„Kod da Vinci”, czyli filmowa wersja czytadła.

O ile czytadło było właśnie czytadlane, czyli całkiem pasowało na wakacyjny wypad (nie jestem jakimś wielkim przeciwnikiem tej książki, jak niektórzy, może dlatego, że umiem spojrzeć na nią jakimś niefanatycznym okiem i umiem też zrozumieć, gdzie jest zamysł literacki), to film był według mnie kiepski baaardzo. Zmogłam, ale uczciwie przyznam , że rzucałam na to jednym okiem, jako, że nie wciągnęło mnie kompletnie. No i zawiodłam się na grze Tautou. Oj, oj, czy ona pozostanie w mojej pamięci jako aktorka jednej rewelacyjnej roli, czyli Amelii? Chociaż w "Niewidocznych" też była w miarę OK. A tu grala beznadziejnie. Ale i cały film był kiepski. Niestety, kompletnie nie wyszedł. Jak na film akcji ział nudą. Nie polecam.

A z filmów, to chętnie zobaczyłabym "Dobry Rok"…dla Prowansji, rzecz jasna;)

Na pierwszym tle drzewo…

…potem Sekwana i przucumowana do brzegu barka, a na drugim brzegu rzeki w tle Wieża Eiffel’a…Wszystko to w sepii i leciuchnym różu. Taką oto kartkę dostałam w piątek (dołącza do kolekcji stojących w sypialni;).
Przypomniały się miłe chwile spędzone w Paryżu, aczkolwiek ze względów osobistych milej wspominam wyjazd 13 lat temu.

A dzisiaj dostałam kartkę z Nowej Zelandii, na którą się wyczekałam. Już myślałam, że nie dojdzie. Bo z 3 tygodnie szła. Nie dziwne, bowiem widnieją na niej stemple…poczty Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jak ta kartka tam się znalazła i jaką drogą do mnie szła? nie wiadomo. Najważniejsze jednak, że doszła;)