mania centrów handlowych…

właśnie w necie wyczytałam, że z powodu otwarcia nowego centrum handlowego w Warszawie szykuje się paraliż ulicy (przynajmniej w centrum, gdzie owo centrum się odklucza dzisiaj). Podobno w Krakowie kiedy otwierali jakieś popularne centrum, przez tydzień na ulicach były korki.

Ciekawe, gdyby otwierali nowe muzeum , jakoś korków pewnie by nie było…

Stwierdziliśmy z P., że to jak w Portugalii, która też relatywnie w UE od niedawna, tam u nich, jak u nas , bardzo lubią malle wszelakie i centra handlowe są tam popularne w miastach i dłuuuugo czynne (w jednym z nich zakupy winne w markecie robiliśmy dobrze po 22!)…A już w Wiedniu nie widzieliśmy, widać im bardziej bogate i rozwinięte społeczeństwo, to mniej się taka forma rozrywki liczy…Nie mówię, że nie bywam w Arkadii, czy GM, bo byłabym hipokrytką, ale ot, taka refleksja po przeczytaniu dzisiejszej netowej wiadomości…:0)

„Kafka nad morzem”, Haruki Murakami.

Dumam i dumam, co by o niej napisać i…wygląda na to, że nie będzie łatwo…Ta książka jest bardzo w stylu Murakamiego, wydaje się być jednym wielkim snem…A o czym opowiada? Chyba łatwiej byłoby mi napisać, o czym ona nie opowiada. Jest więc i miłość, i nienawiść, i radość i smutek, i przyjaźń, która nawiązuje się pomiędzy ludźmi, którzy do niedawna być może niewiele mieliby sobie do powiedzenia…jest też przekonanie, że "Uciekanie do niczego nie prowadzi"…
Jest też przekonanie, że właśnie przed samym sobą uciec się nie da, ale także, iż można się zmienić…że przeznaczenie to również coś, przed czym nie uciekniemy, jest też pętla czasowo sytuacyjna, która jak to pętla plącze się…
A zaczyna się ucieczką piętnastoletniego chłopca, Kafki, z domu ojca , ucieczki przed przepowiednią, klątwą, którą ojciec mu przekazuje…naznaczając go piętnem.
Poznajemy i pana Nakatę, który umie rozmawiać z Kotami, młodego Hoshino, który z czasem stanie się towarzyszem przygód Pana Nakaty, ale również panią Saeki i pana Oshimę…ich losy w pewnym momencie mocno się splotą i wzajemnie na siebie wpłyną…
Na koniec, wypisany przeze mnie cytat, którym chcę się z Wami podzielić….

"(…)Wszyscy ciągle tracimy różne ważne dla nas rzeczy. (…) Ważne okazje, mozliwości, doznajemy uczuć, których nie da się odwrócić. Na tym między innymi polega znaczenie życia. Lecz w naszych głowach, przypuszczam, że to jest w naszych głowach, znajduje się niewielki pokój do gromadzenia takich rzeczy jako wspomnień. Na pewno wygląda jak pokój z księgozbiorem tej biblioteki. I żeby dokładnie poznać stan własnego serca, musimy ciagle katalogować zbiory w tym pokoju. Trzeba też tam sprzątać, wietrzyć, zmieniać wodę w wazonach z kwiatami. Innymi słowy, będziesz wiecznie żył we własnej bibliotece". (…)

dolina…

…mnie dopadła…pogoda na pewno ma na to wpływ, ale oczywiście nie jedyny…Dobrze, że chociaż wczoraj udało się pospacerować w lesie, chociaż spodnie po tym spacerze do prania (zima z błockiem topniejącym i breją)…

Zaatakowały mnie pesymistyczne myśli…wydaje mi się, że pewne sprawy stoją w miejscu…uczucie stagnacji , niemożności zmian zaczyna wyżerać mnie od środka…chciałabym móc spojrzeć optymistyczniej w przyszłość, ale dzisiaj cholernie trudno jest mi to zrobić…walczę z tymi myślami, staram się pozytywnie programować, ale nie wychodzi…boję się, że z tego wszystkiego zacznę popełniać głupie błędy…

tak bardzo chciałabym poczuć , że lepsze nadchodzi…….

