Nabyłam plotkarskie pismo ,bo dodawali komedię tak zwaną romantyczną. Komedia zostanie obejrzana kiedyś tam, zjechana zapewne, ale zobaczymy;) natomiast przy tej okazji przeczytałam całkiem przyzwoity artykuł o Jasienicy i całej tej sytuacji, o której, nie wypieram się, usłyszałam dopiero przy okazji niedawno wygranej sprawie sądowej jego córki o prawo do praw autorskich książek jej ojca, Pawła Jasienicy. Już słysząc przy okazji wygranej przez nią sprawy sądowej, o żonie jasienicy, która była agentką, łapałam się za głowę. Nie, nie jestem naiwna, wiem, że służby specjalne działały w najrozmaitszy sposób. Tu jednak, w artykule, wyczytałam fragmenty notatek ofcera SB, który sam stwierdzał, że owa kobieta robiła dużo więcej, niż SB od niej wymagało. Jak niski poziom moralny się ma, i czy się w ogóle ma, żeby coś takiego robić? Czy się w ogóle posiada jakieś wyrzuty sumienia? Żyć ileś tam lat z kimś, sypiać z nim, oddawać mu się, udawać uczucie, oszukiwać jego, jego córkę, a wszystko to, no właśnie, na pewno dla kasy, bowiem oficer sam mówi, że kobieta była łasa na pieniądze, ale i dla jakiegoś chyba wątpliwej jakości, ale jednak poczucia władzy??
Jak nisko można upaść. Jednak można.
W dodatku syn owej kobiety do ostatniej chwili szarpał się z córką Jasienicy o owe prawa autorskie. Mimo, że znał historię matki. Wygląda na to, że brak norm moralno etycznych i bycie łasym na forsę wysysa się jednak z krwią matki. Ja na jego miejscu nie byłabym w stanie stanąć oko w oko z córką ofiary. A co dopiero szarpać ją po sądach.
Dziwne są losy ludzi w powojennej Polsce, dziwne jest to, czego pewnie nie raz się jeszcze o kimś dowiemy, dziwne, że musieliśmy przez to wszystko przejść i przechodzić, że jesteśmy świadkami często tak wielkim rodzinnych dramatów…życie pisze jednak najciekawsze scenariusze, że zakończę takim truizmem…….

Wczoraj wybraliśmy się na spacer do Konstancina. Mieliśmy ochotę sprawdzić najnowszy nabytek do apartu , czyli obiektyw, jaki P. sobie nabył. A spodziewaliśmy się tam spotkać i ptaki i być może wiewiórkę. I okazało się, że mieliśmy rację. Wiewiórka, to chyba specjalnie na życzenie P. łaskawie się objawiła;) były też ptaszki różne, ogromne stado kaczek i dwa łabędzie (reszta łabędziego stada okazała się żerować na chlebku przechodniów u wjazdu do miejscowości, co potem zobaczyliśmy).