Wybywam…

jutro , więc znowu się żegnam. Wybywam do ukochanej Grecji.

Nie wiem, czy będę zaglądać na bloga. Kto wie. Na Malcie nie wytrzymałam i zdawałam relacje na bierząco, teraz, kto wie, może będę się odzywać, a może nie.
W każdym razie , odezwę się za dwa tygodnie na pewno.

Pozdrawiam Was!

„Zagubiona autostrada”, David Lynch…

do nabycia ze "Światem Kobiety". Nie widzieliśmy, więc nabyliśmy.
Jak to zawsze u Lyncha, duża doza tajemniczości, sekretów, czegoś, co wytłumaczyć racjonalnie się nie da.

Saksofonista Fred znajduje na shcodach swojej willi kasetę, na której nagrane zostaje morderstwo. Morderstwo dokonane na jego żonie a mordercą okazuje się być on sam. Od tego momentu dzieje się wiele i jak zwykle u tego reżysera, wiele niewytłumaczalnego lub takiego, które wydaje nam się, że rozumiemy, ale racjonalnie wytłumaczyć nie potrafimy.

Nie jest to chyba najlepszy film Lyncha, ale nam się podobał, więc mogę polecić.

Warszawa da się lubić?

Nie przepadam za Warszawą. Nie uważam mojego rodzinnego miasta za najpiękniejsze na świecie, ani za najbardziej bezpieczne, ani za najbardziej światowe.

Tym bardziej zdziwił mnie email, jaki niedawno otrzymałam na virtualtourist, na której, jak niektórzy z Was wiedzą, mam też swoją stronę. Otrzymałam email od kogoś, kto gościł tu z wizytą. Owszem, taką typową wycieczką, w czasie której pokazuje się jedynie te najciekawsze, najbarwniejsze miejsca. Jednak ujęło mnie to, co napisał. Że czuł się tu wspaniale. Że podobało mu się zarówno miasto (zachwycił się panoramą stolicy ze szczyty Pałacu Kultury), że czuł się tu bezpiecznie i że zachwycony jest gościnnością i uprzejmością mieszkańców.

Zawstydziłam się. Spojrzałam na moje miasto innym okiem. Może i ja czasem zachwycając się Wiedniem na przykład, kogoś tak zadziwiłam. Może my mieszkając gdzieś tam, czasem zmęczeni , tracimy tą świeżość spojrzenia?

Nie powiem, zrobiło mi się bardzo miło. Że ktoś jednak to moje miasto, w którym się urodziłam i żyję już trzydzieści lat, polubił. I że postanowił mi to napisać.

„Doskonały Smak Orientu”, Piotr Kłodkowski…

Rrooda, coś dla Ciebie;) Pamiętasz, jak na forum rozmawiałyśmy o niej? I tak się kręciłam koło niej i kręciłam i przeczytałam. Hmm,jedno mi się w niej nie podobało. Zabrakło mi tam Japonii. Ani jednej wzmianki;( szkoda…

To zbiór reportaży, który zainteresowanych krajami Wschodu powinien zaciekawić. Dużo tu osobistych obserwacji i trochę filozofowania, ale i ciekawego spojrzenia Europejczyka na kulturę Orientu, jednak zupełnie inną ,niż ta, w której wzrośliśmy.

Mnie się podobała i mogę polecić.

Chciałam burzy, to mam:)

Najpierw pierwsza była taka sobie, ledwoco…ale za to jak się wróciła, to na całego. Dobrze, że P. już w domu…

Burza nie dość, że z deszczem, to z gradobiciem. Jak przejdzie (cały czas deszcz pada), to wychynę na balkon sprawdzić, jak się mają pelargonie, bo to, jak grad siekł i stolik i krzesła i nasze rośliny martwi mnie …

Burza wraca, jak bumerang. Znowu leje. Mam nadzieję, że tym razem obejdzie się bez gradu…

Dziś był ciężki dzień…

najpierw telefon od K. Nie chcę się rozpisywać, ale być może nie wyjdzie coś, co chciałam, żeby jej i P. wyszło…bardzo się zmartwiłam.

