Słodko, gorzko…

Bardzo dziwny dzień…trochę dobrego i trochę smutnych akcentów.

Dobre akcenty, to wielka niespodzianka od koleżanki pracującej w jednym z polskich wydawnictw…..3 książki Agathy Christie. Wielka niespodzianka, bo zupełnie nic mi nie mówiła, że wysyła, tak więc naprawdę  mnie zaskoczyła miło. Dostałam od niej "Morderstwo na Plebanii", "Śmiertelną Klątwę" i "Godzinę Zero". Z tych książek dopiero co czytałam "Morderstwo na Plebanii", ale pozostałych nie kojarzę, co nie znaczy, że nie czytałam, bo książek Agathy czytałam masę. Ale naprawdę miło mi się zrobiło, że taką niespodziankę mi wysłała.

Potem email od M. tej kuzynki P. , z którą ostatnio miałam małe spięcie na necie. Wygląda na to, że na razie jest zawieszenie broni. Zobaczymy…Przysłała zdjęcia ich nowego domu…heh, jak człowiek poogląda domy, a nie mieszkania, to zaczyna go korcić, żeby samemu coś takiego sobie zbudować…….kiedyś, oczywiście. Bo i miejsca więcej i fajnie można urządzić. I ogródek mieć i psa itd…

Za to dosłownie przed godziną, smutny email od A. Tej mojej koleżanki z Londynu, co miała w planach powrót dopiero za parę miesięcy, może w kwietniu. No, ale życie weryfikuje plany. Dawno się emailem nie odzywała, to napisałam z zapytaniem, co u niej słychać. No i dziś odpowiedź. Jest w Polsce, już na stałe, jej Mama miała wylew, była w stanie krytycznym…

Zasmuciło mnie to. Oczywiście napisałam jej, że może się zawsze wygadać i że jestem z nią i że mam nadzieję, że jej Mama wróci do zdrowia…zasmuciły mnie te wieści od niej. Mam nadzieję, że da sobie radę psychicznie, bo widzę, że na razie jest jej ciężko.

Taki wiersz Księdza Twardowskiego…

Do moich uczniów

Uczniowie moi, uczenniczki drogie,
ze szkół dla umysłowo niedorozwiniętych,
com wam uczył lat kilka, stracił nerwy swoje,
i wam niechaj poświęcę kilka wspomnień świetych.

Jurku, z buzią otwartą, dorosły głuptasie-
gdzie się teraz podziewasz, w jakim obcym tłumie –
czy ci znów dokuczają na pauzie i w klasie –
i kto twe smutne oczy nareszcie zrozumie.

Janko Kosiarska z rączkami sztywnymi,
z noskiem co się tak uparł, że został króciutki –
za oknem wiatr czerwcowy z pannami ładnymi –
a tobie kto daruje choć uśmiech malutki.

Pamiętasz tamta lekcję, gdym o niebie mówi,
te łzy co w okularach na religii stają –
właśnie o robotnikach myślałem z winnicy,
co wołali na dworze – nikt nas nie chce nająć.

Janku bez nogi prawej, z duszą pod rzęsami –
grubasku i jąkało – osowiały, niemy –
Zosiu coś wcześnie zmarła, aby nóżki krzywe
szybko okryć żałobnym cieniem chryzantemy.

Wojtku wiecznie płaczący i ty coś po sznurze
drapał się, by mi ukraść parasol, łobuzie –
Pawełku z wodą w głowie i ty niewdzięczniku
coś mi żaby położył na szkolnym dzienniku.

Czekam na was, najdrożsi, z każdą pierwszą gwiazdką –
ze srebrem betlejemskim co w pudełkach świeci –
z barankiem wielkanocnym. – Bez was świeczki gasną –
i nie ma życ dla kogo.

Ten od głupich dzieci.

Jan Twardowski

———–

I tak mi się przypomniało, jak omawialismy to na lekcji polskiego, bodajże w 3 klasie podstawówki…Pamiętam do dziś, jak Ania S. się oburzała. Brała ten wiersz zbyt dosłownie, po prostu dosłownie, jak to dziecko właśnie. A ja go rozumiałam, pewnie przez to, że ta poezja dzięki Mamie , była mi bardzo w tym dzieciństwie bliska.

I nie wiem, czemu , ale ten wiersz najczęściej mi się przypominał, kiedy słyszałam nazwisko Twardowski. Mimo, że potem poznałam ich dużo więcej. Może właśnie dlatego, że kiedyś ta Ania tak zapiekle "walczyła" w obronie "głupich dzieci"…