„Maria Łaski Pełna”…

Kolejny film, który zrobił na mnie wrażenie i który polecam. Tradycyjnie mam uwagę, aby zainteresowani filmem nie czytali dalej, zdradzę bowiem za dużo.

Film "Maria Łaski Pełna" pokazuje nam to, co dzieje się zapewne w każdej minucie na ziemi, a mianowicie, ktoś decyduje się na zostanie narkotykowym mułem. Ale coś przecież ludzi do tego zmusza. Szczególnie, odkąd jest to naświetlane w TV i widać, że łapie się tych ludzi i wsadza do więzienia. Ale ciągle, bieda, niedostatek, poczucie beznadziei , nie wiem, co jeszcze, pcha młodych ludzi z biednych krajów, źle sytuowanych rodzin do spróbowania takiej drogi życiowej.

Aktorka grająca główną rolę grała według mnie bardzo wiarygodnie. Maria, młoda Kolumbijka, która zachodzi w ciążę z chłopakiem, którego praktycznie nie kocha, traci pracę i po tym fakcie decyduje się na przemyt narkotyków do Stanów. Właściwie jeszcze nie wie, że owa ciąża w późniejszych chwilach "uratuje" jej sytuację, to, że zostanie wypuszczona. Bo oczywiście , nie ma złudzeń, na lotnisku zostaje wyłapana wśród wielu innych.

Najbardziej przejmujące , jak dla mnie, były chwile pokazujące, jak Maria szykuje się do samego (scena z łykaniem kapsuł…brrr, wywołała we mnie dreszcze i czułam wprost, jakby to mój żołądek się napełniał) transportu, a także chwile już w samolocie…
Także, kiedy widzimy, jak jednej z dziewczyn już się nie uda. Nie uda nawet dać się złapać następnym razem. Jeden z woreczków z heroiną pęka , a to oznacza dla tamtej dziewczyny, śmierć.

Przemysł narkotykowy jest bezwzględny, nie ma tak miejsca na emocje inne, jak negatywne. Jednak mimo, że wiemy, że Maria zdecydowała się na coś nagannego moralnie, to jednak nie oskarżamy jej, a wręcz chyba? dopingujemy. Ciągle bowiem mamy nadzieję, że coś się w jej życiu zmieni, szczególnie, że Maria nosi w sobie nowe życie, a wizyta na USG, już w Stanach , stanowi chyba jeden z tych przełomowych momentów jej życia. Słysząc bicie serca swego dziecka, chyba podświadomie, Maria decyduje się coś w swym życiu zmienić.

I tak się staje. Podczas, gdy przyjaciółka Marii wraca jednak do Kolumbii (czy będzie wracać z towarem do Stanów, aż kiedyś da się złapać celnikom, czy umrze, bo kolejnej dziewczynie pęknie woreczek z narkotykami w jej żołądku? zapewne tak), to Maria decyduje się zostać w Stanach.

Mam nadzieję, że Maria podejmuje dobrą decyzję i że zmienia swe życie już tylko na lepsze, że jeszcze nie wszystko dla niej i jej nienarodzonego dziecka stracone. Naiwnie? mam taką nadzieję…

Książkowo, życiowo…

Czytelniczo, wspomnieniowo. Wzięłam się za Kroniki z Narnii. Na razie przeczytałam pierwszą książkę. I tak sukces, że nie odrzuciłam w kąt (nie lubię fantasy), a wzięłam się za dalszy ciąg. W dzieciństwie na pewno czytałam, ale jak znam życie, pewnie tylko "Lwa, Czarownicę i Starą Szafę". Ciekawe, ile z tych kronik przeczytam. Czekam też na książki Petera Mayle i pewnie, jak dojdą, to złapię się za nie. Co tu dużo kryć, lubię go i mam ochotę na coś właśnie luźniejszego, zabawnego, lekkiego. Taki mam nastrój, że ostatnio właśnie na taką lekturę mam ochotę. Przygnębiają mnie wieści z zewnątz, od innych, sprawa z wylewem Mamy A. (wczoraj dostałam od niej email , jej Mama została przeniesiona z Ojomu na oddział, ale jej stan słabiutki, nie rusza się, nic nie mówi, ciężko jest:(, ostatnie doniesienia od Monoli, wieści od R. z USA (18 letni syn ich znajomych został znaleziony martwy na kanapie przez tychże znajomych, jego rodziców, ze szklanką wystygłej herbaty w ręce). Coś złego wisi w powietrzu, czy co, że się tyle złych, nieciekawych spraw dzieje ostatnio?

I dlatego będę sobie na pociechę czytać lekką, łatwą i przyjemną w odbiorze literaturę. Generalnie nic innym do tego;) Mogę nawet usłyszeć, że nie czytam nic ambitnego ostatnio. No, chyba nie;) I szczerze mówiąc, wisi mi to.

Ściskam wszystkich!