W dodatku P. wracając do domu miał stłuczkę…moje pierwsze pytanie było "czy nic Ci nie jest?" , na szczęście nic się nie stało. Facet przed nim i jeszcze jednym samochodem zahamował, i nastąpiło kolejne wjechanie sobie w kuper, na szczęście wszyscy ruszali, facet przed P. nawet nie odczuł stłuczki, w naszym wozie podobno lekkie wgniecenie…Dobrze, że P. nic się nie stało…

Dziś w nocy pełnia, to też na mnie wpływa.

Idziemy na spacer. Wreszcie się ochłodziło, to można wypełznąć na dłużej na zewnątrz…

Znowu pod wpływem…

wpisu u Ptychu (coś mnie dzisiaj natchnęłaś dwa razy), taka krótka refleksja.

Czy wszędzie ludziom odbiegającym od ogólnie przyjętych standardów jest źle, czy tylko w naszym kraju? Czy wszędzie inny (pod rozmaitym względem) musi od razu oznaczać gorszy??
Czy nie mogący wbić się w schemat z góry skazany jest na bycie poza , swoistą banicję?

Mam tu na myśli odbieganie od średniej w kazdej dziedzinie.

Znajdując się w mniejszości (podkreślam, w różnych dziedzinach, stylach życia , począwszy od wyboru religii, poprzez wybór partnera życiowego) od razu znajduje się człowiek na spalonej pozycji. A może ostatnio tak to właśnie wyjątkowo mocno postrzegam.

Pieniądze…

Ptychu na swoim blogu poruszyła ciekawą kwestię. Pieniędzy, kredytów. Tego wszystkiego, co w polskiej rzeczywistości tak naprawdę funkcjonuje jednak na całego od niedawna. Dlatego spora część osób jest tym ciągle przerażona. To nie kraje anglosaskie, gdzie kredyt jest tak samo naturalny, jak to, że rano wstaje się i je śniadanie.
Pamiętam do dziś rozmowę na jakimś wyjeździe, gdzie pewni starsi państwo byli przerażeni, kiedy powiedzieliśmy im, że myślimy o kredycie mieszkaniowym. Byli naprawdę przerażeni. Stwierdzili, że oni nie wyobrażają sobie kredytu. Usiłowaliśmy im wyjaśnić, że my z kolei nie wyobrażamy sobie brać pieniędzy od rodziców, jak niektórzy nasi znajomi, ale to było, jak rzucanie grochem o ścianę.

I tak sobie dumam, dlaczego niektórzy tego aż tak się boją…ja wiem, że perspektywa kredytu na lat 20 może być dla niektórych przerażająca, ale żeby aż tak?

Z drugiej strony, nie lubię niefrasobliwego podejścia do kwestii finansowych na zasadzie, jakoś to będzie. Mam taką znajomą Angielkę. Ona jest przykładem konsumenta. Kiedy przeprowadza się sondaże i wynika z nich, że najwięcej na zakupy w Europie wydają Anglicy, jestem pewna, że ona zawyża im dane. Zakupy robi praktycznie non stop , mając pozaciągane kredyty na wszystko, na co można. Zastanawiam się czasem, czy ona się zwyczajnie nie boi, że nie da rady finansowo? Mało tego, ponieważ lubi podróże, to jeździ. Lata do koleżanki do Kanady, bo ta ją zaprosiła, jedzie do koleżanki do Szwajcarii, bo jak wyżej. Wszystko to przy sytuacji, że jej facet właśnie został bezrobotnym, bo zamknęli fabrykę, w  której pracował. Mało tego, nie zanosi się, że szybko znajdzie nową pracę…I tak żyjąc z jednej jej pensji właśnie wybrali się na dwutygodniowe wczasy na Cypr. Wczoraj dostałam pocztówkę.

