„Diabeł ubiera się u Prady”.

Czyli nieźle się ubawiłam. Patrząc na super ciuchy, blichtr i pokazy mody w Paryżu. Aczkolwiek, nie obyło się bez zgrzytu, cały czas bowiem podczas oglądania , dumałam, czy to może nie jest polecana i zalecana "lektura" partii rządzącej wraz z przyległościami, jako, że przesłanie filmu jako żywo jak z tego artykułu, co jakiś czas temu w którejś z polskich gazet się ukazał. Czyli, marzenia głównej bohaterki o zrealizowaniu się we własnym zawodzie, sięgnięciu po najwyższe szkoły jazdy , zaowocować muszą przegraną w życiu osobistym. Czyli przesłanie kobieto realizujesz się=tracisz rodzinę i bliskich. Dziwne, że w przypadku takowej realizacji u mężczyzn nie ma mowy o żadnych stratach a zyskach, bo zyskuje on prestiż i wspaniałą rodzinę na ogół. Hmm…

Ale do rzeczy. Jak wiecie zapewne, film jest ekranizacją książki pod tym samym tytułem. Książki nie czytałam, więc nie wypowiem się, jak wiernie został zrealizowany i na ile się ta realizacja powiodła. Biorąc pod uwagę fakt, że hucznie się ubawiłam, chyba nieźle;)

Andy, dziewczyna z prowincji (tak ulubiony motyw w filmach amerykańskich "dziewczyny z sąsiedztwa") rozpoczyna staż w piśmie o modzie "Runway". Na pierwsze spotkanie z in spe szefową Mirandą (w tej roli REWELACYJNA Meryl Streep), słynnym diabłem na obcasach, zwanym też smoczycą, idzie ubrana raczej niedbale, przyznaje się, że nie zna się kompletnie na modzie, a nazwisko Gabbana jest dla niej tak obce, jak zielony stwór z kosmosu.
O dziwo, dostaje jednak tę pracę i tak zaczyna się jej niekończący się prawie rok pracy, pełen przedziwnych życzeń szefowej, której oczywiście nikt się nie śmie sprzeciwić. Praca jednak na początku dość wyśmiewana przez Andy , zaczyna powoli ją wciągać, staje się też coraz lepszą asystentką Mirandy, co zaskakują tak ja samą jak i Mirandę (chociaż nigdy by się do tego nie przyznała).

Andy zaczyna inaczej się ubierać, zaczyna o siebie dbać, z dziewczyny w burych niemodnych spódnicach, zmienia się w atrakcyjną, pewną siebie i swojej kobiecości dziewczynę, zachowując przy tym swą inteligencję i umiejętność zachowania zimnej krwi.

Niemniej jednak, to, co napisałam wcześniej. Z filmu płynie rozbrajające przesłanie (pewnie takowe płynęło z książki, nie wiem), a mianowicie, kobieto, chcesz się realizować, sięgnąć po gwiazdkę z nieba i przypadkiem , dziwnym zbiegiem losu uda ci się, więc poniesiesz karę pod postacią utraty głupawego narzeczonego i bliskich przyjaciół. Dlaczego narzeczonego irytuje kariera Andy, jestem w stanie zrozumieć. Pomocnik kucharza, niekoniecznie w hotelu "Hilton" może czuć się sfrustrowany, kiedy jego do tej pory zabiegana dziewczyna w burych łaszkach staje się atrakcyjną asystentką kobiety ikony mody i najwyraźniej cieszy się własną pracą (nawet podświadomie). Niemniej jednak zachowanie "przyjaciół" Andy zastanawia mnie. Nie chciałabym mieć przyjaciółki, która jest wyraźnie zazdrosna, niby to w imię wyższych idei i tego typu blablabla.

Powiem tak, pewnie ten film nie zasługuje na aż tak długie recenzowanie. W końcu, to tylko na wesoło opowiedziana historia dziewczyny, która w rezultacie nic nie traci, odchodzi z prestiżowego pisma, ale znajduje inną satysfakcjonującą ją pracę i niestety! będzie chyba z głupawym narzeczonym. Ale właśnie ten przekaz tak mnie zirytował, że aż musiałam to z siebie wyrzucić. 😉

Na relaksacyjny wieczór, polecam!

klasyczny blackout…

…wczoraj mieliśmy. To chyba dlatego, że w emailu do Miisiadla wczoraj zadałam jej pytanie o ich brak prądu parę dni temu. Tak się dziwiłam, że miałam okazję sama to przeżyć. Tym razem prądu nie było sporo, bo ponad godzinę. Akuratnio wypełzłam spod prysznica, z mokrą głową oczywiście, kiedy zgasło światło. Nie łączyłabym jednak tych faktów;) Podobno poszły jakieś fazy. Tak, czy siak, do 24.00 siedzieliśmy przy świeczkach, jak za króla Ćwieczka. A gdybym poszła jakieś 20 minut wcześniej się myć zdążyłabym wysuszyć głowę…Najlepsze było, że nie wszystkie domy potraciły prąd i zabawnie było patrzeć , jak domy naprzeciwko są rzęsiście oświetlone…Opłaca się jednak też mieć fioła na punkcie świeczek i świeczuszek, bowiem momentalnie się oświetliliśmy. Jak to ludzie kiedyś żyli całkiem bez prądu? Nie umiem sobie tego wyobrazić.