Uffff…zakup dokonany;)

Mniej ufff, że kolejny w tym roku wydatek (przypominam, że w czerwcu padła lodówka również Candy), ale mam nadzieję, że będzie dobrze teraz, bo nabylismy Boscha. Podobno solidne. Oby!

Jo_orca, normalnie się śmieję, czyli widzę, że fartuchowe problemy są w Candy normalne, my na 7 lat użytkowania (uważam, że tylko 7), wymienialiśmy 4 razy fartuch. Poza tym, ewidentnie się psuła już i pod koniec prała nie tak, zmiana była w planach a dzisiejszy kaputt tylko przyspieszył akcję "zakup".

Niemniej jednak były pewne plany ale życie pokazało, że woli, żebyśmy wydali kasę na coś innego, więc z planami się pożegnałam. Cóż, życie. Dobrze, że zdarzyło się to w weekend, kiedy można było od razu pojechać do sklepu.
Nowa pralka ma być w poniedziałek…trzeba będzie się zapoznać z instrukcją, ale mam nadzieję, że jest przystępna.

shit happens…

…czyli po lodówce Candy rozpirzyło się kolejne dzieło tejże firmy, pralka.

A mówiliśmy o tym, że ją trzeba wywalić i nową kupić, bo mieliśmy dość niekończącego się z nią kłopotu i wymieniania po raz kolejny fartucha?

Ale nie, trzeba było poczekać, aż agonia stanie się faktem. No i mamy…kłopot. Jak się okaże, że pralkę też się będzie kupować miesiąc, to może stać się coś złego, jako,że z wszelakich robót nienawidzimy prać ręcznie i obawiam się, że na dłuższą metę to nie wyjdzie nic dobrego…

Czyli weekend ustawił nam się sam, rundka po sklepach agd, a o firmie Candy zapominam, nie istnieje już dla mnie. Spuszczam zasłonę milczenia na jej produkty.

Za oknem biało…

w nocy albo nad ranem musiało posypać nieźle. Wstaliśmy przed dziesiątą , to i śnieg nas zaskoczył. A wymiana opon dopiero w czwartek. To są jakieś tam jedne z nielicznych minusy posiadania najlepszego, jak mawiają nasi znajomi, samochodu na świecie, służbowego;) Z tym, że w tym roku pan od floty samochodowej w firmie P. chyba przespał prognozy pogody. Sama się dopytywałam P. jak to z tą wymianą będzie, czy już nie powinna być. No i skutek jest taki, że w czwartek dopiero, bo pan od floty się chyba przebudził ze snu wczesnojesiennego i jednak załatwił.

Podobno w poniedziałek ma już być powrót przyzwoitej pogody, ale i tak trochę się martwię, jak nam się będzie w weekend jeździć. Mam nadzieję, że dobrze.

A śniegu o tej porze roku nie znoszę. W ogóle, nie jestem fanką śniegu w mieście. Może jest milusio poza (chociaż wspomnienia znajomych z Mazur, którzy opowiadali, czym kończą się śnieżne burze, czy wichiry jesienno zimowe zdają się temu przeczyć), ale w mieście śnieg jest zbędnym elementem.

Jesień w toku, zima dopiero przed nami, a ja już nie mogę doczekać się wiosny …z roku na rok gorzej znoszę jesienie i zimy. Aż mi samej siebie żal.

Byle do wiosny!;)

Zaczęłam czytać książkę porzuconą w styczniu. Książka jest dziełem Noblisty, japońskiego autora Kenzaburo Oe, "Sprawa Osobista"…nie jest to optymistyczna lektura, nie wiem, czy to dobry pomysł, że po nią sięgnęłam…zobaczę, czy tym razem dotrę do końca. W styczniu odłożyłam, bo zbytnio mnie zasmucała i przygnębiała…