Grudzien się zaczął…

Jak dobrze, że paskudny listopad poszedł sobie precz. Nie lubię…od zawsze chyba. Najpierw zaczyna się Świętem, które nieustannie mnie zasmuca.

Potem zawsze dowali pluchą i słotą, fakt, że tegoroczny wcale aż taki brzydki nie był, ale i tak nie lubię. Jedyny miły akcent, to końcówka, dzień, kiedy poznałam się z P..

Za to zaczął się grudzień, i już chyba dam się trochę wciągnąć w Świąteczną atmosferę…

Trochę prezentów mamy, trzeba jeszcze dokupić…pomyślę o prezencie dla P, to zawsze trudne, bo dużo rzeczy ma, a chciałabym Mu kupić coś ciekawego, zobaczymy, co mi wpadnie do głowy.

Wczoraj wysłałam te dane do "Zwierciadła", mam nadzieję, że dostanę tę książkę bez problemów.

Poza tym, słuchałam sobie starej , dobrej Sade…lubię ją…

To miłego grudnia, który jest zapowiedzią Świąt, a potem Sylwestra, którego nie lubię, ale za to który jest zapowiedzią Nowego Roku, a może ten nadchodzący okaże się lepszy? Trzeba wierzyć!