Leży przede mną książka…

To ta wygrana z Polskiego Radia. Książka Krystyny Kofty "Gdyby zamilkły kobiety" , w dodatku z miłą dedykacją…a ta wygrana w konkursie "Zwierciadła" ciągle nie dotarła..hmmm, mam nadzieję, że ją dostanę.

Tymczasem chyba poczytam książkę Kofty. Zaczęłam "Podwojenie" Saramagi, ale jakoś mi nie idzie, a nie mam w zwyczaju męczyć książki "na siłę".

Ale się cieszę z tej wygranej, w ogóle w przeciągu tygodnia wygrać 2 książki , nie dość, że to moja pierwsza wygrana w życiu, to w dodatku książki, a więc jak dla mnie w sam raz;)

Wczoraj zdałam sobie sprawę…

…z faktu, że równo za 3 miesiące stuknie mi 30 lat…

Czy te 3 miesiące w dwudziestkach trzeba jakoś celebrować w specjalny sposób?
Źle znoszę wszelakie moje Urodziny, a tu nadchodzą takie dość specyficzne, czyżbym już odczuwała niepokój przed nimi? Hmmm…

Przemyślenia na środek tygodnia…

Ciekawe, co tam u Monoli, dawno się nie wpisała…Monoli, hop hop, Jesteś tam? Już przywykłam do tego, że zaglądasz. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku…

Tu u nas dziwna pogoda…Wczoraj deszcz lał, w nocy dosłownie…za dnia, musiałam przemykać się pod parasolem. Jeszcze, mimo, że zapowiadali deszcz, oczywiście mimo dobrych rad P., który mnie zna , nie założyłam polaru i kurtki przecideszczowej, tylko płaszczyk…Brrr…

Na szczęście, u dentysty okazało się, że wszystko OK z zębem. Zrobiliśmy nawet prześwietlenia i nic tam nie widać. Mam nadzieję, że ząb nie będzie już dawał mi się w kość.

Poza tym dostałam email od R. To moja węgierska penpal, właściwie chyba jedna z najstarszych, jakie mi zostały z tego penpalowego boomu sprzed 4 lat. W każdym razie, napisała, że odnaleźli jej ojca. R była całe zycie wychowywana w domu dziadków przez samotną matkę i dziadków, którzy wmawiali jej, że jest dzieckiem grzechu…"super"…w każdym razie, teraz R. mieszka w USA ze swoim amerykańskim mężem węgierskiego pochodzenia. No i okazuje się, że odnaleźli jej ojca. Hmmm, ciekawe, jak facet się czuł, jak zjawiła się u niego po 27 latach zapomniana zguba. Rzekomo jest szczęśliwy (może, jak już nie musi na nią łożyć pieniędzy, czy jej wychowywać, to jest szczęśliwy). Zastanowiło mnie, czy ja bym tak się garnęła do poznania z ojcem, który najwyraźniej nie garnął się poznać mnie. Wiem, wiem, jej matka i dziadkowie mogli mu utrudniać, ale przecież nie zawsze…nie wiem. Może to ta ciąża tak na nią działa. Może , w przededniu dnia wydania na świat nowego życia, człowiek musi czuć, że mocno wrasta korzeniami w ziemię?? Nie wiem…Do przemyślenia…

Mikołajkowo…

Wczoraj wieczorem sympatyczny akcent. Jak mówiłam, napisałam email do Beaty Pawlikowskiej i …otrzymałam odpowiedź. Wiem, że ona lubi kontakty z ludźmi i pewnie nie mnie jednej odpisała, ale jakoś tak miło mi się zrobiło. Bardzo fajna odpowiedź, taka właśnie od Beaty, miła, optymistyczna. Poprawiło mi humor.

Poza tym, w nocy skończyłam "Miłość zimniejszą od śmierci" Anny Małyszewej (tak to się odmienia?). Myślałam, że to będzie kolejny kryminał, tak to ktoś polecił na Forum Kryminały i Sensacje, ale nie…książka była niezwykła i bardzo, bardzo wciągająca…Naprawdę, żałuję ,że nic więcej tej pani nie mogę znaleźć , chyba na razie nic po polsku nie wydano w Polsce. Szkoda.

