M. zadzwoniła…Fajnie ją było usłyszeć. Aczkolwiek , kiedy dzwoni z tych Antypodów, to na kartę, a wtedy mam wrażenie, że jest jakieś opóźnienie w dźwięku, dziwnie mi się z nią rozmawia. Ale to naprawdę super z jej strony, że zadzwoniła. Ciekawe, czy w przyszłym roku wybiorą się do Polski. Wiem, że jej mąż nie bardzo ma na to ochotę. Hmmm, coś go nie ciągnie do ojczyzny, w której nie był dobre parę lat…aż się kiedyś z P. zastanawialiśmy, czemu taki jest na nie, czyżby coś w tej naszej Polsce przeskrobał, że aż tak nie chce tu wracać? Szkoda, że jedna z moich przyjaciółek musi tak daleko mieszkać;( No, ale powinnam się cieszyć, że mam przyjaciółkę…
Z lektur, zaczęłam "Sen numer 9" Davida Mitchella. Jak na razie trochę mi się kojarzy stylem z Haruki Murakami, ale tylko trochę i …wciągnęłam się. Wszystko, co dotyczy Japonii mnie ciekawi.
Wczoraj liczyłam, że spłyną karty z życzeniami, a tu przykra niespodzianka. Skrzynka pusta. A my dziwnym trafem wysłaliśmy około dwudziestu…trochę mi przykro, że już ludzie nie lubią tej formy składania sobie życzeń…
