„Czerwone Pantofelki”, Kim Yong-gyun.

Czyli w ramach poznawania horrorów świata, horror z Korei Południowej.
Tym razem , opowieść jest o parze różowych pantofli, które tym, którzy znajdują je (zawsze na konkretnej stacji metra lub w metrze) , przynosci szaleństwo i śmierć. Pantofelki są różowe, a tytuł filmu wynika z odniesienia się podobno jego autorów do bajki Andersena o tymże tytule. Bajki nie pamiętam, więc nie wypowiem się na ile rzeczywiście są odniesienia i jak wyszło.
Pantofelki faktycznie są cholernie pechowe, o czym przekonuje się główna bohaterka, która opuszcza niewiernego męża i wraz z córką wynosi się do nowego mieszkania. Ma pecha, że jadąc metrem znajduję ową parę pantofli i od tej pory jej życie zmieni się całkowicie.
Jak na wschodni horror, o dziwo dużo krwi. Wolę chyba nieco mniej krwi a więcej tego typowo wschodniego straszenia, chwilą, ujęciem, narastaniem napięcia. Ale ogólnie, maniakom hororu wschodniego mogę polecić, chociaż i tak ostatnio największe wrażenie na mnie zrobiło "Widmo".