i inne różne refleksje.
Dobra, wiem, głupio, ale obejrzałam wczoraj (coś tam przy okazji dłubiąc sobie na kompie) owo targowisko próżności, jakim są wybory najpiękniejszych tak naprawdę mam wrażenie organizowane tylko dla promocji pisma kolorowego, które to organizowało. Ale pomyślałam sobie a niech tam, popatrzę się na ładnych;) zamiast tego (czy ja zawsze muszę skręcić w zaułki dumania i filozofii od siedmiu boleści)…naszły mnie refleksje. A spowodowane one zostały faktem piosenek, a konkretnie jednej, wykonywanej podczas owego wydarzonka. Idea polegała na tym, że nieżyjących artystów puszczano na ekranie a współcześni z nimi śpiewali. Piosenka, która mnie zastanowiła, to "Miłość ci wszystko wybaczy", śpiewana oczywiście przez Hankę Ordonównę. Czy ja nie moglam cieszyć się fajną piosenką? Nie, musiałam zacząć dumać. I zaczęłam. Wsłuchałam się w słowa, jakoś tak pierwszy raz poważniej…I doszłam do wniosku, że chyba mam jakieś skrzywione spojrzenie. Bo zamiast widzieć tak wyznanie miłości wielkiej i wybaczającej wszystko ja widzę, a raczej słyszę, rozpaczliwą opowieść o kobietach. Jak to było, że wieki całe kobietami rządzili mężczyźni. Niekoniecznie w relacjach król -poddany, chociaż wymowa pozostawała taka sama, bo władca-poddany. Całe wieki kobiety zostawały w domach przekonane, że to jest tylko i wyłącznie jedyna ich droga rozwoju. Że nie muszą się kształcić. Wystarczy, że urodzą piękne, zdrowe dzieci, następców władców. Że nie powinny mieć swojego zdania w kwestii polityki, wystarczy, że mężczyźni powiedzą je za nie…Całe wieki kobiety musiały odwoływać się często do nieczystych zagrań, czy iście kobiecych sztuczek, aby osiągnąć coś, co w danym momencie chciały…I ileż to całkiem niedawno jeszcze kobiet zostawały przy mężu draniu, flirciarzu, babiarzu, bo tak wypadało, bo tak miało byc lepiej dla dzieci, bo przecież nie dla nich samych…I nie, nie podobają mi się słowa , które wyśpiewywała wczoraj Ordonówna, mianowicie,
"Jeśli pokochasz tak mocno, jak ja,
tak tkliwie, żarliwie, tak wiesz,
do ostatka, do szału, do dna,
To zdradzaj mnie wtedy i grzesz".
I nie podobają mi się słowa "miłośc tak pięknie tłumaczy :zdradę i kłamstwo i grzech"…wcale nie są ani mądre, ani prawdziwe. Są kwintesencją tego, co robiono i niektórzy (jak można zgwałcić prostytutkę? niech sobie ta pani idzie do partii zboczonych kobiet) wciąż robią z kobietami. Gnoją je. Umniejszają je i ich godność. Wmawiają nam, że wszystko da się w życiu wybaczyć, ominąć, na wszystko można przymknąć oczy……..
Tak jest oczywiście, według mnie , jak wiecie, nie wymagam aby się ze mną zgadzać…
A jak te kobiety podniosły wreszcie te głowy znad kolejnych kołysek, kiedy zaczęły głośniej mówić, niektóre krzyczeć, to się doczekały opinii chłopczyc, babuchów, nienormalnych feministek itd…
Nie, nie mam nic do kobiet zostających w domu, kiedy jednak jest to ich wybór i decyzja obojga partnerów, a nie kiedy jest im to narzucone przez kolejnego pana, który chce sobie porządzić swoim małym światkiem…
No i powiedzcie mi, czy ja naprawdę nie mogłam tylko posłuchać sobie wykonania w owym targowisku próżności??
Tekst piosenki znaleziony tu:
http://tekstpiosenki.emuzyka.pl/806/1.html