Nie przepadam za Warszawą. Nie uważam mojego rodzinnego miasta za najpiękniejsze na świecie, ani za najbardziej bezpieczne, ani za najbardziej światowe.
Tym bardziej zdziwił mnie email, jaki niedawno otrzymałam na virtualtourist, na której, jak niektórzy z Was wiedzą, mam też swoją stronę. Otrzymałam email od kogoś, kto gościł tu z wizytą. Owszem, taką typową wycieczką, w czasie której pokazuje się jedynie te najciekawsze, najbarwniejsze miejsca. Jednak ujęło mnie to, co napisał. Że czuł się tu wspaniale. Że podobało mu się zarówno miasto (zachwycił się panoramą stolicy ze szczyty Pałacu Kultury), że czuł się tu bezpiecznie i że zachwycony jest gościnnością i uprzejmością mieszkańców.
Zawstydziłam się. Spojrzałam na moje miasto innym okiem. Może i ja czasem zachwycając się Wiedniem na przykład, kogoś tak zadziwiłam. Może my mieszkając gdzieś tam, czasem zmęczeni , tracimy tą świeżość spojrzenia?
Nie powiem, zrobiło mi się bardzo miło. Że ktoś jednak to moje miasto, w którym się urodziłam i żyję już trzydzieści lat, polubił. I że postanowił mi to napisać.
