No i po Świętach.
Dziś była powtórka z rozrywki u nas. Wyszło bardzo fajnie;) Posiedzieliśmy przy stole, pośmialiśmy się, porozmawialiśmy. Przygotowaliśmy jedzenia tyle, że oczywiście wszystkiego nie zjedliśmy! Choinka wzbudziła powszechny aplauz. Bałam się, że te pierwsze Święta bez Babci P. będą gorsze, ale , razem dało się pokonać nastrój przygnębienia…coś w tym jest, że człowiek to zwierzę stadne i łatwiej mu znosić różne nastroje w grupie. I pomyśleć, że jeszcze 2 lata temu niechętnie myślałabym o takim spotkaniu…hmmm, jak to się jednak różne sprawy zmieniają, układają na lepsze, i dobrze!
M. w końcu nie zadzwoniła, przysłała smsa, że są chorzy i nie ma siły. Cóż, bywa…może innego dnia.
Ha, zapomniałam napisać, że w nocy z Wigilii na Boże Narodzenie miałam sen…Może, (oby!), z gatunku tych , które się spełnią;) Czego wielce bym sobie życzyła…
