Tak mnie naszło z tym Rodos po kartkach od Monoli, że aż…
wiem, wiem, jestem głupia z tą miłością, ale ona jest naprawdę odwzajemniona, bo chyba tylko tam od pewnego czasu wiem, co to jest pełnia szczęścia. Tak naprawdę, paradoksalnie, myślę, że jestem wielką szczęściarą, że mam to "swoje" miejsce na ziemi. Nawet jeśli z tych czy innych przyczyn nie mogę w nim być tak często, jakbym chciała. Ale mam je.
pożary na Rodos…
…coś tę piękną wyspę w tym roku bogowie z Olimpu z jakichś tam przyczyn znielubili chyba, skoro wciąż ją jakieś doświadczenia spotykają. Słucham wiadomości i smutek mnie bierze, jak zawsze, kiedy pożary trawią ukochaną Grecję. Tak, wiem, tam jest to częste, ale naprawdę za każdym razem tak samo mnie martwi…Rodos jest przepiękną wyspą i w moim sercu zaraz za Kretą się znalazła…
Mam nadzieję, że władzom uda się opanować pożary szybko…
Wklejam zdjęcie, tu w Akropolu w Lindos, widok na Zatokę Świętego Pawła.

Winna wpisu o Rodos;)
Jestem winna dokończenia wpisu o Rodos. Co z tego, jak mi się odechciało?:) Ale wpadłam na genialny pomysł, wkleję to, co pisałam po powrocie do znajomych, najwyżej co nieco uzupełnię. Stąd, uprzedzam, dzisiaj będzie bez polskich znaków, bo wysyłałam to i za granicę.
Tak więc:
Rodos -Dolina Motyli.
Jednym z bardziej przyjemnych i uroczych miejsc na Rodos jest Dolina Motyli.
Nazwana tak od gatunku pewnej ćmy, która tam przylatuje, aby się rozmnożyć. Składają tam jaja , w kwietniu larwy się wykluwają i na początku czerwca owady przyjmują już swoją dorosłą postać. We wrześniu motyle, a właściwie ćmy, opuszczają dolinę…i tak to się kręci.
Samo miejsce jest bardzo przyjemne, jest tam wiele przejść wiszących, rodzajów wiszących mostków, po których można przejść nad wodą, a dookoła wszędzie a to siedzące a to lecące motyle. Ich widok jest bardzo przyjemny. Kiedy siedzą na listkach, pniach drzew, czy omszałych głazach wyglądają niepozornie, mają bowiem ciemne zewnętrzne strony skrzydeł , w jasne pasy. Kiedy jednak wzbiją się do lotu w powietrzu robi się czerwono…gdyż ich wewnętrzna strona skrzydeł ma taki właśnie kolor.
W samej Dolinie wspaniale można się zrelaksować i odetchnąć od gwaru i skwaru, gdyż dzięki zalesieniu i zieleni wokół, której tam nie brakuje, nie czuć prawie upału i gorąca.
Rodos – Miasto Lindos…
Rodos, raj na ziemi…
Przyznam się, jechałam tam pewna, że nic nie zagrozi mojej wielkiej i nieskończonej miłości do Krety i tu nagle wielka niespodzianka…Zaskoczenie…Rodos zachwyciła mnie tak bardzo , tak oczarowała swym urokiem, spokojem, miłymi zakątkami, że w mym sercu zajęła drugie miejsce, jeśli nie ex aequo z Kretą.
Cała wyspa mała, można spokojnie objechać ją całą samochodem w jeden dzień, ale to tylko dodaje jej uroku. Naprawdę, mogłabym mieszkać na takiej wyspie…właściwie nie pogniewałabym się na los, gdyby kiedyś podarował mi domek na Krecie lub Rodos właśnie…marzenia;))
Mieszkaliśmy nieco za Faliraki. Same Faliraki są podobno uważane za koszmar. O tym, że faktycznie z Grecją niewiele mają wspólnego przekonaliśmy się będąc tam raz , nie , przepraszam, dwa razy. Oba przejazdem, w celu nabycia wody mineralnej w jednym z miejscowych supermarketów. Miejscowość bowiem nastawiona jest totalnie na angielskich turystów.
Nasz hotel jednak na szczęście położony był jakiś kawałek od Faliraki, najpotrzebniejsze sklepiki dookoła były, więc miejscowości tej nie musieliśmy odwiedzać. Za to po stronie wschodniej, na której leżała ta miejscowość i nasz hotel są piękne plaże, długie, piaszczyste, przepiękne. No i, co było dla nas ważne i o co się dowiadywaliśmy przed wyjazem , nie wieje tam ten koszmarny wiatr, jaki wieje od strony zachodniej , na przykład w Ixia.
Przed wyjazdem nasłuchaliśmy się, jaka to wyspa sucha i skalista i szczerze mówiąc , spodziewalismy się zupełnie "łysej" wyspy, a tu wielkie zaskoczenie, miłe oczywiście, wiele zieleni , piękne lasy! Ponieważ byliśmy w okresie upałówi suszy, więc nie raz przy wjeździe do lasu widzieliśmy wóz straży pożarnej.
Tak, czy siak, wyspa bardzo ładna i warta odwiedzenia. Więcej napiszę za jakiś czas, jak wena twórcza na mnie spłynie…
