„Biegnij Lola, biegnij”. Reż. Tom Tykwer.

Czyli rzecz o przypadku w naszym życiu…Dobry film dzisiaj widziałam. Nie oglądanie wszystkiego na bierząco ma swoje dobre strony. KIedy już wszyscy twoi znajomi widzieli dany film, ty ciągle masz przed sobą ten pierwszy raz…To pierwsze zauroczenie, zachwyt, albo niesmak, w zależności od filmu, rzecz jasna.

W tym przypadku zdecydowanie plus dla filmu. Film nie jest długi, trwa trochę ponad godzinę, ale w trakcie godziny widzimy trzy epizody z życia głównej bohaterki, tytułowej Loli. Lola ma chłopca, który nie prowadzi życia anioła;) a ściślej mówiąc, zaczyna pracować dla mafii samochodowej. Pewnego dnia, dokładnie kiedy zaczyna swoją pierwszą wielką akcję, los sprawia, że chłopak nie spisuje się, wioząc metrem torebkę z pieniędzmi dla szefa, gubi ją, zostawia w wagonie metra…Zrozpaczony dzwoni do Loli, jakby u niej szukając przysłowiowej ostatniej deski ratunku.

Lola podejmuje próbę. Jednak aby dostarczyć chłopakowi niewyobrażalnie wielką w tej chwili sumę pieniędzy, ma dokładnie 20 minut……

Lola zaczyna biegnąć, a wraz z nią akcja filmu. Filmu, który ma trzy alternatywne zakończenia. Który pokazuje, jak bardzo przypadek może wpłynąć na nasze życie, na bieg wydarzeń. Być może niewinny gest, który wykonamy, coś, co sprawi, że na chwilkę zwalniamy już wpływa znacząco na nasze dalsze życie…Kto wie…pewnie tak jest. I dlatego właśnie życie jest takie ciekawe.

Tym, którzy nie widzieli filmu-polecam!