„Dobry Rok”, reż. Ridley Scott.

Czyli obejrzałam sobie jeden z imieninowych prezentów (sama o niego poprosiłam). Hmmm, szkoda, że tak mało widoków Prowansji. Po "Ukrytych Pragnieniach", w których nie wiadomo, kto do końca gra główną rolę, czy aktorzy czy widoki Toskanii właśnie, liczyłam, że ten film będzie właśnie nieco podobny, może nie w treści (bo o czym będzie wiedziałam, gdyż dopiero co czytałam książkę na podstawie której został film nakręcony), ale w widokach. Tych mi jednak dość zabrakło. Sama treść ot, takie patrzadło;) , w dodatku z przewidywalnym zakończeniem.
Max Skinner zostaje nagle obdarowany nietypowym spadkiem. Ten spec od inwestycji robiący zawrotną karierę w Londynie, zostaje bowiem spadkobiercą posiadłości i winnicy w Prowansji. Oczywiście, jadąc do owej posiadłości , Max ma nadzieję na szybką sprzedaż kłopotliwego "bagażu", jednak życie pokaże, że ma wobec niego inne plany. Wracają wspomnienia z letnich miesięcy co roku w dzieciństwie spędzanych właśnie u wuja w Prowansji, wracają dawne znajomości i pojawiają się nowe zauroczenia. A wszystko to z Prowansją w tle. Szkoda, że tylko w tle.

Miło spędziłam dzień…

…Imienin…co prawda w nocy miałam męczący sen, który trochę mnie zirytował, ale postanowiłam, że nie popsuje mi nastroju. Postanowiliśmy iść za ciosem i tym razem pojechaliśmy do Wilanowa, co prawda z nastawianiem nie na zwiedzanie pałacu, ale ogrodów. Trafiliśmy do parku, gdzie widzieliśmy dwie kacze rodziny z małymi kaczętami. Jako dziecię miasta do dziś takie widoki mnie rozbrajają, tym bardziej, że kaczęta były naprawdę małe i słodkie;) Najbardziej podobały mi się, kiedy z wody wskakiwały na liście nenufaru i na tychże liściach pędziły na swych krótkich kaczych łapkach, aż się za nimi kurzyło. Draczne są, nie ma co. Jak P. wgra zdjęcia na pewno zamieszczę jakieś zdjęcie kacząt, żeby Wam pokazać, jakie były fajne…
Po obiedzie zwizytowaliśmy wreszcie kawałek kulinarny "Starej Papierni", a mianowicie włoską knajpkę "Pomidoro", gdzie zjadłam naprawdę smaczne gnocchi z prawdziwkami i sosem truflowym. Mniam;) z racji Imienin pozwoliłam sobie na tiramisu, cóż za rozpusta dla podniebienia! Dlatego też po powrocie do nas, od razu jeszcze wybraliśmy się na lokalny spacer.
Dostałam piękne prezenty, z których najbardziej zaskakujący okazał się kryształ-zawieszka…
A teraz zamierzamy wznieść mój toast dobrym hiszpańskim czerwonym winem;)