budzik nocną porą, czyli…

…jak dobrze mieć sąsiadów…
Druga noc zarwana. Dziś przynajmniej weekend, ale wczoraj było nieciekawie. Od dwunastej do drugiej w nocy wyło. Najpierw myśleliśmy, że komuś włączył się alarm, potem zorientowaliśmy się, że to czyjś budzik, a raczej, radioalarm, radiobudzik…Budzik tak słychać, jakby stał u nas w sypialni na stoliku nocnym…"super";/ a alarm ma taki niecichy i upierdliwy, jak to alarm… wczoraj wyłączyło się o drugiej…dziś włączyło dokładnie, jak wczoraj, czyli za pięć północ, więc jest nadzieja, że może całą noc nie będzie wyło, tylko się wyłączy znowu o drugiej? Najpierw byliśmy pewni, że to ci z góry, nie zdziwiłoby nas, tym bardziej, że wyjechali na wakacje…ale nie, dziś obeszliśmy dom i wiemy, skąd dochodzi dźwięk…Wszystkim, którzy tak psioczą na ochronę odpowiadam, że ja nie ma dnia, żebym nie cieszyła się, że jest. Bo to ochrona zadzwoniła do właściela mieszkania i dowiedziała się,że facet jest na TYLKO dwudniowej delegacji i że hura, jutro wraca…No, ja myślę…bo kolejnych nocy nie miałabym ochoty zarywać…
Jak dobrze mieć sąsiada…;/