„Hotel Paradise”, Martha Grimes.

Czyli, daaawno się tak nie wynudziłam przy jakiejś książce. Nie wiem, doprawdy, jakiem było zamierzenie autorki, ale wydaje mi się, że pogubiła się, co konkretnie chce napisać, czy kryminał z tłem obyczajowym czy obyczajową powieść z kryminałem w tle. W rezultacie wyszła nuda moim zdaniem. A tak liczyłam na smakowite opisy życia amerykańskiej prowincji i niby były, ale…czegoś zabrakło. Na biblionetce ktoś dobrze ją podsumował, że jest to książka "przegadana" i dokładnie takie ja miałam wrażenie…

Książka opowiada o dwunastolatce, która chce rozwiązać tajemnicę śmierci jej rówieśnicy sprzed 40 lat. Niestety, akcja jakoś mało wciąga, jeśli miało to oddać leniwy styl życia amerykańskiej prowincji, to czytałam już parę innych książek, w których opisane to było lepiej.

Wynudziłam się i raczej nie polecam.