wieś spokojna, wieś wesoła;)

zapewne, ale tylko wtedy, kiedy leje…Śmiejemy się czasem, że mieszkamy na wsi, z racji i bliskości lasu i dzikich zwierzaków, które ciągle tak blisko.
Niestety, las coraz bardziej przez człowieka zajęty, niszczony, co mnie martwi…
Trochę to wszystko bez głowy ze strony gminy organizowane. W Powsinie przy lesie jest polana, gdzie tłumy koszmarne imprezują. Palą ogniska. Nie da się tego raczej zlikwidować, więc może gmina powinna trochę pomyśleć i na przykład jakieś toalety poustawiać? A tak, to sikają po krzakach, bo gdzieś te hektolitry piwa przecież trzeba wydalić z organizmu.
Wczoraj poszliśmy do lasu na spacer i niestety, obok musieliśmy przejść. Piszę "niestety", bo nie lubię tego miejsca. Wiecie, że nie cierpię tłumów wszelakich, więc to na pewno między innymi dlatego. Nie byłabym w stanie odpocząć, gdyby mi na głowie siedziały, leżały, biegały takie tłumy, jak tam. Dwie pijane nastolatki właśnie pełzły po parkanie oddzielającym ścieżkę od lasu, aby pójść do lasu siknąć.
Chwilę potem minęliśmy na szczęście hałaśliwe miejsce i powoli oddalaliśmy się od tłumu dyskutując właśnie o tym, że te toalety, to mogliby poustawiać…Nagle usłyszeliśmy tętent i oto okazało się, że owe pijane nastolatki prawdopodobnie wypłoszyły dwie sarny z kniei. Sarny galopowały przez lasy szukając schronienia. Swoją drogą, człowiek, to już, ale, że zwierzaki już idiocieją i w ogóle zbliżają się do miejsc tak głośnych i z ogniem? No nic, może te dwie sarny tak pierwszy raz i więcej tego błędu nie powtórzą.
Tak, czy siak, podumaliśmy, ile to razy właśnie dziką zwierzynę jednak w tym lesie widywaliśmy. W końcu są tam też paśniki, w zimie wypełnione sianem, co świadczy o tym, że dzikie zwierzaki ciągle nie tak daleko od nas żyją.
Że nie wspomnę o obserwowanej przez nas rodzinie bażantów, które mieszkają już tak blisko osiedli, że bliżej chyba nie można…I tak oto mieszkamy jedną nogą w mieście, a jedną już na wsi…