Nie wiem, co będę teraz czytać…muszę pomyśleć.

No i był u mnie Mikołaj, czyli chyba ciągle jestem dość grzeczna;))

Poniedziałkowo…

No, mam ostatnio farta, mówię, jakaś kumulacja. Może powinnam zagrać w Totka? Dziś wzięłam udział w dyskusji, napisałam email do radio, które słucham i dostanę książkę za moją wypowiedź;) Super. Będzie to książka Krystyny Kofty "Gdyby zamilkły kobiety". Oj, już się nie mogę doczekać, aż mi przyślą. Mam nadzieję, że poczta mi ją dostarczy. Kochana Poczto, spisz się, bo ostatnio różnie to z tobą bywa, hę?

Poza tym, skończyłam "W dżungli życia" Beaty Pawlikowskiej, i polecam. Podobała mi się. Lubię jej styl. Poza tym, powtórzę się, podziwiam, że Beata jest taką optymistką mimo różnych (czasem bardzo złych) momentów w jej zyciu. Chyba nawet wyślę do niej email i napiszę, że cieszę się, że mogłam przeczytać jej książkę.

Na moim japońskim forum "stuknęło" nam w niedzielę 10 000 postów! Nieźle! Oczywiście nie ja wbiłam ten post, bo czekałam, czekałam, ale wyszliśmy w końcu z domu, ale nie szkodzi. Ważne, że ludziom chce się na tym moim forum pisać, że są! W końcu to forumowicze tworzą nasze wspólne forum!

Wczoraj wzięłam się za książkę rosyjskiej autorki Anny Małyszewej, "Miłość zimniejsza od śmierci". To niby kryminał, ale jak na razie dobrze napisana książka, trochę zaczyna być kryminalno thrillerowato, ale jest sporo przemyśleń i trafnych spostrzeżeń na tematy ludzkie…podoba mi się.

Przewodnik po Portugalii…

…w kolekcji Gazety Wyborczej przyniósł tyle wspomnień…właśnie siedzę i go przeglądam…wspominam.

Tamten wyjazd był taki znienacka, zupełnie nieplanowany, a przyniósł tyle dobrych emocji, wspaniałych wspomnień…prawdą jest, co mówią ludzie, tyle twojego, co przeżyłeś…Jeśli tylko można sobie pozwolić na wyjazdy,a lubimy taką formę spędzania czasu, to warto jest jeździć, poznawać inne miejsca, inne miasta, kraje, innych ludzi. Dla mnie to taki pomysł na smutki,po latach czasem jak jest mi smutno, czy mam zły nastrój, to włączam wyobraźnię i wspomnienia, wędruję sobie po miejscach, w których byłam i od razu lepiej się czuję…

Warto jeździć!

Grudzien się zaczął…

Jak dobrze, że paskudny listopad poszedł sobie precz. Nie lubię…od zawsze chyba. Najpierw zaczyna się Świętem, które nieustannie mnie zasmuca.

Potem zawsze dowali pluchą i słotą, fakt, że tegoroczny wcale aż taki brzydki nie był, ale i tak nie lubię. Jedyny miły akcent, to końcówka, dzień, kiedy poznałam się z P..

Za to zaczął się grudzień, i już chyba dam się trochę wciągnąć w Świąteczną atmosferę…

Trochę prezentów mamy, trzeba jeszcze dokupić…pomyślę o prezencie dla P, to zawsze trudne, bo dużo rzeczy ma, a chciałabym Mu kupić coś ciekawego, zobaczymy, co mi wpadnie do głowy.

Wczoraj wysłałam te dane do "Zwierciadła", mam nadzieję, że dostanę tę książkę bez problemów.

Poza tym, słuchałam sobie starej , dobrej Sade…lubię ją…

To miłego grudnia, który jest zapowiedzią Świąt, a potem Sylwestra, którego nie lubię, ale za to który jest zapowiedzią Nowego Roku, a może ten nadchodzący okaże się lepszy? Trzeba wierzyć!