Nie wiem, czy to nasze
namolne dopytywanie się, czy coś innego, ale dzisiaj we wszystkich
skrzynkach na klatce pełno było korespondencji. U nas też. Zaległa
kartka od Monoli! Hura! Kartka od Darii znad morza (wielkie dzięki) i
kwit na polecony, a co za tym idzie na płyty "Papermoon"! Hurra! Bo już
nie wierzyłam, że dostaniemy.
Przy okazji, zamawialiśmy je w małym
austriackim sklepiku, i od razu widać, że to nie to samo, co masówka w
stylu e-bay…Najpierw miły email od faceta, że wysłał (w sumie nie
musiał pisać, zorientowaliśmy się, bo karta została obciążona), a teraz
na fakturze, jaką dołączył …narysował śmieszny rysunek. Jako, że
sklepik nazywa Diabolo, na fakturce widnieje rysunek, nie inaczej,
diabełka;) Może to ekscytacja faktem, że płyty jednak doszły, ale
bardzo mi się ten sposób komunikacji z klintem spodobał:)
Właśnie słucham "Papermoon" "Tell me a Poem"…miodzio!
„Kosmetyka Wroga”, Amelie Nothomb.
Nie jest to według mnie najlepsza książka Amelii (generalnie uważam, że najfantastyczniej wychodzą jej książki z wątkami autobiograficznymi), ale dobra. Do oczekującego na spóźniający się samolot Jerome Angusta dosiada się tajemniczy mężczyzna i rozpoczyna, wbrew woli Angusta , przedziwną rozmowę. I chociaż Angust nie chce rozmawiać z przedziwnym mężczyzną, mimo woli wciąga się w opowieść o losach nieznajomego.
Książka, której nie można opowiedzieć, żeby nie powiedzieć za dużo, co tralalala, "udało się" komuś z wydawnictwa , niestety…Moim zdaniem za spoilerowanie powinno wlepiać się kary, tak więc, jeśli nie chcecie wiedzieć za dużo, nie czytajcie w ogóle opisu książki na okładce, bo zepsuta będzie cała tajemnica (chociaż i tak się możecie domyślić, o co będzie chodzić, chociaż mnie chyba jednak natchnęło po tym nieszczęsnym opisie).
Nothomb pisze książeczki, bo mają one około 100 stron najczęściej i taka też jest ta książka, ale moim zdaniem warto się z nią zapoznać, szczególnie, jeśli ktoś, jak ja, lubi twórczość Amelie Nothomb.
Polecam!
Khadja Nin…
Odkąd obejrzeliśmy "Wiernego Ogrodnika" dosłownie "chodzi" za mną Afryka…Dobry film, który pozostawił oprócz refleksji jeszcze jakiś niedosyt. W związku z tym muzycznie ostatnio jest Khadja Nin…dawno dość jej nie słuchałam, a przecież tak ją lubię…też jej życie nie było łatwe… Khadja nie mieszka w Afryce, gdzie się urodziła, a w Europie, gdzie ma możliwość tworzyć i nie bać się o każdy dzień…
