
zielona choinka. No, już nie taka zielona, bo ozdobiona świecidełkami, bombeczkami i łańcuchami…Ale jest piękna!
Po południu poszliśmy na cmentarz…Pierwsze Święta bez babci P. Będą na pewno inne…trudne? Zobaczymy, mam nadzieję, że nie bardzo smutne…raczej pełne wspomnień, tym bardziej, że ubywa nas przy tym stole Wigilijnym …….
Oczywiście ja niosłam szklane światełka, kiedy tuż przy alejce wywinęłam pięknego orła…Nawet nie pamiętam, jak to się stało. Szliśmy i rozmawialiśmy i oto w następnym momencie już leżałam, a raczej moje biedne chore kolana leżały w pryźmie śniegu. Na szczęście rymnęłam właśnie w świeżo opadnięty śnieg, co zamortyzowało uderzenie…A najlepsze jest, że lampki ocalały:)
A wieczorem ubieraliśmy choinkę…to poprawiło mi humor. Wygląda super;)
