronę i …wciągnęłam się.
Powiem tak. Mnie się podobało. Kulawego tłumaczenia nie zauważyłam. Czytywałam już dużo, dużo gorsze tłumaczenia.

"Pod słońcem Toskanii" uradowało mnie jeszcze z innego powodu. Otóż, w przeciwieństwie do filmu, tu w ogóle nie ma parcia na znalezienie faceta. Owszem, być może dlatego, że w książce autorka jest już z nowym partnerem od początku, niemniej jednak widać, że w ogóle kobieta raczej z tych, które swego życia nie podporządkowywują kolejnemu chłopu, następnemu romansowi i temu, żeby "koniecznie w szafie portki jakieś wisiały"…Czyli w filmie, to była taka wolna amerykanka reżysera;)

Frances opisuje kupno i potem stopniową i kilkuletnią renowację willi "Bramasole" w Toskanii. Także jej i Eda zagnieżdżanie się w nowym miejscu, w którym, trzeba jej przyznać, wygląda na to, że zagnieżdżenie się przyszło im bardzo łatwo…aż podziwiam, bo wiadomo, że różnie to bywa i z miejscami i z sąsiadami. Tu jednak wygląda na to, że wszystko układa się po jej myśli. Podejrzewam, że Frances i Ed nabyli po prostu "szczęśliwy" dom. A wierzę, że są takie. Sama w zeszłym roku podczas wyjazdu na Maltę takowey zwiedzałam, nawet Wam go opisałam…

Tak, czy inaczej, książka toczy się niespiesznie, przywołując opis życia w Toskanii, które przerywane jest jednak dłuższymi wyjazdami do Stanów, gdzie oboje ciągle wykładają na Uniwersytetach. Życie w Toskanii toczy się słonecznie, powoli, niespiesznie, w rytmie dnia i sjesty…i wieczornej przechadzki passeggiata…
I to zderzenie dwóch światów, mimo, że Mayes i tak jest bardzo świadoma Europy, daleko jej do stereotypu amerykańskiego turysty, to jednak pewne rzeczy, szczególnie w pracy i podchodzeniu do niej we Włoszech, ciągle ją irytuje…nie dziwne zresztą.

Ta książka, to jak wyprawa do Toskanii, bez ruszania się z kanapy czy fotela…Czytając ją miałam wrażenie, że słyszę ogłuszający hałas cykad, czułam promienie słońca na twarzy i wraz z Frances i Edem niespiesznie podjadałam oliwki podczytując dobrą lekturę na tarasie…
Przy okazji kilka chyba wartych wypróbowania toskańskich przepisów, więc lubiący eksperymenty w kuchni też coś znajdą dla siebie.

Mnie się podobała i polecam;)

wyjaśnienie;)

śledztwo przeprowadzone wykazało, że na szczęście nic złego się nie działo. Powodem płaczu okazała się kolka. Czyli moje znajome blogowe Mamy miały rację. Oby tylko takie powody dziecięcych płaczy były, to nie byłoby tak źle na tym świecie…

reakcja…

…tak się zastanawiam. Bo może się nie znam, bo nie mam dzieci…Ile może płakać, zanosić się płaczem dziecko bez żadnej reakcji ze strony opiekunów…dziś w nocy mieliśmy na osiedlu taką dziwną sytuację…o pierwszej w nocy zaczęło płakać dziecko. Słychać je było wyraźnie, jako, że okna pootwierane. No dobrze, płacze, wiadomo, dziecko płacze z różnych powodów. Jednak dziecko płakało i płakało, zaczęło zanosić się już takim rozpaczliwie urywanym płaczem. Nie znam się na rozróżnianiu wieku dziecka po płaczu, ale na moje ucho, to dziecko nie mówiło chyba, bo nie wołało konkretnie ani mamy ani taty…tylko płakało…a czas płynął. Zaniepokoiłam się. Wyjrzałam za okno…oczywiście naprzeciw ciemnica, nie wiadomo, skąd płacz dobiega. Po chwili płacz obudził P., który przewiesił się z okna ze mną i nasłuchiwaliśmy razem…zaraz potem wyszedł z budki ochroniarz i tak we troje słuchaliśmy…..po jakimś czasie miałam naprawdę czarne scenariusze. Ja rozumiem, że dziecko płacze, ale chyba jakis opiekun je tuli, czy coś? Tu wyglądało, że nie, więc czemu? Czy ktoś zostawił je samo a wyskoczył do nocnego a dziecko się obudziło?? Czy też może ktoś robi mu krzywdę? A może matka zasłabła w łazience czy pod prysznicem i dziecko czuje, że dzieje się coś złego?
Zadzwoniliśmy na ochronę…powiedzieli, że spróbują sprawdzić, skąd dobiega płacz…Postanowiliśmy, że jeśli nie przestanie, to zadzwonimy na Policję…
Płacz jednak się urwał……dziś rano P. powiedział mi, że potem jeszcze ochrona do niego oddzwaniała, ale my mieliśmy już wyciszony telefon, więc nie wiemy, co się działo…
Dziwna sprawa, w końcu policzyłam, że dziecko płakało około 20 minut i nie wyglądało, że ktoś z nim jest, a to nas zaniepokoiło…może zbyt się przejęliśmy, ale nie wiem, czy czasem lepiej nie zareagować więcej, niż mniej…

miało nie być wpisu, ale…

…będzie…pod wpływem…

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4154056.html

smutno mi się zrobiło……..
Może dlatego, że jak się wprowadziliśmy, to i w naszym bloku jaskółki się zadomowiły? Z tym, że widać nasza strona świata im nie pasuje, bo po kilku próbach zrezygnowały z budowy domku przy naszych oknach, za to ludzie naprzeciwko mają już trzeci rok jaskółcze gniazdo , z tego, co widzę, przy sypialni już teraz dwójki dzieciaków (może jednak te dzieci, to jaskółki przynoszą?)…
A tu się okazuje, że ktoś potrafił jaskółkom zwalić ich gniazdo…….

update…w Grecji jaskółki mieszkają przy domostwach bardzo często, w końcu wiadomo, że…"szczęśliwy dom, gdzie jaskółki są"…

nowy Murakami…

zelektryzowała mnie informacja, jaką wyczytałam na ostatniej stronie jednej z książek wydawanych przez MUZĘ, że pojawić się ma nowy Murakami. "Po zmierzchu". Dopiero teraz przyszło mi do głowy, żeby poszukać szczegółów tej informacji, jako, że byłam przekonana, że ukaże się to, no, jakoś w miarę szybko…A tu niespodzianka. Z tego, co wyczytałam, dopiero od …6 września…będzie w sprzedaży…….no, to teraz narobiłam sobie smaku…i przyjdzie poczekać…