Dzięki uprzejmości Margi, mogłam ich sobie posłuchać. W dodatku, płytkę oryginalną (ciągle mi głupio)…W każdym razie, donoszę na spokojnie po przesłuchaniu, jak się mi płyta podobała.
Marga, nie wiem, czy to przypadek, ale zauważyłam, że bardziej podobały mi się głównie piosenki oznaczone numerem nieparzystym, czyli "Durch die Nacht", "An Dich", super "Symphonie, "Letzte Bahn", "Ohne Dich" i wyjątkowo z numerem parzystym, "Wissen was wird".
Muzyka dająca energię;)
Strona zespołu:
http://www.silbermond.de/
kradzieje blogów…
do tego wpisu zmusiła mnie sytuacja, o której przeczytałam na blogu Raspberr-swirl. Okazuje się, że jakaś pindzia UKRADŁA jej spore kawałki bloga pisząc słowa , teksty raspberry-swirl na swoim, oczywiście jako swoje własne…….
Normalnie łapy opadają i wszystko inne, co może opaść kobiecie…..Nie powiem, wiem, że są tacy złodzieje…ale jakoś nie wiedziałam, że jednak tak często! Słyszałam o dziewczynie, której inna lasia kradła regularnie całe wpisy , zdaje się, że również zdjęcia ? (chociaż nie wiem, technicznie, jak można to zrobić, bom z komputerów taka dobra, jak ze śpiewania operowego), ale widać można.
Jak to można nazwać, oczywiście oprócz narzucającego się słowa PLAGIAT?? No, oczywiście, robieniem sobie jaj. Byciem małostkowym. Nędznym. I jakimś chyba z lekkimi problemami pod deklem, żeby posuwać się do tego typu działań, żeby KRAŚĆ cudze pisanie…
Raspberry-swirl, rozumiem Cię doskonale, bo mnie osobiście trafiłoby nie wiem, co gdybym się dowiedziała,że ktoś takie podlestwo praktykuje…
Najwyraźniej padłaś ofiarą oszustki, która chcąc wydać się komuś ciekawa, musiała popełnić aż taką głupotę…na pociechę powiedz sobie, że Twoje życie wydało się komuś aż tak ciekawe, że połasił się na wątpliwą w tym wypadku sławę złodzieja. Bo czyż to nie kradzież? I nieważne, że nie pieniądz, że nie telewizor, czy samochód…..to kradzież Twoich myśli, przemyśleń, radośći i złości , smutków i szczęścia.
FUJ. FUJ FUJ złodziejom blogów wszelakich. FUJ osobom, które od siebie nic napisać nie umieją i czynią takie małe rzeczy …
I pomyśleć, że dziś rano o tym samym myślałam…w nieco innym odniesieniu. Otóż , sporo osób trafia do mnie dzięki moim zapiskom na temat podróży. Mam cichą nadzieję ,że ktoś sobie moich wypocin, nad którymi często długo siedziałam, żeby zebrać myśli do kupy, nie kopiuje i nie wysyła sobie do jakichś tam konkursów dla turystów na onecie na przykład…
No i po co?
Czytam sobie dzisiejsze wydania netowej prasy i tak patrzę, że po co mi się denerwować, czy kuracja będzie dobra i czy od pierwszego kopa się uda, po co mi się stresować, że ciągle kolejne wydatki, że wiele spraw się pieprzy równo, kiedy okazuje się ,że może to w ogóle niepotrzebne, bo zaraz będzie kolejna zimna wojna, a potem już ci, co na wojnach zarabiają i nóżkami niecierpliwie przebierają , że od wielu lat solidnego zarobku nie było, postarają się, żeby troszkę kaski spłynęło…pesymistycznie? Tak, ale jak tak sobie patrzę, co widzieliśmy w doniesieniach z Niemiec, mam na myśli wystąpienie pewnego pana z Rosji, to zastanawiam się, czy jest się w ogóle sens przejmować czymkolwiek będąc szarakiem tu i teraz, który na nic wpływu nie ma…bo i tak za naszymi głowami dzieją się rzeczy, o których pojęcia nie mamy…i tak zapadną decyzje, na które nie mamy wpływu. Ale które, niestety mogą mieć wpływ na nas…aaaa…kończę, bo smucić zaczynam.
