pójście do fryzjera poprawia samopoczucie. Najlepiej mieć tego jedynego, sprawdzonego. Ja niestety, ciągle jeśli chodzi o fryzjera, jestem w fazie poszukiwań. Podobało mi się, jak obcinała mnie niejaka Pani Kasia, ale przy moich dość długich włosach nie chodziłam do niej aż tak często i przy ostatniej wizycie w salonie okazało się, że pani Kasi po prostu nie ma, przeniosła się gdzieś tam indziej.
Dziś poszłam i ponieważ pani fryzjerka znikła (jak się potem okazało spędzała czas w jednym z fast foodów), obcięła mnie szefowa zakładu. Nawet nie wiedziałam, że też jest fryzjerką…Ponieważ pani pochodzi ze Wschodu (dalekiego zresztą) miała dwie cechy typowe dla tamteg regionu. Szybkie , stanowcze cięcia, które na myśl przywodziły mi ciosy karate a także bardzo delikatny dotyk, dzięki któremu pojęłam, czemu osoby stamtąd są mistrzami masażu.
Podcięła mi końcówki fajnie, jestem zadowolona. W ogóle, to zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam, że poprzednio u fryzjera byłam równo 3 miesiące temu, a włosy odrosły mi bardzo, wcale nie tak, jak się spodziewałam.
Pani zaskoczyła mnie czymś jeszcze. Stwierdziła, że to fajnie, że nie mam siwych włosów. Hm, myślę, że w moim wieku jeszcze się ich nie powinno mieć, ale może bywa różnie.
Powiedziała też, ale z tym spotykam się za każdą wizytą u fryzjera, że mam łądne, naturalne i ZDROWE włosy! Wyobraźcie sobie, że ja osobiście wiecznie mam przekonanie, że właśnie moje włosy są niezbyt zdrowe i staram się ciągle je ulepszyć…nie ukrywam, że łykam wyciąg ze skrzypu. Zastanawiam się z czym więc przychodzą inne klientki, skoro pani stwierdziła, że mam takie ładne, zdrowe włosy…
Terapia u fryzjera się udała. Nastrój znacznie się poprawił:)