Nie napiszę "podziwiam", bo nie podziwiam takiej postawy, ale może  trochę zazdroszczę, tego bezmyślnego podejścia, tej beztroski, która pozwala myśleć, że jakoś to będzie…I jak się okazuje, jakoś to jest. Pytanie tylko do kiedy…

Kto śpiewa?

od jakiegoś czasu w Jedynce radiowej leci piosenka, która mi się baaardzo podoba. Właśnie sobie leciała przed chwilką, a ja dumam, kto to śpiewa. Jest to duet, kobieta i mężczyzna , ona zaczyna, potem on się włącza…Nie rozpoznaję języka. Nie jest to angielski ani niemiecki ani francuski ani włoski ani hiszpański chyba…Może arabski? I tak mnie to gnębi i męczy, a przecież w radio, to nigdy nie powiedzą, co leci. W sumie szkoda. I tak będzie mnie to gnębić, a piosenka bardzo mi się podoba…

Skandale…

taki jeden były premier wspomniał coś kiedyś o tym, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy.

I tak to jest, że po wczorajszym meczu i zachowaniu bożyszcza tłumów słynnego Zizou,mam wrażenie, że coś w tym jest…

Natchnęło mnie to do wpisu. Jak to jest, że bywa tak, że przez jedno głupie, puste, złe zachowanie (wybrać sobie co tam kto woli, w zależności od sytuacji), czyjaś dotąd wspaniała kariera nabiera zupełnie innego wymiaru? Jednym słowem. Można sobie popsuć  dobrą opinię jednym wydarzeniem. Myślę,że Zidane nie jest tu wyjątkiem, ale on mnie natchnął po wczorajszej "akcji".
Żeby być całkiem szczerym, to faceta nie lubię. Bo nie. Bywa tak i tłumaczyć się z tego nie zamierzam. Nie powodują mną żadne powody. Po prostu nie pasi mi i już. Bywa. Ale faktem jest, że karierę zrobił i mimo, że bywały w jego karierze faule, to raczej na tyle niegroźne, że afery z tego nie było i śmiało można było wykreować go na bożyszcze tłumów, faceta, za którym wzdychają kobiety (i jeszcze taki wierny, tyle lat z jedną żoną, ma gromadkę dzieci, łysinkę, pewnie w domciu siedzi z gazetką, jak nie gra, no miodzio cud ideał, a nie włóczący się za babami lowelas:), gracz, który jest ideałem dla wielu młodych , którzy zaczynają swoją karierę itd.

I nagle bum. Zupełnie niepotrzebna sytuacja. I to w dodatku na koniec kariery. Może byłoby dla niego dobrze, żeby po urazie, jaki nastapił jakiś czas wcześniej Zidane zwyczajnie boisko opuścił. Bo najwyraźniej nie był to jego dzień w następnych minutach. Nie wiemy, co dokładnie powiedział mu Włoch, czym go sprowokował. Już nie chcę bawić się w dywagacje i mądralińskie stwierdzenia, że nerwy trzeba trzymać na wodzy. Bo wiem, że na boisku pewnie atmosfera gęstniała i nagle wszystko się spod kontroli wyrwało.

Szkoda jednak takiego głupiego zachowania i niemożności opanowania się. Po co to było? Wiem, że wielbiciele Zizou już mu wybaczyli. Mnie on ani grzeje ani ziębi, ale jednak chyba nie do końca, skorojego ostatnie zachowanie sprowokowało mnie do napisania tego postu.

Ileż to razy ktoś przez jedno, głupie i na pewno nieprzemyślane zachowanie, psuje sobie całokształt pracy? Kariery? Ciężko jakby nie było wypracowanej do tej pory dobrej opinii?
Co człowiekiem powoduje, że strzela sobie, że zastosuję taką piłkarską nomenklaturę, samobója??

Nawiasem mówiąc, na Onecie trwają dywagacje, co też Włoch powiedział, że Zizou się zdenerwował.

Rzeczywiście , ciekawe, co…

Wątpię, czy ktoś nie wie , kto to Zizou, ale gdyby to …

http://www.zidane.fr/homepage.html