"Zakochany Paryż", to bowiem projekt, nad którym pracowało 20
reżyserów, którzy w sumie stworzyli opowieści z osiemnastu dzielnic
Paryża.
Nie podoba mi się tytuł polski, bowiem sugeruje , że nowelki dotyczyć
będzie tylko stanu zakochania, a więc miłości raczej
erotycznej…Natomiast bardziej pasuje mi tytuł oryginalny, mianowicie
Paris, je t’aime… Poszczególne nowele opowiadają bowiem o miłości w
rozmaitych jej aspektach od miłości między kobietą a mężczyzną, przez
miłość macierzyńską, aż po miłość do miasta, czy autora…Mamy też
smakowity horror w konwencji niemieckich horrorów z lat 20-stych , ale
i historię o mimach, przedstawienie miłości do życia jako takiego i
wiele innych…
Wśród reżyserów odnajdujemy między innymi Toma Tykwera, Tani, wiem, że
jeśli nie widziałaś, jego nowelka spodobałaby Ci się. Nareszcie coś
nieco innego, niż ona walcząca o niego aż do utraty sił i tchu;)
Film podobał mi się właśnie za pomysł, za te krótkie filmy, których jest, o ile się nie mylę, osiemnaście właśnie.
Największe wrażenie zrobiły na mnie dwa filmy o miłości macierzyńskiej.
Ten w którym rolę matki po stracie synka zagrała Juliette Binoche i
ten, w którym pokazana jest historia emigrantki z jakiegoś
hiszpańskojęzycznego kraju, która wstaje skoro świt, aby oddać swoje
dziecko do żłobka całodziennego, żeby pędzić na szóstym biegu do domu
bogatych ludzi, w których opiekuje się cały dzień dzieckiem w wieku
swojej własnej córeczki.
Każdy filmik ma w sobie to "coś", co sprawia, że staje się ciekawy.
Każdy na swój sposób oryginalny, każdy z nich pokazuje nam rozmaite oblicza miłości, uczucia, utraty miłości…
Podejrzewam, że jeszcze większą radość mają miłośnicy Paryża, a wiem,
że odwiedzają mnie tacy (Madymail, ukłon w Twoją stronę;)…jako, że
całkiem sporo, jak na film , oczywiście, miasta tam widać, a na pewno
dla kogoś, kto zna je, jak własną kieszeń. Ja przynajmniej lubię w
filmach odnajdywać miejsca, w których kiedyś byłam, gdzie spacerowałam.
Mnie się podobało i bardzo polecam tym, którzy nie widzieli.
„Księżyc i Anioł”, Gina B. Nahai.
Moja półka z książkami, które czekają na swoją szansę jest dość spora. I fakt, że książki stoją na niej w dwóch rzędach nie ułatwia tym z głębi ujawnienia się często. Ostatnio przeglądając, co tam jest wyciągnęłam "Księżyc i Anioł". Pamiętam, że nawet moja Mama już ją sobie pożyczyła, czytała, podobała jej się, a ja jakoś zwlekałam. Ale ponieważ dawno temu poleciła mi ją znajoma z FK forumowiczka, która co jak co, ale na książkach znała się, jak mało kto, więc nie wątpiłam, że będzie to dobra lektura.
I? Nie myliłam się…
Niezwykła jest to bowiem książka! Gdybym wiedziała, że tak niezwykła, pewnie sięgnęłabym po nią wcześniej.
Jako, że autorka urodziła się w Iranie, a potem przeniosła do Stanów, w jej prozie wyraźnie midać takie przemieszanie motywów i myśli Wschodu i Zachodu i tworzy to naprawdę ciekawą mieszankę…
"Księżyc i Anioł" opowiada o miłości, losie i przeznaczeniu. O młodziutkiej Roksanie, która kiedyś opuści swoją rodzinę i malutką córeczkę, aby , jak jej się zdaje, nie przekazać jej złego losu. Również dlatego, że jak sama stwierdzi nie kochała swojej córeczki dostatecznie mocno…
W jakiś sposób chciała oszukać przeznaczenie, jednak okazuje się, że, jak sama mówi na końcu "było wiele możliwości , a ja wierząc, iż jestem skazana, pozwoliłam im się zmarnować"… Otóż owa ucieczka, chęć oszukania przeznaczenia, okazała się najgorszym rozwiązaniem…czasem dobrze jest jednak uwierzyć, że na sporo spraw w swoim życiu mamy bardzo decydujący wpływ i stanąć z życiem twarzą w twarz…
To również opowieść o porzuconej córce, Lili, która nie mogła do końca uwierzyć, że jej ukochana matka będzie w stanie ją porzucić…co jednak się stało.
Trudno opisać jej, o czym jest ta niezwykła książka. W każdym razie dla chcących przeczytać coś zupełnie innego, niezykłego, z niezwykłym stylem, klimatem , polecam!
Pozwólcie, że na koniec cytat z niej zostawię, słowa, które chciałabym powiedzieć Roksana do opuszczonej przed laty córki Lili:
"Chciałabym powiedzieć Lili: Jest we mnie smutek ukryty tak głęboko, że nie umiałabym go nawet nazwać. To smutek mojej matki, a przed nią i jej matki-łzy padające do zielonego flakonu i wypijane w samotności. Nie chcę dać mojej córce takiego dziedzictwa. Nie chcę zostawić ci łez. Dlatego odeszłam-aby w twoich oczach nie było smutku.Ale to nieprawda, że poświęciłam się dla ciebie. Nie myślałam wtedy o tobie. Podążyłam za własną potrzebą,(…)pragnęłam położyć kres szaleństwu.
Dopiero po powrocie zrozumiałam, co straciłam."
——————
Dodatek-ostatnio zupełnie przypadkiem wpadła mi w łapy jej pierwsza książka, wydana w tańszej wersji kieszonkowej, "Pawi Krzyk" i teraz ją czytam. Mam ochotę pozostać w tych klimatach egzotyki, Wschodu, zupełnie innej kultury, mentalności i spojrzenia na otaczający mnie świat…
