Przed Sylwestrem, telefon od starej znajomej, z którą już nie utrzymuję kontaktu. Chcieliby się spotkać. Problem polega na tym, że my nie chcemy. No nic, trzeba będzie coś wymyśleć.
Za to w Sylwestra sms z życzeniami od J. Tu odwrotny przypadek. Nam się wydawało, że się dogadujemy, że fajnie nam się gada z nią i jej mężem, ale …najwyraźniej tylko nam, bo oni urwali kontakt. Szkoda, tego kontaktu żałuję, bo naprawdę znalazłysmy w pewnym momencie oczywiście, z J. wspólny język. Ale po cholerę w takim razie wysyła mi smsa? Może na zasadzie, wysyłam do wszystkich z książki telefonicznej? Mnie zaś zrobiło się autentycznie smutno (chociaż nie sądzę, że takie było jej zamierzenie), bo żałuję, że się już z nimi nie spotykamy, a taki sms, to takie niepotrzebne przypomnienie i żal wraca…
Wczoraj email od A. Tej, co ma wrócić z Londynu na poczatku roku….ciekawe, czy wróci. Muszę do niej odpisać w wolnej chwili.
No i wreszcie kolejny kontakt, znajoma ze Stanów, nie pisuje regularnie, ale przypomina się na Święta, zawsze wyśle zdjęcia jej i synów bliźniaków. Mąż, jak się urodziły chore dzieci (mają 4 lata , a ciagle mają operacje co jakiś czas), zwinął żagle…odpłynął w zatokę innej znajomości i zdaje się, że ma już nowe dziecko, bo żonę na pewno. Dzielna ta K. , myślę, że nie jest łatwo wychowywać samej dwoje chorych ciężko dzieci. Na szczęście, z tego co widzę, ma ona ogromną pomoc w jej rodzicach. To krzepi! Odpisałam jej więc dzisiaj, dołączyłam nasze zdjęcia, może odnowimy te nasze kontakty? Zobaczymy.
A teraz o książce, którą zaczęłam jeszcze w Starym Roku, a skończyłam wczoraj. A jest to "Sen numer 9" Davida Mitchella. Bardzo ciekawa i zajmująca książka…wciągnęła mnie od pierwszych stron i tak dożeglowałam po jej stronach przez sny bohatera aż do końca. Można powiedzieć, że to taka podróż ale przez sny, w pewnym momencie nie wiadomo, co się dzieje, a co śni bohaterowi. Poza tym, interesujący opis życia w Tokio, co dla mnie nie było bez znaczenia. Trochę mi się kojarzyła ta książka ze stylem Haruki Murakami, ale to może moje jedynie wrażenie. Tak, czy siak, polecam!