…malunkiem z henny, oto co widzę na otrzymanej pocztówce z Indii…I od razu mam wrażenie, że w powietrzu unosi się zapach nieco duszących kadzideł, zapach orientalnych przypraw, słyszę gwar zatłoczonej ulicy, brzęk dzwonków świętych krów, niemal czuję, jak oczy "bolą" od kolorów jakimi zostaję otoczona. Nie muszę sama jechać, wystarczy, że wyślecie mi kartkę, a czuję się, jakbym podróżowała z Wami…Dziękuję za pocztówkę…
tak zwana niezdara…
to ja…A to się uderzę kantem otwartej zmywarki i na udzie wykwita mi przepięknościowej urody siniak, a to coś innego…Dziś, oparzenie na ręku (oparzenie żelazkiem też już przerabiałam). Ale dziś oparzenie parą z gotującego się czajnika. Najpierw się zdziwiłam, o boli, potem poczułam, że muszę koniecznie włożyć łapę pod zimną wodę, co niezwłocznie uczyniłam. Potem przyjrzałam się małej ilości ale jednak nieśmiało wyłaniającym się bąbelkom. Łapa oparzona pod łokciem i wyjątkowo upierdliwie. Specyfiki na oparzenie nabyte, ale mam ochotę wziąć się za łeb i palnąć w coś twardego, że też zawsze muszę coś wymyśleć;/
ucieczki, zniknięcia…
dzisiaj w Jedynce rozmowy o ucieczkach dzieci z domu. Ale ten wpis potraktuję nie na temat ucieczek dzieci, a w ogóle zniknięć, ucieczek, ludzi dorosłych. Jest taki program w TV, "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie", za pomocą którego ludzie poszukują zaginionych krewnych. Parę razy udało mi sie go zobaczyć…Najbardziej wstrząsnęło mną to, że parę osób zostało w ten sposób odnalezionych. One żyły, tylko wyszły pewnego dnia z domu i do niego nie wróciły. Niektóre po odnalezieniu za pomocą programu lub skruszone widząc, co przeżywa rodzina, chyba same powróciły na jej łono. Nie rozumiem tego kompletnie. Nie , nie samego faktu odejścia. To jestem w stanie zrozumieć. Coś musi się dziać, coś w człowieku dojrzewać, że pewnego dnia pakuje do torby najpotrzebniejsze ciuchy, dowód, często paszport i wychodzi z domu, zamykając za sobą, jak mniema, definitywnie drzwi. Ale do licha, nie zostawić komuś wiadomości ze zwykłym marnym "mam cię gdzieś, nie znoszę cię, was, odchodzę"…Nie zadzwonić nawet, żeby powiedzieć "żyję, nikt mnie nie porwał, jestem, tylko was mam dość i nie chcę z wami więcej żyć". Przecież najgorsze dla tych, co zostają jest to poczucie bezsilności i niepewności. Faktu, że nie wiedzą na dobrą sprawę, co się dzieje z tym członkiem rodziny. Czy odszedł, czy też został ofiarą przestępstwa może…
Mnie takie zniknięcie kojarzyło się dotąd tylko właśnie z przestępstwem, a tu się okazuje, że całkiem spory procent zaginięć jest na własne życzenie i ci ludzie występujący w programie, doskonale o tym wiedzą…….
Pamiętam, jak dawno dawno temu mąż koleżanki mojej Mamy z pracy wyszedł z domu i nie wrócił. O, jak te baby z roboty młóciły jęzorami, jakaż pożywka dla ich plot była. A kobieta w tym czasie chudła, marniała, bo ona akurat wiedziała, że nie było powodu, żeby mąż ją zostawił dla innej baby, jak podobno też lubiły sobie koleżaneczki powiedzieć.
Znaleźli go potem. W okolicach Stadionu Dziesięciolecia. Zamordowanego. Dla paru złotych, jakie wziął ze sobą idąc po parę skórzanych rękawiczek, jakie kupił. Nie wiem, czemu teraz to mi się przypomniało…chyba dlatego, że myślałam właśnie o tym, że w tym świecie nic nie jest takie, na jakie wygląda…
ja nawet wykazałam się …
…pobłażliwością tolerując dzikie tłumy wpadające na bloga li i jednynie po haśle "piosenki na w….ki" (nie napiszę, bo będę mieć kolejne bzdetne wpady następnego roku). I żywiłam nadzieję (ja wiem, to matka głupich:), że to się uspokoi. Stawiałam na wczoraj, ale jeszcze wczoraj było około 70 wejść z tego powodu. Dobra. Takie święto;/ Ale do licha, kto DZISIAJ szuka tego hasła? Sio, sio! Co to jest? Jakaś "neverending story"? Cały rok szukają piosenek dla swoich misiaczków na ten dzień, czy co??
Mam nadzieję, że już się to uspokoi. Pocieszcie, że tak;)