Piosenka za mną „łazi”…

Finetko, uśmiecham się do Ciebie, odkąd odkryłaś po kilku dosłownie zdaniach, o co mi chodziło wtedy;)) pamiętasz…teraz "łazi" za mną piosenka w wykonaniu Gerarda Depardieu , przynajmniej wiem, kto śpiewa…Podobno to z przymrużeniem okaz wykonanie przeboju Iglesiasa starego we Francji…

Niestety, próby wygooglowania nic nie dają…może ktoś z Was zna tytuł piosenki? Puszczają ją teraz często w Jedynce, a ja miałabym ochotę ją mieć, ale nie bardzo wiem, jak znaleźć…

sportowy weekend dla Polski…

Małysz po raz drugi na pierwszym miejscu! Wczoraj i dzisiaj, hura, niech wraca dobra forma! Szczypiorniści, zdobyli srebro, szkoda, bo bardzo im kibicowaliśmy, żeby udało się zdobyć złoto, no, ale drugie miejsce też dobre, chociaż szkoda, że ostatnio nasze drużyny tak daleko zachodzą a potem w finale jakoś wena i fart opuszcza. Ale i tak się cieszymy!

budzik nocną porą, czyli…

…jak dobrze mieć sąsiadów…
Druga noc zarwana. Dziś przynajmniej weekend, ale wczoraj było nieciekawie. Od dwunastej do drugiej w nocy wyło. Najpierw myśleliśmy, że komuś włączył się alarm, potem zorientowaliśmy się, że to czyjś budzik, a raczej, radioalarm, radiobudzik…Budzik tak słychać, jakby stał u nas w sypialni na stoliku nocnym…"super";/ a alarm ma taki niecichy i upierdliwy, jak to alarm… wczoraj wyłączyło się o drugiej…dziś włączyło dokładnie, jak wczoraj, czyli za pięć północ, więc jest nadzieja, że może całą noc nie będzie wyło, tylko się wyłączy znowu o drugiej? Najpierw byliśmy pewni, że to ci z góry, nie zdziwiłoby nas, tym bardziej, że wyjechali na wakacje…ale nie, dziś obeszliśmy dom i wiemy, skąd dochodzi dźwięk…Wszystkim, którzy tak psioczą na ochronę odpowiadam, że ja nie ma dnia, żebym nie cieszyła się, że jest. Bo to ochrona zadzwoniła do właściela mieszkania i dowiedziała się,że facet jest na TYLKO dwudniowej delegacji i że hura, jutro wraca…No, ja myślę…bo kolejnych nocy nie miałabym ochoty zarywać…
Jak dobrze mieć sąsiada…;/

walczę sobie z uchem;)

raz ja górą, raz ono…ale zawzięłam się…nie ma tak, że po 15 latach od przebicia się zbuntuje. Po wymoczeniu w spirycie kolczyków włożyłam stare, stareńkie, których chyba z 8 lat w uszach nie miałam, cienkie kółka, kółeczka właściwie, tak cienkie, że ledwo co w ciele się styka to złoto, więc może się uda. Nie podobam się sobie bez kolczyków. Poza tym przebite dziurki widać, więc tym bardziej opcja bez mnie irytowała. Trzymajcie kciuki. Nie dam się tym razem;)

no i czemu mnie nie dziwi, że…

…dziś się dowiedziałam od przyjaciela z Japonii, że wysłał nam kalendarz, z Panem Fuji, tylko, heh, jakby to powiedzieć, miesiąc temu? No i oczywiście, nie dostałam go;( super…za dobrze było, że wczoraj łaskawie dostarczono mi płytkę z Australii, w końcu taki kalendarz na pewno był fajny;/ najgorsze, że praktycznie nic nie mogę zrobić…ale może podam adres mojej Mamy, już sama nie wiem………