w mojej Jedynce dzisiaj temat "adopcja"…Trudny temat. Z rozmaitych powodów. Od tego, jak ludzie reagują na tych, którzy adoptują, a wierzcie mi, różnie, poprzez to, jak sam proces adopcyjny w Polsce trwa.
Jednak zastanawia mnie coś innego. Właśnie komentują fakt, jak mało z tych dzieci ma uregulowane prawne kwestie. To znaczy, że większość mamuś pijaczek i menelek, które lały, przypalały dzieciaka i dręczyły, a na pewno maminej miłości nad nimi nie roztaczały, staje Rejtanem w kwestii zrezygnowania z praw opiekuńczych. Nie i nie. Bo ona jest matką…Wot miłość matczyna z rodzaju tych , co posiada pies ogrodnika. Co się będzie dziecku powodzić w życiu. Jej się nie udało, to niech dzieciak też odczuje. Przecież go nie chciała. A tak?? To państwo jej dzieciaka wychowa. I po skończeniu osiemnastki dzieciak wróci do patologii, z której wyszedł, pewnie nie w 100% ale w sporej części, bo zwyczajnie, gdzie zamieszka?
Wiecie co? Wyjdę na okrutnika, jeśli stwierdzę, że powinna ta sprawa zostać jakoś prawnie uregulowana? To znaczy, że jednak można by było im odbierać te prawa opiekuńcze, żeby dać tym dzieciakom szansę nowej, normalnej rodziny? Bo mnie jest żal, że przez te ich "mamuśki" są te dzieciaki skazane na te koszmarne domy dziecka, podczas, kiedy naprawdę sporo osób chciałoby adoptować dzieci i stworzyć im normalny dom…
