…nie wypiłam jeszcze ani razu piwa Żubr, ale ich reklamy są według mnie jednymi z fajniejszych, jakie są w tv. Ostatnia, z lisem goniącym zająca, super. I ten odgłosik, jaki wydaje lisek, kiedy widzi, że zajączek usiadł sobie koło wielkiego, silnego Żubra. I ten ruch noska, jaki lisek wykonuje. Takie to po ludzku prawdziwe;) Niby przekaz jest jasny, rządzi większy, ale w pozytywny sposób, bo jednak zajączek został ochroniony;)) super!
wspomnienia…
nie wiem, listopad to, czy te ostatnie nastroje, a może sny, a może wszystko na raz, w każdym razie ostatnio zaczęłam wspominać M. Pierwszą "prawdziwą" przyjaciółkę. Z młodości licealnej, tak zwanej durnej i chmurnej. Kiedy świat leży u twoich stóp i życie wydaje się co najmniej tak łatwe, jak bułka z masłem. Albo tak się przynajmniej wydaje. Wszystko jest dobrze, a na pewno będzie. Taka licealna przyjaźń, to dopiero coś. Te wspólne przesiadywanie u siebie w listopadowe, mroczne wieczory. Wspólne odsłuchiwanie kaset (tak tak, młodsi czytelnicy proszeni są o niepytanie "a co to takiego?" a były takie wynalazki w czasie mojej młodości;)). Potem tychże kaset wzajemne sobie przegrywanie, bo przecież "musisz to mieć, zobacz, Wilki tak świetnie grają" (Wilki, które na wieść o tym, że popełniłyby "cudo" w postaci "Baśki" zabiłyby się własną pięścią…;).
Ta przyjażń, która wtedy jest taka trochę egzaltowana, ale taka ważna. Kiedy są zwierzenia o pierwszych miłościach, z tego pierwszego razu i z tych wszystkich obaw, jakie wtedy stają przed człowiekiem…
M. gdzieś odeszła. Proces nie stał się jakoś nagle. Po prostu przestałyśmy mieć ze sobą wspólne tematy, gdzieś się zgubiłyśmy. Jeszcze 4 lata temu dzowniłam do niej z nowego mieszkania, podałam nowy adres i telefon. Miałyśmy się spotkać, kiedy następnym razem przyjedzie do Polski, miałam napisać. Wszystki, w trybie przyszłym niedokonanym. Niedokonanym tym bardziej, że faktycznie nic się potem nie działo. Ani ona nie zadzwoniła, ani ja nie napisałam. A mimo to od pewnego czasu jest jakiś żal. Być może za mną samą z tamtych lat , "młodości durnej i chmurnej", kiedy wszystko miało być jak najlepiej, może za tymi dwiema fajnymi dziewczynami, które czuły się wspaniale, bo tylko one znały austriacki zespół "Papermoon" i tylko one dwie w Polsce wtedy go słuchały (tak im się wydawało:)…
M. śniła mi się już kilka razy. Może gdzieś tam czy to w Niemczech, czy Austrii, myśli o mnie czasem i stąd te sny?
I odnalazłam na necie płyty "Papermoon" i zrobię wszystko, żeby przynajmniej tą jedną sobie zamówić. Bo kiedy zaczęłam słuchać jakiegoś fragmentu, popłynęły po moich policzkach łzy…za tym, co było i nie jest, za tym, co mogło być, za tym, że było dobrze i dobrze, że tak było…
