Dziś mija rok od zamachów w Londynie…

zleciało.

Pamiętam, jak podali w radio i od razu myśl, co z naszymi? Sporo kuzynostwa ze Śląska pojechało tam właśnie. Wcześniej, kiedy były zamachy na kolejkę w Hiszpanii, też było podejrzenie, że z dalekiej rodziny dziewczyna mogła tam być. Jak się okazało mogła, bo tą kolejką o tej porze jeździ dzień w dzień dopracy. Tamtego dnia nie pojechała, bo się rozchorowała.

A co do Londynu, to z okazji rocznicy dziś w radio o tym mówili. Zaproszony pan z antyterrorystycznej jednostki czy ogólnie komórki do spraw terroryzmu, nie pocieszył. Zapowiedział, że apogeum ataków na stolice europejskie i Europę mamy dopiero przed sobą.

Chińczycy? mawiali, "obyś żył w ciekawych czasach". Czego, jak czego, ale tego przemiotnika nie sposób nie użyć w stosunku do czasów, w jakich żyjemy, ale co z tego…

„Biały Oleander” Janet Fitch…

Książka, która wspaniale obala kilka mitów. Po pierwsze mit matczynej miłości, gotowej na wszystko dla dziecka. Jeśli tego się spodziewałeś sięgając po tę książkę, to nie ma tak dobrze.

Drugi obalony mit , to mit wspaniałej Ameryki, która daje sobie radę ze wszystkim i ma super rozwiązania społeczne, w tym instytucję rodzin zastępczych.

Mam cichą nadzieję, że te przejaskrawienia popełnione zostały przez autorkę książki celowo, aby wstrząsnąć czytelnikiem.

Książka opowiada o matce i córce. Ingrid i Astrid. Ingrid wychowuje samotnie Astrid. Jest poetką, nie stroni od przyjemności tego świata. Rozliczne miłostki traktuje powierzchownie, aż do czasu, kiedy najwyraźniej i ona się zakochuje. Może też i miłości tu braknie (czytając książkę odnosiłam wrażenie, że Ingrid w ogóle kochać nikogo nie potrafi) , a raczej następuje efekt urażonej dumy. Ingrid zostaje zdradzona przez jednego z kochanków i postanawia się zemścić. Robi truciznę z tytułowej rośliny, Białego Oleandra i wysyła niewiernego kochanka na lepszy ze światów.

Całe jej postępowanie jest według mnie egoistyczne, bowiem mszcząc się nie myśli o konsekwencjach czynu, a co za tym idzie, nie myśli, co stanie się z nią i jej córką, kiedy sprawa wyjdzie na jaw, co dzieje się bardzo szybko. I tak Ingrid zostaje aresztowana,trafia do więzienia a dla Astrid zacznie się od tej pory wędrówka po amerykańskich rodzinach zastępczych. Galeria postaci przedstawionych czy to w rodzinach, czy w okolicy, którą poznaje Astrid, jest zaiste oryginalna. Mamy więc i alkoholiczkę, która usiłuje zerwać z nałogiem, i luksusową prostytutkę, która uczy Astrid prawdy życiowej, która młodej dziewczynie potem przyświeca, a mianowicie, "tym światem rządzą mężczyźni", i lukrową rodzinkę, która zabiera Astrid jedynie po to, aby opiekowała się ich prawdziwymi dziećmi, i głodzącą dziewczyny opiekunkę, której zależy jedynie na pieniądzach, jakie dostaje od państwa za opiekę nad dziewczynami i na koniec , osobę, która potrzebuje podopiecznych do robienia interesów na bazarze.

Astrid trafia raz jedyny do rodziny, w której przez chwilkę czuje się w miarę dobrze, gdzie jest na nią skierowana uwaga, ma swój pokój, ładne ubrania, gdzie płaci się za jej dodatkowe lekcje rysunku, Astrid ma bowiem talent plastyczny. I tu jednak sielanka nie trwa wiecznie. Okazuje się bowiem, że przybrana matka, opiekunka, w adopcji dziecka szuka pomocy dla swoich kłopotów psychicznych , popełnia na koniec samobójstwo i Astrid znowu traci pewny grunt pod nogami.

W tym wszystkim najciekawsze jest, jak zza więziennych krat , w życie córki wciąż interweniuje jej matka, Ingrid. Interweniuje, ingeruje i często przeszkadza. Czytając książkę byłam pewna, że tytułowy "Biały Oleander" nie odnosi się do rośliny, którą otruto niewiernego kochanka, a do Ingrid samej. To ona jest trucizną dla własnego dziecka i to ona zabija ją powoli i skutecznie. Najpierw, co wychodzi w książce , porzucając Astrid jako malutkie dziecko i udając się na roczny wypad w nieznane, zostawiając dziecko pod opieką sąsiadki, następnie pozbawiając Astrid resztek tego, co dawało jej pewnik i oparcie w życiu a więc jej samej. Myśląc jedynie o sobie samej, o tym, aby się zemścić, zabrakło jej jakiegokolwiek myślenia o tym, co stanie się z jej nieletnią córką. I kiedy Astrid odwiedza matkę, ta również stara się za wszelką cenę wyśmiać jakiekolwiek próby odnalezienia się w rzeczywistości, w nowej , gorszej wersji rzeczywistości. Ingrid zatruwa życie Astrid ze wszelkimi tego konsekwencjami…

Astrid załamuje się po wizycie u matki z opiekunką, którą chyba sama Astrid traktowała najbardziej jako substytut matki, niepracującej aktorki, tej samej, która starała się chyba najbardziej o nią zadbać , Claire. Po tym, co nastąpi Astrid przestaje pisać do matki i ją odwiedzać.

Ze strony Claire matka Astrid najwyraźniej wyczuła największe zagrożenie, bo tę więź starała się szybko zniszczyć, co w jakimś stopniu, jak według mnie, jej się udało.

Czemu miała służyć ta egoistyczna więź Ingrid z córką? Nie wiadomo. Na początku książki mała Astrid jest spokojna, wrażliwa, wędrówka wśród rodzin zastępczych czyni ją twardą i mało co jest w stanie ją wzruszyć. Na sam koniec, również sama jej matka, która stara się o wyjście z więzienia.

Nie czytać dalej mojego wpisu, jeśli nie chcecie znać zakończenia;)

Ingrid bowiem rzeczywiście uda się wraz z prawniczką tak zadziałać, że zostanie uniewionniona. I będzie chciała wrócić do punktu wyjścia, do córki, którą zostawiła. Z tym, że to już nie będzie możliwe. A przynajmniej nie tak, jak rządząca zawsze wszystkim Ingrid sobie to wyobraża…

Książka super napisana. Wspaniale oddane postaci, dużo psychologii. Postać matki tak wiarygodnie rozrysowana, że gdybym spotkała ją na żywo , miałabym ochotę dać jej w twarz.

Książkę rok temu przeczytała moja Mama i też jej się podobała. Teraz ja się za nią wzięłam i nie żałuję. Aczkolwiek potwornie przygnębiła mnie ona.

Szkoda, że film na jej podstawie aż tak dobry nie jest, to chyba mnie do tej pory trochę od niej odstręczało, a teraz cieszę się, że po nią sięgnęłam.

Polecam!!!