„Dzieci z Leningradzkiego”…

Dziś leciał ten dokument na TVN. Straszny…przygnębiający, zastanawiający, dokąd zmierza świat, w którym znajduje się pieniądze na broń jądrową, a nie ma na pomoc społeczną , czy jakąkolwiek inną dla tychże…Gdzie są rodzice tych dzieci? Rodzina rzucała się na trumienkę małej dziewczynki, która zaćpała się, ale gdzie ta sama rodzina była przez ostatnie lata, kiedy to ich dziecko spało w kanałach? I rodzi się pytanie, jak straszne muszą być te rodziny, albo domy dziecka, do których te dzieci trafiały, skoro wybierają życie na dworcu albo w kanałach?

Zajrzyjcie na stronę:

http://www.activechildaid.org/

Bardzo mnie ten dokument przygnębił…….

Odświeżanie kontaktów…i o książce…

Przed Sylwestrem, telefon od starej znajomej, z którą już nie utrzymuję kontaktu. Chcieliby się spotkać. Problem polega na tym, że my nie chcemy. No nic, trzeba będzie coś wymyśleć.

Za to w Sylwestra sms z życzeniami od J. Tu odwrotny przypadek. Nam się wydawało, że się dogadujemy, że fajnie nam się gada z nią i jej mężem, ale …najwyraźniej tylko nam, bo oni urwali kontakt. Szkoda, tego kontaktu żałuję, bo naprawdę znalazłysmy w pewnym momencie oczywiście, z J. wspólny język. Ale po cholerę w takim razie wysyła mi smsa? Może na zasadzie, wysyłam do wszystkich z książki telefonicznej? Mnie zaś zrobiło się autentycznie smutno (chociaż nie sądzę, że takie było jej zamierzenie), bo żałuję, że się już  z nimi nie spotykamy, a taki sms, to takie niepotrzebne przypomnienie i żal wraca…

Wczoraj email od A. Tej, co ma wrócić z Londynu na poczatku roku….ciekawe, czy wróci. Muszę do niej odpisać w wolnej chwili.

No i wreszcie kolejny kontakt, znajoma ze Stanów, nie pisuje regularnie, ale przypomina się na Święta, zawsze wyśle zdjęcia jej i synów bliźniaków. Mąż, jak się urodziły chore dzieci (mają 4 lata , a ciagle mają operacje co jakiś czas), zwinął żagle…odpłynął w zatokę innej znajomości i zdaje się, że ma już nowe dziecko, bo żonę na pewno. Dzielna ta K. , myślę, że nie jest łatwo wychowywać samej dwoje chorych ciężko dzieci. Na szczęście, z tego co widzę, ma ona ogromną pomoc w jej rodzicach. To krzepi! Odpisałam jej więc dzisiaj, dołączyłam nasze zdjęcia, może odnowimy te nasze kontakty? Zobaczymy.

A teraz o książce, którą zaczęłam jeszcze w Starym Roku, a skończyłam wczoraj. A jest to "Sen numer 9" Davida Mitchella. Bardzo ciekawa i zajmująca książka…wciągnęła mnie od pierwszych stron i tak dożeglowałam po jej stronach przez sny bohatera aż do końca. Można powiedzieć, że to taka podróż ale przez sny, w pewnym momencie nie wiadomo, co się dzieje, a co śni bohaterowi. Poza tym, interesujący opis życia w Tokio, co dla mnie nie było bez znaczenia. Trochę mi się kojarzyła ta książka ze stylem Haruki Murakami, ale to może moje jedynie wrażenie. Tak, czy siak, polecam!